Czy rozsądną decyzją jest rezygnacja z prowadzenia dochodowego sklepu o wyrobionej marce? Moja dzisiejsza gościni udowadnia, że może tak być. Jak podejmować odważne decyzje biznesowe? Co brać pod uwagę? Te i wiele innych kwestii poruszamy w rozmowie. Zapraszam.

Sylwia Hennek to specjalistka od roślin egzotycznych, szczególnie bambusów i palm, którymi zajmuje się od ponad 15 lat. Na blogu BambusowySen.pl dzieli się wiedzą o egzotykach do domu i ogrodu i uczy, jak je uprawiać z frajdą bez zbędnego komplikowania. Uwielbia podróże i przywozi z nich więcej zdjęć roślin, niż zabytków 🙂


Notatki do odcinka

 

Spodobało się? Pomogłam Ci?
Postaw mi kawę, bym mogła tworzyć więcej treści! 🙂
Wypiję za Twoje zdrowie 🙂


Transkrypcja – podcast do czytania

EW: Cześć, z tej strony Emilia Wojciechowska. Jestem trenerką mentalną biznesów online i prowadzę dla Ciebie podcast Niezarobiona jestem, w którym uczę, jak osiągać więcej, stresując się mniej.

Odcinek 45. Trudne decyzje w biznesie. Rozmowa z Sylwią Hennek. Czy rozsądną decyzją jest rezygnacja z prowadzenia dochodowego sklepu o wyrobionej marce? Moja dzisiejsza gościni udowadnia, że może tak być. Jak podejmować odważne decyzje biznesowe? Co brać pod uwagę? Te i wiele innych kwestii poruszamy w rozmowie. Zapraszam.

Witam Cię serdecznie, Droga Słuchaczko, Drogi Słuchaczu, w pierwszym odcinku po letniej przerwie. Mam nadzieję, że miałaś/eś piękne lato i od razu mam dla Ciebie niesamowitą rozmowę. Petardę po prostu! Ten odcinek ma szansę stać się hitem i wyprzedzić mój najwięcej razy odtwarzany odcinek z Eweliną Muc. Rozmowę z Sylwią nagrywałam na początku lipca i nie mogłam się doczekać, kiedy już wyjdzie.

Więc teraz jeśli to słuchasz, to jest już co najmniej 30 sierpnia i już mogę wypuścić na świat naprawdę wspaniałą rozmowę, gdzie rozmawiamy o biznesie i nie tylko, o różnych, różnych kwestiach. I zapraszam Cię, żebyś popłynął lub popłynęła z nami.

Sylwia Hennek to specjalistka od roślin egzotycznych, szczególnie bambusów i palm, którymi zajmuje się od ponad 15 lat. Na blogu BambusowySen.pl dzieli się wiedzą o egzotykach do domu i ogrodu i uczy, jak je uprawiać z frajdą bez zbędnego komplikowania. Uwielbia podróże i przywozi z nich więcej zdjęć roślin, niż zabytków 🙂

EW: Cześć Sylwia! Ogromnie się cieszę, że się dzisiaj spotykamy i że nagrywamy wspólnie podcast.

SH: Ja też się bardzo cieszę. Mega mi było miło, kiedy mnie do niego zaprosiłaś i jestem sama bardzo ciekawa tej rozmowy.

EW: O, no to super! Na początku, mam taką tradycję w podcaście, że zaczynam go od takiego wspólnego, głębokiego oddechu. Po to, żebyśmy zarówno my tutaj przed nagraniem, jak i nasi słuchacze, którzy chcą się skupić, żeby nas posłuchać, żeby mogli sobie zrobić taką chwilę zatrzymania, chwilę relaksu. Dlatego zapraszam i Ciebie, i słuchaczu Ciebie też do tego, żeby wziąć sobie taki jeden głęboki oddech, podczas którego w pełni się na tym oddechu skupiasz. Nie istnieje nic innego, tylko Ty i Twój oddech.

[wdech, wydech]
Dzięki wielkie. No to przechodzimy do rozmowy. Najpierw w ogóle opowiem, skąd my się z Sylwią znamy, jak tu doszło do tego zaproszenia. Otóż my poznałyśmy się w mastermindzie, w którym pracowałyśmy od początku tego roku do czerwca i miałam okazję trochę podejrzeć od środka te wszystkie procesy decyzyjne, które Sylwia podejmowała. I zafascynowało mnie to, o czym właśnie będziemy dzisiaj rozmawiać.

Pomyślałam, że to będzie świetny temat, szczególnie dla tych osób, które mają jakieś takie swoje małe „dziecka biznesowe”, mają jakieś projekty, z którymi są długo i myślą o porzuceniu tych projektów, o zamknięciu ich, no ale trochę szkoda, ale coś tam jeszcze, może da się to uratować. Więc będziemy rozmawiać o decyzjach biznesowych na podstawie historii Sylwii, która właśnie po piętnastu latach, z końcem czerwca zamknęła swój znany, popularny i zyskowny sklep Oaza Palmy.

Sylwia, opowiedz nam najpierw, co to był za sklep, co Ty w nim robiłaś przez te 15 lat i co to w ogóle znaczy, że to był właśnie zyskowny sklep, znany, z czym tak naprawdę się pożegnałaś? Żebyśmy nakreśliły taki obraz tego, jak trudną decyzję podjęłaś?

SH: Pewnie, fajne pytanie. Ten sklep powstał w czasach, kiedy byłam studentką i trochę dzięki, a może nawet trochę bardzo dzięki niemu, dzięki tej marce, którą stworzyłam, weszły na salony teraz już tak bardzo popularne rośliny egzotyczne, czyli bambusy, czyli palmy, różne banany. Te rośliny, które w poprzednim roku, w tym roku widzimy w marketach budowlanych, w różnych centrach ogrodniczych – tego 15 lat temu jeszcze nie było bądź było naprawdę bardzo mało. To był temat taki nawet nie niszowy.

No niemal go nie było. I przez to, że ja się nim wtedy zajęłam – co było dość przypadkowe, bo byłam na studiach kulturoznawczych, ja nie jestem z wykształcenia ogrodnikiem, mimo że się już 15 lat roślinami zajmuję. I tak się to potoczyło, że z ciekawości czy taki temat (który na zachodzie Europy był wtedy popularny), czy to tutaj zażre biznesowo? Z moim wujkiem, z moją młodszą siostrą wtedy rozpoczęliśmy taką działalność.

I ja zaczynałam wtedy od zera, w ogóle bez doświadczenia takiego jako przedsiębiorca i też bez doświadczenia, jeśli chodzi o te rośliny egzotyczne, głównie bambusy. I zawsze zależało mi na tym, od początku, żeby oferować nie tylko towar, nie tylko sprzedawać, ale jednocześnie oferować pomoc. I tego zupełnie też na polskim rynku wtedy nie było.

Stworzyłam bloga, na którym dzieliłam się poradami, jak te rośliny uprawiać i jak o nie dbać, jakie są opcje. I z tego wszystkiego stałam się właśnie ekspertką od roślin egzotycznych. I mam taką markę, która jest bardzo silna. Są osoby, które na hasło „rośliny egzotyczne” od razu myślą: „Sylwia – Oaza Palmy”.

Właśnie przez tą pracę, przez jakość dostarczanych sadzonek i jakość naszych usług, obsługi klienta. To jest wszystko dla mnie bardzo ważne i zawsze brałam pod uwagę to, jak ja chciałabym się czuć jako klient: zaopiekowana wiedzowo, z dostarczonym świetnym towarem. To był zawsze dla mnie taki punkt wyjścia: oto co ja mogę oferować, w jaki sposób to mogę robić.

I przez to, że taki towar, który jest delikatnym towarem, to nie jest książka, to nie jest koszulka, T-shirt, który można zapakować raz-dwa, wrzucić do paczkomatu i temat wysyłki jest załatwiony, tylko to są żywe rośliny, które mogą się uszkodzić, te paczki nawet mają prawie 2 metry.

To mamy tak… tzn. mieliśmy już tak dopracowany proces, że to wszystko pozwoliło na zbudowanie naprawdę silnej marki, z mocną renomą, ze świetnymi opiniami klientów. I to tak naprawdę dopiero ostatecznie zrozumiałam w momencie, kiedy żegnałam się z tymi klientami, zamykając Oaza Palmy i kiedy zaczęły do nas spływać telefony, mejle, wiadomości, esemesy, na Whatsappie, na Instagramie i ludzie nam po prostu dziękowali, że mogli robić u nas zakupy.

I dla mnie to było takie WOW! Bo ilu sklepom mamy ochotę coś takiego napisać, prawda? Więc to było coś naprawdę takiego super. I to jest właśnie ta marka, z którą się pożegnałam.

EW: WOW! Naprawdę coś wyjątkowego. Myślę, że to jest niesamowite uczucie, właśnie coś takiego od klientów otrzymać. Wow, super, myślę, że każdy przedsiębiorca marzy o tym, żeby mieć klientów wdzięcznych za to, że mogli skorzystać z jego produktów czy usług. Niesamowite! Bardzo gratuluję zbudowania czegoś takiego. Tym bardziej właśnie podjęcie takiej decyzji musiało być bardzo trudne. A powiedz mi jeszcze, bo nie jesteś ogrodnikiem z wykształcenia, ale czy w momencie, gdy zaczynaliście z tym sklepem, to czy Ty sama miałaś w domu rośliny egzotyczne?

SH: Tak. Ja jestem ze wsi, tak prosto mówiąc. Zawsze miałam z nimi styczność, choć nie przepadałam tak naprawdę za roślinnością, jeśli chodzi o pielęgnację. Gdzieś tam pieliłam grządki z babcią i podlewałam jej różne choje i inne takie. Natomiast u mnie właśnie zaczęło się od pracy z tym tematem i przez to, że sama chciałam tym klientom jak najlepsze porady przekazywać, zaczęłam zgłębiać temat, sama się o tym uczyć.

W tym mi się przydały języki, no bo w Polsce nie było nic na ten temat i korzystałam z niemieckich i angielskich różnych stron, no i sama dużo testowałam, żeby właśnie też to doświadczenie jeszcze lepiej przekazywać. I z tego narodziła się tak naprawdę pasja. Bo teraz mogę powiedzieć, że to rośliny egzotyczne są moją pasją i jednocześnie też zamknięcie tego sklepu nie spowodowało, że ja się odcinam od tego tematu, tylko obieram nieco inny kierunek.

EW: No właśnie, to co będzie dalej?

SH: Dalej będzie coś, co też uważam, że jest swojego rodzaju niszą albo luką, którą chciałabym zapełnić. Bo mam świadomość tego, że skoro teraz już te bambusy, które są tak naprawdę moją specjalizacją, są w różnych tych marketach budowlanych itd., to pojawiają się firmy, które zaczynają być konkurencją. Ja długo konkurencji nie miałam.

To było też bardzo wygodne, ale jestem w takim momencie, kiedy moja firma prosperuje najlepiej od tych piętnastu lat i ja oceniłam, że przyjdzie prędzej czy później taki moment, że będę musiała coraz więcej wysiłku wkładać w to, żeby utrzymać swój poziom, swoją jakość usług, produktów i jednocześnie dopasowywać ceny i brać na klatę coraz więcej konkurencji. I mierzyć się z tym cały czas.

Oceniłam, że to prędzej czy później nastąpi. I że ja nie mam na to ani sił, ani ochoty. I ten nowy kierunek będzie nadal związany z roślinami egzotycznymi, ale będzie to kierunek bardziej edukacyjny, szkoleniowy. Będą to produkty online, usługi. Takie dzielenie się tą ekspertyzą, którą zdobyłam i którą też miałam okazję już przetestować. Ponieważ mam w swojej ofercie już e-booki o palmach, o bambusach dla takich hobbystów, ale one też są pomocne projektantom ogrodów.

I to jest grupa osób, do których szczególnie będę chciała właśnie kierować swoją ofertę wsparcia, bo właśnie te egzotyki już weszły na salony, jak sobie powiedziałyśmy na starcie. Klienci już podpytują tych projektantów: a może by tak bambus u mnie zamiast żywopłotu z żywotnika czy tam thui (powszechnie nazywanej). I oni są coraz bardziej ciekawi. Też coraz więcej podróżujemy, mamy takie inspiracje egzotyczne. Chętnie byśmy sobie takie wakacje w domu zaaranżowali.

Natomiast jeśli chodzi o projektantów, oni nie mają za bardzo gdzie zyskać wiedzy: co ile to posadzić, ile sadzonek potrzebuję, jaki gatunek dokładnie będzie do tych warunków klienta potrzebny. A ja to wszystko wiem i to są rzeczy, które ja chętnie dalej przekażę. Po to też, żeby te pracownie projektowe mogły się rozwijać, bo bardzo zależy mi na tym właśnie.

I ty też myślę, że jesteś w takim nurcie, żeby te biznesy, które my tworzymy, czy my dwie, czy ci projektanci właśnie, żeby one też były dla nas karmiące, a nie tylko były okej dla klientów, a my po prostu już i fizycznie nie dajemy rady i psychicznie nie dajemy rady, tylko dajemy, dajemy i nas to nie karmi.

EW: Czyli 15 lat, moment prosperującego sklepu, największych przychodów dla Ciebie. Jeszcze tak, żeby to w liczbach pokazać, znalazłam sprzed kilku miesięcy taki post, że sprzedałaś ponad 100 tysięcy sadzonek bambusa, ponad 30 tysięcy klientom, w tym np. polskim różnym uniwersytetom, a także takim znanym kolekcjonerom roślin jak np. Marcin Tyszka, który jest znany z tego, że nie tylko jest fotografem, ale też znany z tego, że ma w swoim mieszkaniu taką małą dżunglę. I właśnie. No i jest ta decyzja, że jednak koniec z tym, zamykamy.

Już trochę o tym powiedziałaś, ale powiedz więcej, co było do ciebie ważne, podejmując tę decyzję? Jakie były kryteria, że jednak doszłaś do tego, że to już jest czas na zamknięcie sklepu?

SH: U mnie to na pewno nie była spontaniczna decyzja. Ja już o tym myślałam od kilku lat tak naprawdę, obserwując, jak coraz bardziej ja jestem zmęczona w tej pracy, mimo że to nie jest tak, jak ktoś by popatrzył z zewnątrz, męcząca praca – fizycznie momentami tak, psychicznie momentami tak. Wiadomo, są różne problemy, które trzeba rozwiązać. Natomiast cała ta praca w takich kuluarach prowadzenia tego biznesu zaczęła sprawiać mi coraz mniej radości.

Właśnie coraz mniej chętnie się do tego stawiałam i obserwowałam, że ja najchętniej właśnie współpracuję z ludźmi, poznaję ludzi, przedstawiam jakieś im tematy, opowiadam o czymś, coś upraszczam i że karmi mnie to, kiedy to im pomaga i że to jest taki aspekt tej pracy, który jest właśnie w takim rozumieniu fair play. Czyli ja coś daję, ale też coś otrzymuję i mogę dawać dalej, bo kiedy pracowałam tylko, albo przede wszystkim w tym fizycznym sklepie z sadzonkami, to tam są zamówienia, to jest odpowiadanie na maile, robienie jakiś postów, obliczanie tych cen, kosztorysy, różne takie rzeczy.

I właśnie to sprawiało, że ja się coraz gorzej czułam, najzwyczajniej w świecie.

A mam takie przekonanie, że też muszę siebie… tzn. ja CHCĘ siebie szanować i chcę dopasować ten biznes. I wierzę też w swoje możliwości, że ja jestem na tyle ogarnięta, że sobie poradzę, jak to zrobię z głową i że właśnie mogę jakiś inny sposób znaleźć na to, żeby zarabiać pieniądze, No bo bez tego się nie obejdzie. Nie da się żyć bez zarabiania pieniędzy, przynajmniej z mojej perspektywy. Ale że mogę to robić jednak tak, żebym nie czuła się cały czas źle. I to nie chodzi o klientów, którzy kupowali ode mnie te sadzonki w ogóle, nie!

Tylko chodzi po prostu o tę pracę, którą musiałam wykonać jako szefowa, jako właścicielka sklepu z fizycznymi produktami.

No i jednocześnie nasza ekonomia też się robi taka trochę z doskoku, trochę tam jest takiego… No nie wiem, mam wrażenie freestyle’u i zasady gry zmieniają się w trakcie gry, a to jest też później obciążające dla takiego właściciela, żeby za tym cały czas podążać. I ta część biznesu zajmowała mi najwięcej czasu, najwięcej energii, a nie chciałam, żeby tak było, bo stwierdziłam, że „raz się żyje” i potrzebuję, żeby to było coś innego.

Jeśli chodzi o tę decyzję, to oczywiście liczyłam też. Liczyłam swoje liczby, liczyłam to, czy mnie stać na to, żeby taką odważną decyzję podjąć. Bo gdyby nie było mnie stać, gdybym nie miała oszczędności, gdybym nie porozmawiała z moim mężem, co on o tym myśli? Jak to widzi? Czy sobie poradzimy? Mamy też kredyt na mieszkanie, więc to też są rzeczy, które uważałam, że muszę wziąć pod uwagę, podejmując taką decyzję.

Tym bardziej, że właśnie ta nowa ścieżka, ona się dopiero tak naprawdę klaruje, ona będzie układana z czasem, ale też po to, żebym miała na to czas, to musiałam zwolnić ten czas w innym miejscu, żeby nie dokładać sobie obowiązków i nie pracować 17 godzin na dobę, bo tego w ogóle nie uciągnęła. Więc patrzyłam też na finanse, czy to jest do wykonania. I też dlatego to trochę trwało, bo wcześniej nie byłam w takiej sytuacji komfortowej, że mogę to z taką naprawdę większą lekkością zrobić.

I to, co jeszcze bardzo dużo mi dało, to poznawanie siebie jako po prostu człowieka, poznawanie tego, co mnie karmi, co mnie nie karmi, czego ja nie chcę w biznesie. I słuchanie swojej intuicji. Plus też takie testy osobowościowe. Bardzo pomógł mi test Gallupa. I dodam jeszcze, że pomogły mi takie rzeczy typu astrologia i Human Design. To może być też dla pewnych osób ciekawe. Ja mam takie nastawienie, że szukam różnych tematów po to, żeby się dowiedzieć o sobie więcej.

I to są właśnie z różnych beczek, jak tu wspomniałam tematy i staram się popatrzeć czy to praktycznie może mi coś dać. I nawet takie tematy trochę odjechane dla niektórych, jak Human Design czy astrologia.

Ja mam takie podejście, że jeśli tylko to mi praktycznie w czymś pomaga, dowiaduję się o sobie więcej, zadaję sobie dobre pytania, z tych odpowiedzi wynikają jakieś ważne dla mnie wnioski. No to mam takie przekonanie teraz już na podstawie doświadczenia, że idę za tym wszystkim i czuję się coraz lepiej jako człowiek, jako przedsiębiorca jest mi naprawdę coraz, coraz lepiej.

EW: Drodzy Słuchacze, macie tutaj takie ciekawe przeciwstawienia opinii, bo ja nagrywałam takie odcinki między innymi o astrologii, że ja w to totalnie nie wierzę i stoję tak twardo na ziemi. Macie fajny przykład kogoś, komu to pomogło, kto wykorzystał to dla siebie praktycznie i nie mam nic do tego. Totalnie, bardzo to szanuję. Jeśli to faktycznie pomaga i jest dla Ciebie karmiące, wartościowe, to tylko się cieszyć.

SH: Tak, ja też tak uważam, że to trzeba poczuć. W sensie czy coś jest dla mnie czy nie. Ty czujesz że nie, ja czułam, że jestem ciekawa. Sprawdziłam, poszłam za tą ciekawością, okazało się, że fajnie i biorę to nadal praktycznie. Plus też dodam, że ja nadal liczę w biznesie. To nie jest tak, że ja sobie siadam, afirmuje, czytam horoskop i liczę, że wszystko mi się teraz fajnie poukłada albo nie działam, bo coś tam się na niebie złego zadziało. Podchodzę do tego tak, że też mam dwie stopy mocno na ziemi, ale jednocześnie widzę, że są takie elementy tych tematów, które są mi pomocne. I idę z tym też.

EW: Super, świetnie. Mówiłaś, że ta decyzja nie była spontaniczna, a jesteś w stanie ocenić, jaki czas zajęło Ci podjęcie tej decyzji. Kiedy to się zaczęło? Te myśli, że kurde, może to już czas na coś nowego?

SH: Wiesz co, ja pamiętam dokładnie ten moment, kiedy to zaczęło tak mocno dojrzewać, jakby dostało takiego przyspieszenia. I to było w listopadzie zeszłego roku. A samą decyzję podjęłam, wydaje mi się, że w styczniu, jeszcze przed urlopem. I w listopadzie zadziała się taka rzecz: odezwała się do mnie Natalia Domańska z Concept Mate, która się zajmuje markami osobistymi, takim autentycznym przedstawianiem siebie w biznesie. I ona zaprosiła mnie do live’a na Instagramie i zadała mi tam takie pytanie (ja to pytanie dostałam wcześniej, więc mogłam sobie też trochę o tym pomyśleć). Ono brzmiało: Gdzie się widzisz za 10 lat?

I to jest takie pytanie trochę cliché można powiedzieć, bo czasami na rozmowie kwalifikacyjnej coś takiego usłyszymy. Ja specjalnie na ten temat nie myślałam, mimo że też mam Wizjonera w Gallupie, więc tak trochę śmiesznie wyszło, że mnie naprawdę ono wbiło w fotel. I jak sobie o tym myślałam, to doszło do mnie, że ja nie widzę się tak do końca właśnie jako sprzedawca tych roślin. Cały czas nie widzę się też jednocześnie jako osoba, która tylko i wyłącznie z tymi egzotycznymi roślinami jest kojarzona.

Ale chciałabym iść szerzej. Chciałabym pomagać też kobietom tworzyć takie biznesy, które są też dla nich, żeby ta zasada fair play między Ty i klient była zachowana, bo wtedy wszyscy zyskują. To jest takie fajne.

I to pytanie właśnie wtedy zapoczątkowało cały ten proces, który w dużej mierze się dział podświadomie. Ale później, w styczniu, oceniłam, że to jest ostatni rok. Już miałam to przegadane właśnie na gorąco z moim mężem, jak to finansowo ugryźć, bo to był duży, duży aspekt. Musiałam się czuć bezpiecznie, żeby móc w ogóle tę decyzję faktycznie podjąć.

No a później to już było informowanie klientów i całe takie działania ku temu, żeby to zamknąć i jednocześnie żeby też odświeżyć mojego bloga, bo sklep Oaza Palmy jest zamknięty, natomiast wszystko przeniesie się na tego bloga, którego też kilka lat po otwarciu sklepu założyłam po to, żeby się dzielić tą wiedzą. To będzie teraz takie moje miejsce w sieci, które będzie dla hobbystów, dla projektantów i tam będę się dzieliła też tą ekspertyzą. I te wszystkie właśnie po tej decyzji działania mogłam już zacząć wdrażać.

EW: Czy było tak, że gdy podjęłaś decyzję, zamykasz sklep, to obniżyło się Twoje zaangażowanie w prowadzenie tego sklepu, czy raczej właśnie podkręciłaś tempo, wiedząc, że to w końcu się zamknie?

SH: Super pytanie. To było tak, że ja poczułam w końcu taką lekkość. Ja robiłam dokładnie to samo przez długi czas, jeszcze potem po tej decyzji, ale no nie wiem, jakieś ciśnienie zeszło. To jest niesamowite, bo to tylko była w głowie decyzja. Nic takiego jeszcze się fizycznie nie zadziało, oprócz tego, że ta decyzja została podjęta. I ja miałam takie przekonanie i miałam też takie odczucie, bo ja też słucham swego ciała i to mi też bardzo pomaga, jeśli chodzi o różnego rodzaju też biznesowe decyzje.

Czy ja czułam się lżej, czy czułam właśnie taką taką ulgę, lekkość? Bo gdybym poczuła się gorzej – ale miałam też takie momenty później na drodze, po tej decyzji, że może jednak nie, może jednak robię źle.

No wiadomo, to nie było już tak, że jak podjęłam decyzję, to potem było wszystko kolorowo i super, bo były takie momenty, ale właśnie miałam wtedy taką motywację, że to ma taki deadline, datę ważności, będzie określony moment w przyszłości, czyli 30 czerwca tego roku, kiedy to się wszystko skończy i będę potem mogła robić to, co mnie właśnie bardziej karmi. I to było naprawdę fajne, bo i praca nam dobrze poszła, ja też mam pracownicę i ona też poczuła ulgę, taką lekkość.

Potem się okazało, że nam się jakieś w ogóle zaczynają otwierać biznesowe okazje, które jeszcze gdzieś tam będziemy właśnie eksplorować. Po prostu ta decyzja to było takie coś, co pozwoliło wejść już trochę na ten vibe, na którym mi tak zależało, żeby było lżej i żeby było też dla mnie, a nie tylko dla klientów.

EW: Wcześniej było tak, że stawiałaś raczej klientów na pierwszym miejscu?

SH: Tak, tak, tak. To znaczy, nie tak w 100%. Kiedyś, jak zaczynałam, to odbierałam telefon o 22:30, odbierałam telefon na weselu brata, czy coś takiego, bo miałam takie przekonanie na starcie, że jak nie odbiorę, to stracę klienta i w ogóle zamykam firmę za tydzień pewnie. Więc też miałam długą drogę, jeśli chodzi o stawianie granic czy o układanie różnych zasad biznesowej współpracy. Na co mogę sobie pozwolić, co chcę, a czego nie chcę?

Różne systemy też po drodze wchodziły i to na pewno nie było też tak teraz, już na świeżo, że ja stawiałam klientów na pierwszym miejscu, a siebie na ostatnim, ale jednak miałam to poczucie obowiązku. Nadal zależało mi na tym, żeby ta firma utrzymała tą dobrą renomę, wręcz świetną renomę, którą miała i dlatego też np. nie sprzedałam jej, bo też miałam takie propozycje, miałam sama takie myśli. No bo z jednej strony to by też był zastrzyk finansowy, który dałby mi poczucie bezpieczeństwa na jakiś tam jeszcze czas, na czas tej eksploracji nowego kierunku.

Natomiast właśnie też zdecydowałam, że nie, ponieważ właśnie te przemyślenia i ta intuicja i te odczucia w ciele były takie, że nie chciałabym tego, a było takie ryzyko, że ktoś by to skisił. Po prostu, że ta renoma, na którą pracowałam tyle czasu byłaby zaprzepaszczona, albo jeszcze gorzej obróciło by się to jakoś kiepsko, ja bym z tego powodu miała jakieś – nie wiem jeszcze jakie, no bo to są takie projekcje – nieprzyjemności.

Byłoby mi przykro, więc stwierdziłam, że trochę tak odchodzę z góry niepokonana, a okazuje się, że właśnie też być może będę mogła jakby towarzyszyć takiej firmie, która się dopiero wykluwa, która mogłaby tą niszę przejąć. I nie, nie będzie to pod moją nazwą, ale to będzie właśnie takie niejako dziecko tej Oaza Palmy. To też jeszcze są wszystko rzeczy, które się gdzieś tam dzieją i nie wiadomo, czy ostatecznie tak wyjdzie.

Ale pojawiła się taka możliwość na horyzoncie, że ktoś po prostu to przejmie. Z naszym błogosławieństwem, wyszkoleni będą przez nas, będą mieli nasze źródło tych sadzonek świetnej jakości. Więc taka forma naprawdę bardzo, bardzo fajna. Bo jednocześnie dla klientów, którzy trochę byli smutni, że już nie będą mogli kupować u nas bambusów i pytali gdzie teraz, co my zrobimy, jak żyć?

No to będę miała też taką markę do polecenia, no bo ja sama będę też uczestniczyła w tym całym procesie tworzenia jej i przekazywała cały ten nasz know how. Więc to tak, ale nadal to było coś, czego nie chciałam ciągnąć. Jeśli chodzi o to, że ci klienci są na tym poziomie, że ja daję, daję, daję, ale dla siebie nie za bardzo mogę z tego coś wziąć.

EW: Jasne, jasne, to jest bardzo bliskie mi. Zresztą ja też z klientkami często tworzy taki Własny Kodeks Pracy, żeby właśnie stawiać siebie trochę wyżej, na pierwszym miejscu jednak, żeby właśnie zadbać o siebie w tym biznesie. Więc to jest mi bardzo bliskie. Wspominałaś na takich momentach, kiedy podjęłaś tę decyzję, że jednak czasem się pojawiały takie wątpliwości, że może jednak zostać, może jednak to ciągnąć. Co wtedy Cię tak właśnie trzymało, że pojawiały się te wątpliwości? Co było takimi czynnikami, że trochę szkoda było się z tym żegnać?

SH: To może jeszcze zacznę od tego, kiedy one się pojawiały, bo to było albo pytanie od kogoś: czy nie jest ci szkoda? Czy nie jest to głupia decyzja, biorąc pod uwagę to jak ekonomia teraz w naszym kraju wygląda? A tu masz świetnie rozwijający się, stabilny biznes. Czy to nie jest po prostu głupota? I różne tego typu pytania, które też często ludzie nie są świadomi, że takie pytania mogą zasiać ziarno wątpliwości, mogą być czymś niefajnym dla osoby, która już podjęła decyzję.

Natomiast to co mnie trzymało to to, że ja sobie wracałam do tej myśli jak to będzie, jak chcę, żeby było. Wracałam sobie do tych myśli jak mi jest teraz. I rozmawiałam wtedy z mężem, Rozmawiałam wtedy z Edytą, moją partnerką produktywności i też zresztą opowiadamy o tym w podcaście „Partnerki produktywności”. Tam jest też więcej o tej mojej całej historii. Jeśli mielibyście ochotę posłuchać, to w odcinku 4 właśnie taki case study tej całej decyzji.

I właśnie wiedziałam też, że taki cykl zmiany ma tą taką „dolinę rozpaczy”. I że to jest etap, i że to minie. I miałam też takie doświadczenie, że różne moje decyzje wcześniej też miały właśnie tą etapowość, że był ten moment kryzysu, ale jak się to przeczeka, jest się dla siebie też wtedy takim wyrozumiałym, że to jest normalne. I też nie walczę z tym, że teraz mam wątpliwości. Trochę się boję jednak, co będzie w przyszłości, tylko to się przyjmuje i się stara wtedy z kimś pogadać, odpocząć może trochę, bo niekiedy to z przepracowania mogą takie różne wątpliwości wynikać. Albo się robi jeszcze burzę mózgów.

„Dobra, no to jak jesteś teraz niepewna, to co jeszcze mogłabyś zrobić? Jakie plany awaryjne mogłabyś wdrożyć, gdyby faktycznie nie poszło?” I to, co ja też sobie przemyślałam.

Myślę, że to też może być interesujące dla słuchaczy Twojego podcastu. To mimo że ja bardzo wierzę w to, że się uda, tak nazywając to po prostu na tej nowej ścieżce, to jednak też biorę pod uwagę, że gdyby nie to, mogę zawsze wrócić na etat. I nie jest to dla mnie też coś takiego, co by było oceniane w skali porażki czy jako porażka, albo jako nie wiem, świadczące o tym, że jestem albo głupia, albo niewystarczająco mądra, tylko potrzebuję za czymś iść, coś przetestować, co jest bardzo mi bliskie. To jest zgodne z moimi wartościami.

Oczywiście daję z siebie wszystko, jeśli chodzi o przygotowanie się do tego. To nie jest tak, że siadam i afirmuje i liczę, że wszystko się zrobi bez mojej pracy, tylko ja tą pracę wkładam. Nawet mam wrażenie, że będę teraz więcej pracować niż pracowałam, kiedy prowadziłam sklep z sadzonkami fizycznymi. Natomiast ja tego bardzo chcę, jestem na to gotowa i jednocześnie wiem, że gdyby z jakiegoś powodu coś nie poszło, to mam też alternatywy. Zawsze sobie jakoś poradzę.

EW: Super! To jest piękna pewność siebie, piękny wyraz pewności siebie. To jak powiedziałeś, że cokolwiek się zdarzy, ja wiem że sobie poradzę. A więc super, świetnie! Myślę, że też mogą się zainspirować słuchacze tym, że nie każda decyzja jest zamknięciem drogi, że zawsze można po prostu wybrać inną ścieżkę i to też nie jest koniec świata. Ja oczywiście podlinkuję ten Wasz podcast. Ten odcinek czwarty – ja go też posłuchałam, więc polecam, żebyście sobie posłuchali, żeby poznać bliżej historię Sylwii.

Sylwia, to żeby tak podsumować. Być może słuchają nas osoby, które stoją przed jakąś ciężką decyzją w biznesie (albo nawet życiową, ale skupmy się może na decyzjach biznesowych). To co byś im podpowiedziała, jak w ogóle podejmować takie decyzje, jak do tego podejść i czym się kierować.

SH: Myślę, że tu – przynajmniej jak ja byłam kiedyś młodsza i gdybym usłyszała taką wskazówkę, to ona by mi bardzo pomogła – to by była taka wskazówka, żeby właśnie słuchać siebie i tak naprawdę oddzielić to co ja chcę, to na czym mi zależy. Spróbować to też poznać siebie.

To czasami jest ciężko zrobić samemu. Myślę, że taki trening mentalny czy jakiś test Gallupa, czy różne inne takie pomoce na zewnątrz, czy słuchanie inspirujących podcastów albo słuchanie takich przykładów osób, które już gdzieś tam zaszły po to, żeby wydobyć z tego, jakie ja mam wartości, co jest dla mnie w życiu ważne, że to byłby taki pierwszy krok, który ja bym zrobiła, gdybym czuła, że coś w mojej pracy jest nie tak. Czy to etat, czy to też praca taka przedsiębiorcza, własna, obojętnie. Ale chciałabym się dokopać do tego, co naprawdę dla mnie jest ważne versus co ja myślę, że jest ważne.

I właśnie na tej drodze ja sobie też uświadamiałam, że pewne rzeczy, o których ja myślałam, że ja chcę albo że są ważne, to są rzeczy, które powtarzałam, bo tak mi się powtarzało od lat, czy to w procesie wychowania, czy w szkole, czy gdzieś różnych kursów. Różne rzeczy czasami można usłyszeć: rób tak albo inaczej, albo to jest tak, albo to inaczej. Natomiast warto wtedy zawsze się scheckować ze sobą. Czy to jest to, co ja chcę? I u mnie to się po prostu najlepiej sprawdziło, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o sobie. Dużo autorefleksji. Takiego nawet zatrzymania się w tych naszych różnych pędach i zapędach.

Bo też byłam w takim miejscu, że ja po prostu leciałam: mnóstwo zadań na liście, klientów do obsłużenia i wiedziałam, że moje zdrowie podupada, wiedziałam, że jestem przemęczona i psychicznie, i fizycznie, że coś jest nie tak, ale nie miałam czasu. W sensie nie dawałam go sobie, bo to zdecydowanie był mój mój wybór, że się nie zatrzymałam i nie pomyślałam, co ja mogę zrobić, żeby jednak ocenić, czy to jest kierunek, w którym chcę iść, co mogę zmienić?

Czasami gdy mamy wrażenie, że potrzebujemy jakieś zmiany, to czasami nawet wystarczy nam odpoczynek, Bo Edyta w naszym podcaście opowiadała o jej znajomej, która myślała, że musi rzucić pracę, musi rzucić tę branżę, bo już po prostu nie wyrabia. Ale wzięła sobie wtedy jakiś taki dłuższy urlop i on też był związany z jakimś tam procesem, pewnie myślowym, na tym urlopie. I okazało się, że po urlopie ona ma ochotę wrócić do tej samej pracy. Więc naprawdę czasami ta autorefleksja i taka pauza na myślenie – może to brzmi prosto, ale nie jest takie proste, a jest mega mega mocne. To by były chyba takie dwie rzeczy.

EW: No i jeszcze pewnie liczby.

SH: Liczby, no liczby, tak! No bo bez tego to myślę, że taka decyzja na chwilę może być fajna, ale później często by wracały takie – przynajmniej u mnie -takie odczucie, że nie czuję się bezpiecznie. I później pracować w takiej atmosferze, gdzie nie czujesz się bezpiecznie, też byłoby mi ciężko i dowozić jakieś fajne usługi, fajne rzeczy. Więc nie jestem za takim spontanicznym rzucaniem pracy z dnia na dzień, bez planu na to co dalej. Choć być może są osoby, którym tak się udało, też nie wykluczam. Ale myślę, że nie zaszkodzi, wręcz bardzo bym polecała sprawdzić, żeby wiedzieć na czym się stoi.

EW: Super, super. Bardzo podkreślasz to słuchanie siebie i poznawanie siebie. Myślę, że często tego właśnie brakuje, że nawet budując markę to bardziej kierujemy się tym, co w kursach, książkach, a nie tym co jest dla nas ważne. Podejmując decyzje czy wypuszczając jakieś oferty, też często myślimy co jest np. na rynku teraz, zamiast w czym ja teraz mogę pomóc moim klientom. To jest też bardzo, bardzo mi bliskie, więc tak ciągle kiwam głową w tej rozmowie (śmiech). Super, świetnie. Czy kiedykolwiek Twoja intuicja cię zawiodła? I to słuchanie ciała?

SH: Ja siebie zawiodłam, kiedy nie posłuchałam intuicji, to takie przypadki mam. U mnie tak to wygląda, że jak nie posłuchałam intuicji, to współpraca, którą podjęłam tylko bardzo rozumowo okazała się tak męcząca, tak niefajna. Tyle po drodze problemów. A właśnie w takiej rozmowie wtedy, którą miałam, wszystko wyglądało fajnie, liczby wyglądały fajnie, zapał wyglądał super, ale intuicja mi mówiła po prostu „no nie za bardzo, nie za bardzo, nie za bardzo”.

I ja to bardzo też w ciele czułam, jakiś opór, jakieś takie ciężkie klimaty, ale poszłam za tym, bo to się naprawdę bardzo fajnie miało ułożyć – ale się nie ułożyło. Trwało to półtora roku i to było tak męczące. I jak już potem to zakończyłam, bo też mogło się to dalej ciągnąć, ale stwierdziłam, że absolutnie bez sensu jest przepalanie na to energii. No to właśnie wtedy stwierdziłam: aha miałam to uczucie na początku, jak bym za tym nie poszła…

Jednocześnie też doceniam to, że miałam to doświadczenie, bo dużo się też po drodze nauczyłam jeśli chodzi o granice, jeśli chodzi o to co ludzie mówią, a to co potem robią, żeby zawsze wszystko naprawdę fajnie sprawdzić, gdzieś tam się zabezpieczać umowami, bo może być różnie. Natomiast miałam taki sygnał, że właśnie jakbym poszła wtedy za tą intuicją, to nie byłoby tego całego takiego ciężaru po drodze.

EW: Słuchajcie swojej intuicji. Intuicja zawsze wie. Intuicja to suma naszych doświadczeń, naszej wiedzy, do której nie mamy często takiego bezpośredniego dostępu. Ale coś tam zapamiętaliśmy. Nasz mózg wychwyca różne sygnały, więc słuchajcie swojej intuicji, bo ona się nie myli, tylko trzeba też dobrze zinterpretować, co ona nam mówi (śmiech).

Okej, Sylwia, na początku wspomniałaś, że na początku właściwie nawet nie byłaś w niszy, bo nie było absolutnie nikogo, kto by się tym zajmował – sadzonkami, roślinami egzotycznymi. To była totalna nowość. Teraz jest taki trend właśnie tak jak mówisz, że te rośliny egzotyczne są nawet w marketach, nie tylko budowlanych, bo czasem się spotyka przecież też w marketach zwykłych, że czasem jest na promocji jakaś roślina egzotyczna. Więc czy myślisz, że teraz by było Ci łatwiej zaczynać od nowa? Czy wtedy to, że mogłaś być sama i rozwijać niszową markę, było łatwiejsze?

SH: Było to z pewnością łatwiejsze, no bo nie miałam tej konkurencji. Jednak z drugiej strony, gdybym nie wykonała tej pracy, którą wykonałam, to też nie jest powiedziane, że by mi się udało tylko dlatego, że nie było nikogo innego. Bo budując tą swoją markę, taką ekspercką, to ja też właśnie pracowałam, tzn. założyłam tego bloga, publikowałam tam bardzo regularnie – do tego chcę wrócić, bo nie miałam właśnie na to czasu. I kiedy np. wpiszecie „bambus” w wyszukiwarkę Google, no to na pierwszej stronie, chyba nawet na czwartym miejscu, jest mój blog.

I to jest kwestia tego, że tak długo wykonywałam tą pracę pod tytułem „piszę teksty” i jednocześnie właśnie to było takie działanie aktywne i pasywne, żeby właśnie tą markę zbudować.

Czyli odpowiadałam na pytania klientów i też jakby inspirowałam, to znaczy też przenosiłam te trendy, o których ja widziałam, albo te tematy, o których ja wiedziałam, że gdzieś są, które jeszcze u nas nie są żywe, aktywne, przenosiłam je na rynek polski. Więc z jednej strony to posłuchanie klientów, ale z drugiej strony też szukanie tego, co w tej branży już się dzieje, gdzieś tam w innych miejscach czy tam, o czym myślę, że mogłoby się zadziać.

Plus dużo też mi dało taka aktywność wychodzenia do ludzi, czyli ja pisałam, kiedy zakładałam tego bloga i miałam tam już ileś wpisów i już się czułam taka mocno osadzona w temacie, nadal miałam syndrom eksperta i mam syndrom eksperta do dzisiaj… Fajnie mi się powiedziało! Syndrom oszusta!

EW: (śmiech) Noo, teraz to masz już chyba syndrom eksperta!

SH: (śmiech) Syndrom oszusta mam do dziś, ale wtedy chciałam też wyjść do ludzi z tą swoją wiedzą i pisałam np. do redaktorów naczelnych różnych czasopism ogrodniczych, internetowych, nieinternetowych. Do teraz mam fajne współprace, które zaczęły się właśnie 10 lat temu. I podejmowałam różne możliwości bycia prelegentką, nawet na jakichś festynach ogrodniczych, różne, różne rzeczy po to, żeby ludzie mogli też zauważyć, że jest taka osoba.

No bo jak my sobie siedzimy i liczymy na to, że ktoś do nas przyjdzie tylko dlatego, że piszemy posty na Instagramie i stosujemy hashtagi, to jednak mam wrażenie, że to może być trochę za mało i trzeba włożyć tą pracę, trzeba się pokazać, gdzieś tam ludziom zawitać na horyzoncie.

I też przez to, że ja sama do tych redakcji zagadałam, to mam do teraz współprace – np. za dwa tygodnie ukaże się w „Gardenerss’ World”, takiej naprawdę prestiżowej gazecie ogrodniczej, wydawanej przez BBC, mój artykuł – już drugi, a za miesiąc będzie trzeci. Więc to są efekty właśnie tej pracy, którą wcześniej podjęłam, tych relacji, które też z ludźmi buduję, pielęgnuję, bo takim mega odkryciem właśnie, kiedy zrobiłam test talentów Gallupa, było to, że na pierwszym miejscu mam bliskość, który po angielsku jest określany jako Relator, czyli relacje tak naprawdę.

A ja zawsze myślałam, że może nie do końca tak lubię ludzi, że jestem taka też introwertyczna, że jestem nieśmiała wręcz. Taką miałam też kiedyś blokadę, bo to była blokada, to było przekonanie, ale bardzo blokujące.

I okazało się, że no nie! Bo jak rozmawiam o tym, co jest dla mnie ważne, to zupełnie nie ma tych cech, że mogę też być nienieśmiała. I przez to właśnie, że też te relacje budowałam, że zaczęłam się umawiać z ludźmi, którym mogłam jakoś pomóc, którym się przydała ta moja ekspertyza – tylko po to właśnie, żeby zobaczyć, też trochę zbadać, jakie oni mają potrzeby, dopasować potem np. ofertę.

To też mi bardzo dużo dało, czyli właśnie budowanie różnych relacji z przedsiębiorcami, ale też z moimi np. obserwatorami na Instagramie. To też jest dla mnie super karmiące, że mam taką społeczność, która jest po prostu społecznością fajnych ludzi, którzy też mam wrażenie przez wartości, które oprócz tych porad roślinnych przekazuję, że razem to fajnie rezonuje. I że oprócz tego, że ma się fajne rośliny, zdrowe, bo Sylwia powie, jak pielęgnować, to jednocześnie można mieć trochę takie bardziej świadome życie i też na tym skorzystać – przez to, że trochę o innych rzeczach niż tylko rośliny też opowiadam.

EW: Świetnie, świetnie i też właśnie ta społeczność to myślę, że gdybyś całkiem zrezygnowała z tego tematu, to byłoby coś, z czego ciężko byłoby zrezygnować, pożegnać?

SH: Tak, zdecydowanie. Zresztą ja też nie mam takiego wrażenia, że ja się z czymś żegnam, że to się tak naprawdę kończy. Tylko to jest bardziej… Jak sobie tak o takiej metaforze pomyślałam, że to nie jest jak feniks z popiołów, czyli ja nie zostawiam za sobą popiołu, jakichś zgliszczy, tylko bardziej jak Kopciuszek – po prostu zrzucam jedną sukienkę i jestem tym samym Kopciuszkiem, tylko trochę innym, w innej sukience. Idę dalej, ale to wszystko co miałam, to biorę ze sobą.

I tak samo uważnie patrzę na tą zmianę, bo ja nadal zostaję w tym temacie egzotycznych roślin i nadal te osoby, które gdzieś tam za mną rozmawiają mnie śledzą. Dla nich cały czas tam coś coś będzie. No oprócz tego, że nie będzie sadzonek. Ale zamierzam mieć kontakt do osób, które będą miały te sadzonki, więc też będę mogła być nadal w tym temacie pomocna. Więc to jest taka bardziej ewolucja.

EW: Ewolucja. OK, myślę, że bardzo fajna puenta do naszej rozmowy. Sylwia wiem, że przygotowałaś coś fajnego co będzie można od Ciebie pobrać i myślę co będzie mi bardzo przydatne, bo dostałam dwa lata temu na urodziny palmę i został taki jeden trzymający się listek z niej. Więc powiedz mi, jak będziesz mogła mi pomóc ją odżywić?

SH: Idealnie! Jak jest jeszcze jeden listek, to jest nadzieja i to zawsze jest super! Więc ja będę miała dla Was taki darmowy materiał wideo, na którym opowiadam co zrobić, żeby palma nie była jednorazowa. Czyli kiedy my kupujemy sobie roślinę, podoba nam się, a ona potem po dwóch tygodniach marnieje, a po miesiącu to już pewnie ląduje na śmietniku.

To chciałabym Wam właśnie takim mini szkoleniem, które trwa troszkę ponad 20 minut, pokazać co zrobić, żeby tak się nie stało. I mimo, że ona jest o palmach, to jestem przekonana, że jak macie inne roślinki domowe, doniczkowe to też dużo, dużo zyskacie. I ten materiał znajdziecie też u mnie na blogu. Myślę, że w opisie damy Wam już konkretny link do tego, żeby sobie właśnie to obejrzeć.

EW: Tak, oczywiście będziecie mogli sobie to obejrzeć. Ja też sobie na pewno obejrzę, zobaczę czy da się jeszcze ten jeden listek uratować. Sylwia, gdzie jeszcze możemy Cię spotkać?

SH: Na Instagramie, po prostu @sylwia.hennek to jest mój profil, bardzo zapraszam. A tak jeśli chodzi o takie porady wiedzowe, to zapraszam na bloga BambusowySen.pl

EW: Super, świetnie! Już wszystko wiemy, gdzie z wszystkimi problemami roślinno-egzotycznymi się kierować. Zapraszamy do Sylwii! Bardzo, bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę. Bardzo się cieszę, że ona w różne takie zakamarki weszła: i Twoich decyzji, i też takiej filozofii biznesowo-życiowej. Bardzo dziękuję Ci za to, że się podzieliłaś. No i raz jeszcze ogromnie się cieszę, że mogłam Ciebie, moją mastermindową koleżankę tutaj gościć.

SH: Ja też się bardzo cieszę z tego zaproszenia. Super mi się z Tobą rozmawiało. Bardzo fajne pytania zadałaś, które mi pomogły też pewne rzeczy lepiej zrozumieć. Więc to też doceniam. I super. że nas połączył mastermind! Także bardzo dziękuję i pozdrawiam też wszystkich słuchaczy. Mam nadzieję, że dla Was to też było interesujące.

EW: Na pewno Dzięki wielkie Sylwia i do usłyszenia!

EW: A Ty? Czym się kierujesz, gdy podejmujesz decyzje biznesowe? Czy masz za sobą jakąś podobną, „nierozsądną decyzję”, która okazała się strzałem w dziesiątkę? Podziel się na swoich mediach społecznościowych tym odcinkiem i swoją historią. Koniecznie mnie oznacz, żebym mogła ją przeczytać. Wszystkie notatki, linki i transkrypcję znajdziesz na emiliawojciechowska.com/45. Do usłyszenia już za dwa tygodnie!

 

Spodobało się? Pomogłam Ci?
Postaw mi kawę, bym mogła tworzyć więcej treści! :)
Wypiję za Twoje zdrowie :)