“Pieniądze szczęścia nie dają” to jedno z najgłupszych przysłów, jakimi jesteśmy karmieni od małego. Powiedz to komuś, kto ledwo w tym miesiącu zebrał na ZUS, już nie mówiąc o innych kosztach czy swoim wynagrodzeniu. Dziś o tym, że to zupełnie ok zarabiać na tym co się kocha.


Notatki do odcinka

Spodobało się? Pomogłam Ci?
Postaw mi kawę, bym mogła tworzyć więcej treści! 🙂
Wypiję za Twoje zdrowie 🙂


Transkrypcja – podcast do czytania

Cześć, z tej strony Emilia Wojciechowska. Jestem coachem i trenerką mentalną i prowadzę dla Ciebie podcast „Niezarobiona jestem”, w którym uczę, jak osiągać więcej, stresując się mniej.

Odcinek 20: Czy powinnam brać za to pieniądze? O zarabianiu na tym, co kochasz.

Pieniądze szczęścia nie dają – to jedno z najgłupszych przysłów, jakimi jesteśmy karmieni od małego. Powiedz to komuś, kto ledwo w tym miesiącu zebrał na ZUS, już nie mówiąc o innych kosztach czy swoim wynagrodzeniu. Dziś o tym, że to zupełnie okej, zarabiać na tym co się kocha.

Na początku zapraszam Cię do wzięcia razem ze mną i głębokiego oddechu. Wstrzymaj go przez chwilę, a potem zrób długi wydech. [Wdech, wydech.]

Dzięki Ci za tę wspólną chwilę spokoju.

Witam Cię po dłuższej przerwie, nie wiem czy przypadkiem nie dłuższej niż ta letnia, która była zaplanowana. No niestety, jak to bywa, przyszła jesień, ponoć wszelkie wirusy miały po prostu plac zabaw z nami po tej pandemii i to widać i słychać, słyszę, że niemalże każdy gdzieś tam spędził jakiś czas pod kocykiem. Ja najpierw miałam chore gardło, jak gardło się w miarę wyleczyło, to miałam chore zatoki, więc ten mój aparat mowy trochę przeszedł i potrzebował przerwy. I zdecydowanie nie byłam w stanie przez dłuższy czas mówić bez zaraz jakiejś chrypki albo czegoś w nosie, co było po prostu słychać w moim głosie, być może w tym odcinku też jeszcze to słyszysz, ale już czuję się na tyle dobrze, że mogę trochę dłużej mówić. Także dzięki Ci za Twoją cierpliwość, trochę te moje plany podcastowe się pozmieniały, te daty publikacji odcinków się trochę poprzesuwają. No cóż pokazało mi to oczywiście, że warto mieć w zanadrzu nagrane wcześniej odcinki, żeby uzupełniać te luki, kiedy nie mogę nagrywać nowości. No, ale ja miałam to zaplanowane na lato, żeby sobie nagrać kilka takich zapasowych odcinków, niestety latem wpadła tak zwana „zmienna życie”, o której rozmawiałyśmy z Jadwigą Korzeniewską w dziesiątym odcinku. Więc możesz sobie posłuchać jak to z tą „zmienną życie” bywa, no i nie byłam w stanie zrealizować tych wszystkich swoich planów.

Zobaczymy, jak to będzie teraz, czy uda mi się nagrać więcej odcinków, ale chciałam ten właśnie jak najszybciej dla Was przygotować. I jest on w bardzo dobrym momencie, właściwie w idealnym, ponieważ jeśli słuchasz go w dniu premiery albo w kilka dni po premierze, to na moim instagramowym profilu trwa takie wyzwanie, ten projekt jest to biznesowe spa mentalne, w listopadzie mówię o tym, jak dbać o siebie w biznesie, żeby się nie wypalić, żeby lepiej radzić sobie ze stresem, żeby lepiej siebie doceniać. Także dużo, dużo fajnych materiałów na moim instagramowym profilu, a dzisiejszy temat doskonale się wpisuje w temat trzeciego tygodnia, czyli dbaj o siebie poprzez finanse.

I słuchaj, z jakiegoś powodu pieniądze to w naszym kraju temat delikatny, może nawet czasem bardziej niż polityka. W sensie, że o polityce, wiecie, to na Wigilii się nawet rozmawia, różne kłótnie tam z wujkami itd., ale o pieniądzach to lepiej nie mówić, bo jeszcze się zapeszy, bo jeszcze ktoś będzie chciał, bo lepiej siedzieć cicho i w ogóle no, w niektórych firmach nawet pracownicy mają umowach zabronione rozmawiać o wynagrodzeniu, tak? Czyli kolega z kolegą no nie powinien sobie mówić, ile zarabia. Czy faktycznie nie mówią, to już inna kwestia, no ale w kontraktach takie zapisy są, że nie można, że nie mogą rozmawiać. 

Jednak tak mi się wydaje, że najwięcej emocji wywołuje to, że ktoś śmie zarabiać na swoim własnym biznesie, że ktoś ma czelność oferowania czegoś i oczekiwania za to pieniędzy. W języku angielskim jest na to słowo audacity, co jest śmieszne, bo nagrywam taki podcast w programie Audacity. To taka tylko ciekawostka. 

Mam taki przykład: oglądałam kiedyś live’a u mojego mentora Jakuba Bączka. To był live merytoryczny, trwał on z 45 minut, jak nie godzinę. Już nie pamiętam, jaki temat, ale to nie był taki live na zasadzie pokażę się, pośmieje i cześć. Tylko naprawdę to był merytoryczny live, z którego można było wyciągnąć bardzo fajne wskazówki. I na koniec tego live’a – jak to nie tylko Jakub, ale wielu, wielu przedsiębiorców działających w trybie online ma zwyczaju, co jest właściwie totalnie normalne, można powiedzieć, że wręcz modne z marketingu online – nastąpiła sprzedaż. Czyli była ta część merytoryczna, no i na końcu tej części coś związanego z tematem Kuba zaproponował, jakiś produkt online czy książkę, czy co on tam ma, bo ma dość szeroki zakres produktów. I słuchajcie, pojawił się komentarz coś w stylu: „Kurde, no taki był fajny live, tak fajnie się zapowiadał, ale z tą sprzedażą to już przesadziłeś”. Przesadziłeś. Nie? Słuchajcie, ktoś poświęca parę godzin swojego czasu, bo przygotowania live’a to nie jest godzina, tyle, ile on trwa, tylko się trzeba przygotować, tak? Jakaś rozgrzewka, jakiś plan w ogóle, to jest techniczna strona. Wiem, że akurat u Kuby ktoś inny się zajmuje, ale trzeba ich jakiś tam kawałek ze swojego tortu czasu wykroić. A tu ktoś mówi, że po prostu po merytorycznym live, nie takim, że po prostu się włącza i mówi: „Słuchajcie, cześć, witam Was, kupujcie”. Tylko po merytorycznym live ktoś mówi, że no teraz to już przesadziłeś! Nie mógł być chociaż jeden live bez sprzedaży?

A wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że weszłam sobie na profil tej osoby, żeby zobaczyć, kto to jest. No mam tak w zwyczaju, przyznam się, że sprawdzam, żeby zobaczyć osoby spoza mojej takiej bańki – kim one są, c lubią, jak się wypowiadają. No i słuchajcie – to była osoba, która prowadziła własną firmę. To był przedsiębiorca! I był oburzony tym, że inny przedsiębiorca na swoim własnym kanale postanowił coś sprzedać. No po prostu dla mnie to jest niepojęte. Dla mnie to jest niepojęte, ale dość powszechne. 

Być może Ty też się spotkałaś/spotkałeś z tym, że ktoś Ci wypominał to, że Ty śmiesz w swoim biznesie brać za coś pieniądze. I słuchajcie, ktoś tak doświadczony w biznesie jak Kuba, doświadczony w radzeniu sobie z takimi komentarzami, no to po nim to spłynie jak po kaczce, no i przejdzie dalej, może nawet nie zauważy tego komentarza. A co osobami, które dopiero zaczynają swój biznes, które chcą docierać do jak największej grupy, które chcą zdobywać klientów, które właśnie boją się wychodzić ze swoimi produktami i usługami i mają jakiś taki strach przed braniem tych pieniędzy, no jeśli taka osoba zobaczy taki komentarz, no to jest pozamiatane! Bo taki komentarz może wzmocnić już i tak bardzo blokujące przekonania na temat pieniędzy, które często osoby początkujące mają.

Bo wchodzimy w biznes z mnóstwem różnych przekonań, w ogóle w dorosłe życie wchodzimy z mnóstwem różnych często właśnie blokujacych przekonań na temat pieniędzy. I co się w ogóle dzieje, gdy takie przekonania się uaktywniają? Co się dzieje w różnych sytuacjach takich finansowo-biznesowych, gdy te przekonają się pojawiają?

Taka sytuacja: rozmawiasz z potencjalnym klientem, masz taki model sprzedaży np. że najpierw umawiasz się na rozmowę, chcesz poznać potrzeby klienta, dopasować swoje usługi pod jego potrzeby i klient oczywiście na końcu pyta o cenę: no ile to wszystko będzie go kosztować? Bo podoba mu się bardzo, spełnia jego potrzeby, spełnia jego oczekiwania, no i tylko ile on za to wszystko musi zapłacić? I wiecie, to jest takie pytanie techniczne, tak? Dla niektórych cena nie stanowi takiego elementu decyzyjnego, w sensie takim, że jeśli trafi do jakiejś osoby, która mu się spodoba, której spodoba się portfolio, której spodoba się ta proponowana usługa, to cena to jest takie pytanie techniczne, żeby prostu wiedzieć, ile sobie w budżecie odłożyć. To często nie jest kwestia decyzyjna, że okej, że jeśli powie tyle, to ja zrezygnuję. Czasem jest, oczywiście. Nawet często jest cena kwestią decyzyjną, ale nie zawsze. Wiele osób zgłasza się do Ciebie, bo chce pracować właśnie z Tobą i cena jest na drugim planie.

No i właśnie klient pyta o cenę, a Ty nagle masz gulę w gardle. Ciężko w ogóle cokolwiek wydusić. I pojawiają się często wtedy w głowie dwie kwoty. Oczywiście. Jedna niższa, tzn. to jest cena wcześniejsza, starsza. W takim sensie, że te dwie ceny często pojawiają w takim okresie, kiedy chcesz podwyższyć cenę, kiedy już stwierdzasz: dobrze, już za tanio się cenię, to czas podwyższyć ceny. I klient właśnie trafia do Ciebie właśnie w takim okresie przejściowym, no i co? Jeśli masz takie blokujące przekonania, to Ty powiesz tę niższą cenę i zaraz po tej rozmowie będziesz sobie pluła/pluł w brodę, że znowu, znowu zaniżyłaś/zaniżyłeś swoją cenę.

No. Zostawiam tutaj taką dłuższą przerwę, bo jestem przekonana, że większość ze słuchających ma za sobą takie doświadczenia. A być może nawet niedawno. Więc zobacz, co sobie złego robisz w ten sposób.

Mało tego zazwyczaj jest tak, że właśnie podajemy tę niższą cenę, bo nam się wydaje, że klient wtedy będzie zadowolony, nam się wydaje, że w jakiś sposób dbam o tego klienta, oferując mu niższą cenę. Tymczasem co mówi Celestyna Osiak, gościni 12 odcinka mojego podcastu, z którą rozmawiałam właśnie między innymi o blokadach finansowych? Ona mówi coś takiego, że jeśli ty boisz się powiedzieć wyższą cenę klientowi, jeśli Ty boisz się podnosić swoje ceny, to tak jakbyś wątpiła/wątpił w zdolność swojego klienta do zarabiania większych pieniędzy. Czyli poprzez to, że Ty trzymasz te niskie ceny, oferujesz te niskie ceny, co chwilę wymyślasz jakieś zniżki, rabaty, to tak naprawdę wysyłasz sygnał, że nie wierzysz w to, że klient na Ciebie stać, że klient może zarobić wystarczające pieniądze, żeby z Twoich usług skorzystać. Jak z taką perspektywą patrzysz teraz na swoje ceny? Hm? 

Okej, druga rzecz. Co się dzieje, gdy takie przekonania właśnie w nas siedzą. Często jest tak, że zaczynasz swój biznes od bardzo niskich stawek i jedyną, jedyną taką przesłanką dla Ciebie jest to, że „przecież dopiero zaczynam, więc powinnam/powinienem mieć niższe ceny”.  Niezależnie od tego, jaką masz wiedzę, jakie masz doświadczenie, jakie być może wcześniejsze zarobki na etacie np. w tej samej branży, to ponieważ zaczynasz biznes, to nagle trzeba się cofnąć o 17 kroków i obniżyć ceny, bo zaczynam w biznesie.

To jest ogromny, ogromny błąd i ja się przyznam z takim ogromnym wstydem, że to był też mój błąd na początku prowadzenia własnego biznesu. I po prostu aż mnie ściska, jak sobie o tym pomyślę, gdybym mogła się cofnąć w czasie, po prostu klapsa w ucho dostałaby tamta Emilka, bo tak bardzo się nie ceniła, ale to jest, słuchajcie, pokłosie takiego wychowania na grzeczną dziewczynkę, która nie chce innym sprawiać problemów. Niestety zbieram tego żniwo, właściwie cały czas.

Wyobraźcie sobie, że na samym początku ja wtedy zajmowałam się czymś innym, zajmowałam się coachingiem kariery, doradztwem takim związanym z rekrutacjami, z poszukiwaniem pracy i między innymi pisałam CV dla kogoś. I ten proces pisania CV to nie był tak że ja brałam stare CV i tylko opakowywałam ładniejszy szablon i ładniejsze słowa. To było tak, że ja wysyłam taki bardzo szczegółowy formularz, żeby lepiej poznać klienta, dopytywałam o pewne rzeczy, wyciągałam z tego jak najwięcej informacji, żeby potem przefiltrować te informacje i dopasować do konkretnej oferty, na którą klient chciał aplikować, przygotowywałam też odpowiedni szablon, pasujący do danej firmy, do danej oferty, taki, żeby eksponował te wszystkie mocne strony danego kandydata na dane stanowisko. Co niekiedy było pracą nawet kilkunastogodzinną, tak licząc od pierwszego kontaktu z klientem, aż po wysłanie mu gotowego CV czasem po poprawkach i to było kilkanaście godzin. Ile ja pieniędzy brałam za CV na samym początku? 150 zł. W porywach 200, jeśli ktoś był bardziej doświadczony. Teraz podziel sobie te 150 zł powiedzmy na 10 godzin, tak, to wychodzi 15 zł za godzinę pracy eksperckiej, w której ja naprawdę móżdżyłam nad tym, jak to lepiej powiedzieć, czasem po angielsku pisałam CV, to wtedy było tam chyba +50 zł. Super po prostu podwyżka. Więc jeszcze w innym języku, syntezując po prostu całą wiedzę i doświadczenie, które miałam, plus wiedzę na temat kandydata, plus wiedzę na temat stanowiska i firmy i po prostu 15 zł na godzinę, nie? Yeah! About that. Bardzo dużo takich błędów. I ja miałam ogromne problemy finansowe na początku mojego biznesu. Po prostu ciągłe dofinansowywanie z prywatnych oszczędności, pomimo tego że ja miałam klientów. Nie miałam takiego miesiąca, że np. przykład nikt się totalnie nie zgłosił. Miałam klientów, czasami miałam ich tylu, że ledwo się wyrabiam obiecanych w terminach, ale ponieważ ceny były tak niskie, jeszcze ponieważ tam zajmowałam się doradztwem, to od początku byłam na Vacie. Nie brałam tego pod uwagę, że jestem na Vacie, więc ze 150 zł to tam mniej niż 100 zł mi zostawało, tak? To jeszcze sobie policz, ile wychodziła stawka za godzinę. Po prostu cofnąć się w czasie, klapsa w ucho i trzykrotnie co najmniej podnieść te ceny, tak bym to zrobiła. Ale nie mogę. Teraz mogę tylko siedzieć, żałować i wam opowiadać, czego w swoich biznesach możecie uniknąć. Pomimo tego że stosunkowo krótko prowadzę biznes, bo w kwietniu będzie dopiero 5 lat. Znaczy – aż, dopiero – niektórzy mówią, że to super dużo. No ale porównując z osobami, które no 20-30 lat prowadzą firmę, to wciąż uważam, że mało. Ale ja mogłabym książkę napisać o swoich błędach, naprawdę. I chyba zrobię to i prostu będzie to super ważna książka. I zrobię, żeby bezpłatnie urzędy miasta dawały każdemu, kto zakłada firmę, żeby się nauczył. Serio, serio, serio. Bardzo dużo tych błędów było związane właśnie z finansami. Poza jednym. Ale o tym zaraz. 

Bo kolejna rzecz, co się dzieje, gdy takie przekonania się siedzą w Twojej głowie, blokujące, hamujące, związane z finansami? Masz problem związany z upominaniem się o spłatę faktury. I słuchajcie, bardzo często słyszę od różnych osób prowadzących biznesy, że one się wstydzą prosić o spłatę faktury, że czują się upokorzone. I słuchaj, kto się tutaj powinien się wstydzić i być upokorzony? Ktoś, kto dostarczył usługę i oczekuje zapłaty czy ktoś, kto skorzystał z usługi lub produktu i nie zapłacił? Ale właśnie a propos tego całego tabu związanego z finansami jest takie przekonanie, że upominanie się o swoje pieniądze, to jest coś złego, wstydliwego, upokarzającego. Żeby nie było, uważam, że takich sytuacji być nic nie powinno. Dla mnie to jest po prostu jak ja nie zapłacę faktury, to jestem chora. Być może to jest błąd, np. niektórzy mówią, żeby czekać ze spłatą faktury na ostatni dzień, no bo do tej pory można tymi pieniędzmi sobie obracać, ale ja jak nie zapłacę faktury, to jestem chora i po prostu płacę tak szybko jak jestem w stanie. No ale to, co się słyszy na rynku, to generalnie standardem jest spóźnianie się ze spłatą faktury. Ale to, że Ty się upominasz o te pieniądze, to nie jest żaden wstyd, to nie jest żadne upokorzenie. To jest po prostu normalna rzecz. Wykonałaś/wykonałeś usługę dostarczyłaś/dostarczyłeś produkt, należą Ci się pieniądze. 

Niech wstydzi się ten, który nie zapłacił. 

I to jest właśnie jedna rzecz, którą robiłam od początku dobrze, że ja zawsze prosiłam o zapłatę z góry. I w odcinku Własny kodeks pracy opowiadam o takiej sytuacji, która właśnie sprawiła, że pierwszą zasadę sobie wpisałam do kodeksu pracy, to teraz sobie przypominam, że nie, że wcale nie. Pierwsza zasada była chociaż jeszcze niespisana była taka  – i jeszcze przed rozpoczęciem biznesu wiedziałam, że ja będę brać pieniądze z góry. Oczywiście gdy był jakieś większy pakiet usług, który był droższy, to zgadzam się na raty, ale wtedy pierwsza rata była przed pierwszym spotkaniem. Przed pierwszym jakby dostarczaniem czegoś, znaczy to właśnie były pakiety coachingowe, więc przed pierwszą sesją po prostu pierwsza faktura była spłacona.

A jeśli tak by się zdarzyło, bo na całe szczęście mam super klientów, tak mi się nie zdarzyło, że np. druga rata powiedzmy przed czwartą sesją miała być, jakby była nie zapłacona, to by się ta sesja nie odbyła. Ale jeszcze nie miałam takiej sytuacji. Mam takich klientów, że mi zawsze płacą na czas, jeśli zdarza, że nie mogą zapłacić na czas, to mnie o tym informują, więc pozdrawiam wszystkich moich klientów. Jesteście najlepsi.

No, ale to była taka moja pierwsza zasada, że pieniądze zawsze przed usługą.
Jakie jeszcze błędy popełniasz, gdy masz takie niewspierające przekonania na temat finansów. 

Zgadzasz się na dużo pracy bezpłatnej, na barter, na właśnie jakąś taką wymianę usług. I często zgadzasz się, tłumacząc sobie, racjonalizując sobie tę decyzję albo ktoś ci tłumaczy, bo tak też się zdarza. Że no przecież to kochasz, więc co to za problem dla Ciebie zrobić to za darmo, tak? Kochasz grafikę, co to dla Ciebie za problem, zrobić projekt za darmo? Kochasz coaching, to co ci tam, że parę sesji zrobisz za darmo? I żeby nie było, to jest okej, jeśli lubisz pomagać i część swoich usług czy część swoich produktów możesz oddawać charytatywnie, ale to też trzeba się ze sobą umówić, w jaki sposób, do jakiego limitu. Bo jeśli w danym miesiącu jeszcze nie zrobiłaś na stałe opłaty, a robisz piąty, kolejny barter, no to coś tu jest nie w porządku.

Jak ja sobie przypomnę różne takie współprace barterowe czy bezpłatne, w których coś mi obiecano w zamian, to ja nigdy na tym nie wyszłam tak, jak sobie myślałam, że wyjdę. Czyli np. jakieś współprace, po których miałam mieć super dużo klientów, nigdy mi zazwyczaj klientów nie przyniosły. Dlatego teraz też bardzo ważne to właśnie np. na ile mogę sobie pozwolić jakichś bezpłatnych wystąpień, co mi to może dać, czy w ogóle grupa docelowa jest zgodna z moją grupą docelową. I to, że kocham to, co robię, to dla mnie jest taki fajny dodatek, a nie wynagrodzenie. Zaraz o tym powiem jeszcze więcej.

Kolejna rzecz, jeśli masz blokujące przekonania finansowe, co się dzieje?

Wstydzisz się w ogóle rozmawiać o pieniądzach, np. rozmawiając z rodzicami. Rodzice pytają, to ile tam zarabiasz w tym własnym biznesie. I gdy zarabiasz dużo, naprawdę dużo, dużo więcej niż Twoi rodzice na przykład, no to Ci głupio, że zarabiasz tak lekko, kiedy oni całe życie tyrali za grosze, więc głupio Ci powiedzieć, ile zarabiasz w porównaniu np. z pracą, jaką wykonujesz, tak? Bo oczywiście, jeśli masz wpojone takie przekonanie, że praca to jest tylko ciężka, znój, fizyczna, trzeba się zmęczyć, żeby zasłużyć na wynagrodzenie, no to się nie dziwię, że jak zarabiasz, lekko siedząc przy komputerze, rozmawiając, właśnie robiąc to, co kochasz, to że Ci głupio, że tak dużo zarabiasz. Co sprawia, że możesz mieć właśnie blokady w dalszym zarabianiu, więc warto się temu przyjrzeć.

Co jeszcze? Gdy wyceniasz swój produkt lub usługę, to nie skupiasz się na wartości, jaką dajesz klientom, tylko myślisz: „kto mi za to zapłaci? To za dużo, ludzi na to nie stać”.  I znowu tutaj wracam do Celestyny, gościni 12 odcinka, obniżając stawki wątpisz w zdolność swoich klientów do zarabiania pieniędzy, tak? I bardzo często przerabiam to ze swoimi klientami na treningu mentalnym, że patrzą właśnie w takim kierunku – kto mi za to zapłaci albo przeliczają wartość usługi czy kursu jakoś na godziny, zamiast pomyśleć, jaką wartość daję klientowi. Co ja ściągam mu z barków, jaki jego problem rozwiązuję, w jaki sposób ułatwiam mu życie. To są rzeczy, które są warte pieniędzy. Dużo więcej warte niż po prostu czas i niż po prostu Twoja wiedza, to jest wszystko połączone razem – Twoja wiedza, doświadczenie plus wartość, którą dajesz klientowi.

Bo właśnie uświadom sobie, że Ty nie bierzesz pieniędzy po prostu tylko i wyłącznie za to, że robisz to, co kochasz albo za pomaganie samo w sobie, bo bierzesz pieniądze za swój czas. I tutaj chodzi o taki czas bezpośrednio, jeśli masz taki model biznesowy, że oferujesz usługi, czyli np. godzina Twojego czasu, godzina konsultacji, godzinach sesji coachingowej. Albo bezpośrednio też czas pracy nad produktem, tak? Można powiedzieć, że skoro e-booka przygotowywałam 30 godzin, to sobie przeliczę jakoś tam, ale tam jest też czas poświęcony na obsługę klienta, marketing, księgowość i inne działania wokół biznesu, to jest taki czas poświęcony pośrednio. Czyli na koszt danej usługi, danego produktu weź wlicz pod uwagę swój czas nie tylko ten taki bezpośredni, który faktycznie na to poświęcasz, ale też pośrednio na to wszystko, co się dzieje wokół Twojego biznesu.

Dolicz też swoją wiedzę zarówno tę, którą bezpośrednio przekazujesz klientom, np. podczas konsultacji, ale też tę, którą wykorzystujesz, żeby produkt czy usługa była jak najlepszej jakości, czyli np. prowadząc szkolenie, to nie tylko przekazujesz klientom tę wiedzę, to, czego chcesz ich nauczyć, ale też np. masz wiedzę, w jaki sposób uczą się dorośli albo jak urozmaicić szkolenie, żeby wiedza się lepiej przyswajała. Więc to jest też ta wiedza, z której klienci – chociaż jej bezpośrednio nie przyjmują – ale z niej korzystają. Widzisz to? Dalej, doliczasz swoje wykształcenie. Możesz doliczyć, ile wydałaś na wszystkie kursy i szkolenia, które pozwalają Ci pomagać innym, wspierać innych, oferować usługi na takim poziomie, na którym jesteś w stanie to teraz robić. Bardzo często jak pracuję z wirtualnymi asystentkami czy office managerkami, czy osobami, które w ogóle wspierają innych w prowadzeniu biznesu w różnych obszarach, to ja każę im, gdy mają opory przed podwyższeniem stawek, każę im policzyć, ile wydały na kursy w ostatnim półroczu plus ile nowych kompetencji dzięki temu zdobyły. I nagle się okazuje, że kurde, wow, ja tu siedzę jeszcze na takich starych, początkujących stawkach, a tymczasem ja już umiem 17 razy więcej niż gdy zaczynałam. Więc swoje wykształcenie też doliczaj do ceny usługi. Nie zapominaj też o swoim doświadczeniu, zarówno takim bezpośrednim zawodowym, w danej branży, ale doświadczeniem, które pomogło Ci popełnić już trochę błędów, dzięki czemu teraz jesteś coraz lepsza/lepszy i działasz szybciej i skuteczniej.

Czyli tak: gdy wyceniasz swój produkt lub usługę weź pod uwagę swój czas, swoją wiedzę, swoje wykształcenie i swoje doświadczenie, a przede wszystkim wartość, jaką dostarczasz klientom, a także wpływ, jaki Twój produkt lub usługa ma na ich życie czy na ich biznes, czy na ich związek, czy na ich zwierzę, cokolwiek oferujesz.

Jaki to może być wpływ? Jaka to może być wartość? Mogą oszczędzać pieniądze, mogą zarabiać więcej, mogą oszczędzać czas, mogą się czuć lepiej, są zdrowsi, mają więcej odwagi, potrafią się obronić, potrafią obsługiwać swoją stronę internetową bez płacenia komuś, kto zrobi to za nich i nie wytłumaczy w ogóle, co się dzieje. To, że kochasz to, co robisz, i działasz w zgodzie ze swoją taką życiową misją, to jest miły dodatek do Twojej pracy, to jest taki benefit jak karta multisport, jak opieka medyczna, jak kursy językowe, które dostałaś/dostawałeś być może na etacie. I super, i świetnie, bo tak naprawdę niewiele osób może z ręku na sercu powiedzieć, że kochają to, co robią, i czerpią z tego satysfakcję, więc absolutnie jest super, że tak masz w swojej pracy, nie każdy tak ma.

Doceniaj to, ale pamiętaj, że samą tą satysfakcją, samym tym pomaganiem, samym tym, że kochasz to, co robisz, nie zapłacisz podatku, nie zapłacisz rachunków, nie kupisz sobie nic za to, że kochasz to, co robisz.

Jeśli trudno Ci przestawić się na takie biznesowe myślenie, takie finansowe, że pieniądze na pierwszym miejscu, to być może pomoże Ci taki sposób, o którym już teraz wspominałam, że ustal sobie, ile godzin albo ile produktów miesięcznie możesz oddać bezpłatnie, tylko nie przesadzaj. Ustal ze sobą warunki, na jakich będziesz pracować bezpłatnie, czyli np. bezpłatnie możesz pomagać jakimś fundacjom, bezpłatnie możesz pomagać np. osobom, które dopiero chcą rozpocząć swój własny biznes. No nie wiem, możesz sobie te warunki postawić jakie chcesz. Bo pamiętaj, że mimo wszystko biznes to jest jednak Twój sposób na utrzymanie i wybrałaś/wybrałeś taki, a nie inny sposób na utrzymanie, na zarabianie pieniędzy, który nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych. Jeśli tylko przy okazji nie krzywdzisz nikogo, a naprawdę bardzo trudno byłoby uznać za krzywdę to, że dostarczasz komuś usługę albo produkt i po prostu oczekujesz za to wynagrodzenia. To tak jakby powiedzieć, że pracodawca jest skrzywdzony przez swoich pracowników, bo musi im płacić pensję co miesiąc. No bez sensu. Nie powiedziałabyś/powiedziałbyś tak o pracy etatowej, ale myślisz tak o swoim własnym biznesie. No to przestań tak myśleć.

 Mam nadzieję, że po wysłuchaniu tego odcinka dużo łatwiej i lżej będzie Ci myśleć o zarabianiu na tym, co kochasz. Wyślij mi link do tego odcinka komuś, komu lubisz wystawiać faktury. Link do odcinka, pod którym znajdziesz też notatki i transkrypcję, to emiliawojciechowska.com/20.

Jeśli pomogłam Ci tym odcinkiem, tym albo innym, to zapraszam Cię do takiej nowej możliwości – możesz mi postawić wirtualną kawę. Też pod tym adresem emiliawojciechowska.com/20 pod odtwarzaczem z podcastem znajdziesz link do kupienia mi właśnie takiej wirtualnej kawy. To będzie sposób podziękowania za moją twórczość, a ja naprawdę dosłownie wydam te pieniądze na kawę, bo siedząc w kawiarni z kawą, dużo lepiej mi się tworzy, więc będę w stanie więcej fajnych treści Ci dostarczyć. No i zawsze, kiedy będę taką kawę piła, będę myślała o Tobie ciepło, i mam nadzieję, że odczujesz też te dobre wibracje. Dzięki wielkie, do usłyszenia w kolejnym odcinku.