Zaznacz stronę

minusy pracy z domu

Możliwość pracy z domu to dla wielu osób jeden z najważniejszych warunków przy wyborze pracodawcy. Freelancerzy i osoby prowadzące firmę mogą korzystać z takiej możliwości właściwie codziennie (w zależności oczywiście od typu działalności). Spełnienie marzeń? Praca idealna? Nie zawsze. 

Wielu moich znajomych zazdrości mi, że mogę spać, do której chcę, pracować, do której chcę, nikt mi nie zagląda przez ramię co robię, nie mam miliona bezcelowych spotkań i w ogóle to mogę pracować w piżamie. Praca z domu to wiele plusów i naprawdę doceniam to, że mogę sobie na nią pozwolić. Niestety, nie zawsze jest tak różowo i pięknie, jak wygląda to na Instagramie (również moim): kawka, laptop, kalendarz i wszystko się idealnie udaje. Co sprawia, że praca z domu nie zawsze jest fajna (albo efektywna)?

Pierwszy minus pracy z domu: Dziczejesz

XXI w. to wiek wygody. Zakupy mogą nam przywieźć pod same drzwi (od spożywczych, przez ubraniowe, po sprzętowe), a jeśli nie chce nam się gotować, zamówienie jedzenia to tylko kilka kliknięć w aplikacji. Jeśli do tego pracujesz z domu, bywa, że wcale nie musisz wychodzić z domu – bo komu by się chciało iść na spacer w jesienną pluchę czy zimową zawieruchę? W ten sposób może się okazać, że poza swoimi domownikami lub dostawcami nie widujesz na oczy żywego człowieka! 

Wynajęcie biura czy miejsca w coworku może być rozwiązaniem, jednak bywa dość sporym kosztem, szczególnie na początku działalności. Ja polecam poszukać bezpłatnych przestrzeni (bywają takie np. w centrach handlowych) lub pracę z kawiarni (to też kosztuje, tyle ile 2-3 kawy, w zależności jak długo tam przebywasz – jedna kawa na 8 godzin to trochę nie fair – ale w porównaniu z wynajęciem biura to grosze). Pracuj poza domem min. 2 razy w tygodniu, a najlepiej jak najczęściej. Ludź potrzebuje drugiego ludzia!

Drugi minus pracy z domu: Nie możesz robić żartów kolegom z pracy

To nie dla każdego będzie ważne, ale ja uwielbiam robić żarty, żartować, na różne sposoby urozmaicać sobie czas pracy. Gdy odchodziłam z ostatniej pracy etatowej, moi koledzy przyznali, że będzie im tego bardzo brakować. Ba, raz zorganizowałam spotkanie zespołu tylko po to, żebyśmy sobie opowiadali kawały (no dobra, obgadaliśmy jedną ważną rzecz) 😀

Opowiadanie kawałów samej sobie byłoby raczej objawem choroby psychicznej, a jedyne żarty, jakie sobie robię, to odwlekanie czegoś na jutro – niech jutrzejsza ja się tym martwi 😉 No dobra, czasem wpiszę sobie coś śmiesznego do kalendarza na pół roku do przodu, ale to tyle. Bardzo mi tego brakuje! W ogóle brakuje mi zespołu, dlatego szukam okazji na różne spotkania (np. mastermind), ale to nie to samo. 

Trzeci minus pracy z domu: Nie masz się kogo poradzić czy poprosić o pomoc

Kolejny minus braku zespołu wokół siebie. Czasami fajnie mieć obok kogoś, komu można zadać szybkie pytanie, np. który tytuł wpisu brzmi lepiej? Nie bez powodu mamy przysłowie „co dwie głowy, to nie jedna”. Dwie lub więcej głów to x razy tyle pomysłów, doświadczeń, opinii. Dobry, zaufany współpracownik chętnie też weźmie na siebie jakieś Twoje zadanie, jeśli się nie wyrabiasz.

Ja często korzystam z porad moich koleżanek z mastermindu, ale one nie zawsze są dostępne na Messengerze (też pracują z domu tak by the way 😉), natomiast część prac „technicznych” zlecam mojej wirtualnej asystentce, która jednak też ma innych klientów poza mną i nie mogę liczyć na to, że rzuci wszystko, żeby wykonać zlecenie ode mnie. 

Czwarty minus pracy z domu: Łatwiej prokrastynujesz

W domu zawsze jest coś do zrobienia. Załadować i wyładować pralkę. Załadować i wyładować zmywarkę. Poodkurzać. Pomyć okna (akurat DZIŚ, mimo że niemyte od 2 lat). Wypróbować nowy przepis. Ciągle coś! A skoro tak, to bardzo łatwo jest znaleźć wymówkę na nierealizowanie zadań „pracowych”. „Przecież obowiązki domowe to też praca!” – tak się usprawiedliwiasz. A czy w biurze umył(a)byś okna, a szefowi powiedział(a), że to też praca? No właśnie. 

Pracując z domu musisz zrozumieć, że to nie jest tak, że nie masz szefa – to Ty jesteś szefem i musisz wymagać tyle, ile „prawdziwy” szef wymagałby, gdybyś pracował(a) w biurze.

Piąty minus pracy z domu: Pracujesz mniej efektywnie (jeśli się nie pilnujesz)

Z poprzednim punktem mocno łączy się efektywność. Oczywiście, trudno utrzymać ją na wysokim poziomie, gdy ciągle odciągają Cię od pracy domowe obowiązki. Ale na efektywność wpływają też inne czynniki. Na przykład… ubrania! Jeśli pracujesz w piżamie, mózg myśli, że to czas na spanie i nie wchodzi na wysokie obroty. Jeśli chodzisz w powyciąganych dresach lub innych ciuchach „po domu”, mózg myśli, że to czas na odpoczynek. To działa na poziomie podświadomym! Sprawdź, o ile lepiej Ci się pracuje, gdy jesteś ubrana/y jak do biura. Nie musisz siedzieć w garsonce czy garniturze, ale wypróbuj chociaż dżinsy i czysty, nowy t-shirt 😉

Ja zauważam dużo wyższą efektywność gdy… pomaluję się! Gdy widzę w lustrze swoją twarz bez makijażu, mam wrażenie, że zaraz mam się kłaść spać albo że jestem chora. To nie jest sygnał do pracy dla mózgu (oczywiście, jeśli w ogóle nie używasz makijażu, ten sposób na Ciebie nie zadziała)!

W pracy z domu niezbędna jest perfekcyjna umiejętność organizacji czasu i zadań, a także umiejętność samopilnowania, samodyscypliny i… samozachwytu. Gdy pracujesz sam(a), nikt Cię nie pochwali za dobrą robotę (dopiero klienci, ale jak już skorzystają z produktu/usługi). Musisz zadbać o to sam(a)! To niezwykle ważne, by doceniać swoją codzienną pracę — nie tylko wielkie sukcesy. Bez tego możesz mieć wrażenie, że pracujesz i pracujesz, a efektów nie widać.  

Szósty minus pracy z domu: Wpadasz w pułapkę ciągłego bycia w pracy

Pracując w biurze sprawa jest prosta: zaczynasz pracę, gdy wchodzisz do biura, kończysz wtedy, gdy zamykasz za sobą jego drzwi. Jeśli masz w domu osobny pokój do pracy, którego nie wykorzystujesz w żadnym innym celu, to super – jest podobnie (choć łatwo jest wrócić „na chwilkę” do pracy, gdy biuro jest za ścianą, a nie na drugim końcu miasta). Jednak gdy nie masz tego luksusu, możesz mieć takie uciążliwe (negatywne) wrażenie, że nigdy nie wychodzisz z pracy, albo z drugiej strony – możesz ciągle myśleć o pracy, co wydaje Ci się pozytywne, bo ciągle wpadasz na fajne pomysły, ale na dłuższą metę jest to bardzo niezdrowe. 

Musisz wymyślić sobie rytuały: wejścia do pracy i wyjścia z pracy. Wejście do pracy możesz rozpocząć poranną kawą i ulubioną piosenką, a wyjście możesz „zaznaczyć” wyłączeniem komputera i ćwiczeniami rozciągającymi. Wybierz to, co najlepiej Tobie pomoże włączać i wyłączać w mózgu tryb „praca”. Bardzo pomaga też określenie konkretnych godzin pracy – jak na etacie, np. 8-16. Jasne, jednym z ogromnych plusów freelancingu są elastyczne godziny pracy, o których sam(a) decydujesz, albo to, że możesz w środku dnia iść do urzędu czy na zakupy, gdy sklepy są puste. Dlatego możesz planować godziny pracy nawet tylko na jeden dzień do przodu, biorąc pod uwagę spotkania z klientami lub prywatne obowiązki, ale ważne jest, by rozpoczynać dzień pracy z konkretnym nastawieniem: kończę pracę o godzinie X!

A wszelkie pomysły, które przychodzą Ci do głowy „po godzinach”, zapisuj w specjalnym notesie lub na telefonie i wróć do nich kolejnego dnia w godzinach pracy. Świat się nie zawali, gdy zaczniesz realizować ten pomysł od jutra 🙂

Jak widzisz, samodzielna praca w domu wcale nie jest tak świetna, jak może się wydawać, szczególnie jeśli jesteś osobą, która rozkwita w towarzystwie innych ludzi. Dlatego wybierając taki styl pracy, mocno przemyśl to, czy plusy wygrywają z minusami. A może już teraz pracujesz z domu? Jak sobie radzisz w powyższych kwestiach? Napisz w komentarzu!