W ostatnich latach obserwuję wzmożoną popularność astrologii, teorii opartych na myśleniu magicznym i innych szkodliwych – lub co najmniej niedziałających – konceptów. Dlaczego są takie popularne? Jakie szkodliwe trendy zauważam w branży rozwoju osobistego? Jak się przed tym wszystkim bronić? O tym w dzisiejszym odcinku – zapraszam!


Notatki do odcinka

 


Spodobało się? Pomogłam Ci?
Postaw mi kawę, bym mogła tworzyć więcej treści! 🙂
Wypiję za Twoje zdrowie 🙂


Transkrypcja – podcast do czytania

Cześć, z tej strony Emilia Wojciechowska. Jestem trenerką mentalną biznesów online i prowadzę dla Ciebie podcast “Niezarobiona Jestem”, w którym uczę, jak osiągać więcej, stresując się mniej. Odcinek 36.: Retrogradacja, manifestacja, taka sytuacja. Część pierwsza.

W ostatnich latach obserwuję wzmożoną popularność astrologii, teorii opartych na myśleniu magicznym i innych szkodliwych lub co najmniej niedziałających konceptów. Dlaczego są takie popularne? Jakie szkodliwe trendy zauważam w branży rozwoju osobistego? I jak się przed tym wszystkim bronić? O tym w dzisiejszym i kolejnym odcinku serii. Zapraszam.

Tradycyjnie na samym początku zapraszam do wzięcia jednego głębokiego, świadomego oddechu, który pozwoli się zatrzymać, skoncentrować i lepiej przyjąć to, co mam Ci do powiedzenia.

[wdech, wydech]

Dziękuję Ci serdecznie i zapraszam na odcinek, za który być może dostanie mi się po głowie. Jestem na to przygotowana, ale chciałabym, żebyś wiedział/wiedziała, że ta moja głowa mocno stoi na ziemi. Mocno i pewnie. Wierzę w naukę. A właściwie to złe słowo, bo nie “wierzę”, bo dowody naukowe nie są po to, żeby w nie wierzyć, tylko by tłumaczyć faktyczne działanie świata. I jasne, nie na wszystkie pytania nauka zna odpowiedź, a czasami odpowiedzi zmienia, gdy pojawiają się nowe fakty oczywiście. Niektórzy mogą powiedzieć, że to jest słabość nauki – właśnie dlatego, że zmienia zdanie, jak tylko wiatr zawieje. Ale moim zdaniem nie świadczy to o słabości nauki czy metody naukowej, tylko właśnie o jej sile. Bo nauka to nie na stałe ustalone dogmaty, którym można wierzyć bez cienia wątpliwości. Tylko nauka to ciągłe poddawanie w wątpliwość i sprawdzanie, co jest prawdą, za pomocą dostępnych obecnie metod.

Natomiast teorie, o których dzisiaj i w kolejnym odcinku opowiem, upraszczają obraz świata, każą wierzyć w jedyne możliwe rozwiązanie. No i co tu dużo mówić, jest to dużo łatwiejsze, bo dostajemy proste odpowiedzi. Nie musimy niczego szukać, nie musimy szukać w sobie. No a świat jest, kurde, skomplikowany. Życie jest trudne, jest nieprzewidywalne. I w tej nieprzewidywalności, i w tym skomplikowaniu łakniemy prostych odpowiedzi. Ale do tego dlaczego wierzymy w te uproszczenia jeszcze wrócę na końcu. W tytule i tutaj już parę razy w mojej wypowiedzi zapowiedziałam, że to część pierwsza. A to dlatego, że w trakcie researchu do tego odcinka okazało się, że jest tyle rzeczy, o których chcę powiedzieć, że w jednym odcinku się po prostu nie zmieszczę. Będą więc dwa odcinki.

I powiem szczerze, że gdyby każda osoba, która zajmuje się albo wierzy w te teorie, o których powiem, zrobiła taki sam research jak ja, poczytała, dowiedziała się nowych rzeczy – bo mimo że już i tak sporo widziałam, to jeszcze czułam, że akurat do tego odcinka się muszę tak mocno przygotować. Muszę wiedzieć więcej niż przeciętny człowiek. Żeby nie być też hipokrytką. Dlatego zrobiłam naprawdę porządny research. Wielu rzeczy się dowiedziałam, czytałam i szukałam i w polskich, i zagranicznych źródłach. Dlatego właśnie nie zmieściłam się w jednej rzeczy. No i właśnie, gdy wszyscy by zrobili taki research, to by po prostu nie wierzyli w to, co wierzą.

Ja od razu zaznaczam, że ja nie mam zamiaru się wyśmiewać w żaden sposób w tych odcinkach. Aha, i drugi odcinek nie będzie kolejny. To nie będzie odcinek 37, w którym będzie druga część. Może to nawet nie będzie 38. Potrzebuję trochę przerwy, żeby się przygotować do kolejnej części. Wracając – nie mam zamiaru się wyśmiewać z tych osób, które wierzą czy korzystają z tych różnych teorii, konceptów, o których powiem. Może trochę z tych osób, które zarabiają pieniądze na tym, że inni w to wierzą, natomiast nie chcę tutaj się personalnie do nikogo odnosić. Chcę po prostu odwoływać się do nauki i opowiedzieć, dlaczego ludzie wierzą w te pseudonaukowe teorie, a także jak się przed tym wszystkim ustrzec, jak weryfikować informacje tak, żeby nie dać się czasami po prostu zrobić w balona.

Przejdźmy więc do moich ulubionych smaczków z krainy kosmosu, duchowości i rozwoju osobistego. Niestety też. Mówię niestety, bo jestem częścią tej branży, jaką jest rozwój osobisty i chciałabym, żeby ona była właśnie też oparta na naukowych metodach czy po prostu sprawdzonych, zbadanych, które opierają się na tym, co faktycznie działa, a nie tylko są jakimś takim pobożnym życzeniem. Jednocześnie zauważam, że bardzo w ostatnich latach się nasilił taki trend łączenia tych sprawdzonych metod rozwoju osobistego typu coaching, terapia z jakimiś magicznymi – heh, stworzeniami to nie – ale z jakimiś magicznymi teoriami. Widzę to, ponieważ mi się to bardzo często wyświetla, prawdopodobnie dlatego, że wraz z moją koleżanką Kasią (pozdrawiam serdecznie, Kasiu!) często wysyłamy sobie różne reklamy, które wyskakują na Instagramie czy Facebooku i robimy im screenshoty, żeby sobie wysłać, i pewnie algorytm myśli, że nas to interesuje. I widzimy np. coaching astrologiczny i inne niefajne rzeczy. Albo pojawiają się posty typu: “Retrogradacja Merkurego: Co to znaczy dla Ciebie?” Albo “czy Twój związek przez to przejdzie”?

Więc zajmijmy się najpierw astrologią, horoskopami, retrogradacjami, kosmogramami – to wszystko tutaj wrzucam do jednego worka pod hasłem: astrologia. I zacznijmy od retrogradacji. To jest taki termin, którego ja wcześniej nie znałam i który właśnie pojawił mi się gdzieś tam kiedyś na Instagramie. Oczywiście jak pojawił się raz, to potem już widziałam go cały czas. No i wchodzę i widzę, jak ta retrogradacja Merkurego może wpłynąć na Twoje życie. I teraz tak: Czym jest sama retrogradacja? To jest faktyczne zjawisko astronomiczne. Faktycznie jest takie pojęcie w astronomii, czyli nie astrologia, horoskopy, ale astronomia, ta faktycznie nauka o gwiazdach i kosmosie. I co ta retrogradacja oznacza? Oznacza ona pozorny ruch wsteczny ciała niebieskiego na niebie, tak jak my na to patrzymy jako obserwatorzy z Ziemi. Czyli gdy patrzymy – oczywiście w dłuższej perspektywie, to się nie dzieje w ciągu sekund, ale jak np. nagrywamy czy robimy serię zdjęć – to możemy zobaczyć, że planeta, która zazwyczaj, według wszystkich fizycznych zasad, powinna się przesuwać na niebie w jedną stronę, to nagle zaczęła w jedną, ale kontynuuje w drugą. Czyli mamy takie wrażenie, że ta planeta zaczyna się cofać. A skoro się cofa, no to coś się chyba w tym kosmosie dzieje nie tak! I myślę, że np. starożytni astronomowie być może byli tym jakoś przerażeni. Albo inaczej: lud był przerażony i może tym ludem można było jakoś manipulować, np. “jak będziecie dobrzy, to planety znowu wrócą na swoje miejsce!”. Dobra, tutaj wchodzę w historię 😉

I teraz tak: jak powiedziałam o tym pozornym ruchu, który wynika z tego, że obieg planet wokół Słońca się różni, zarówno pod względem czasu czy prędkości, jak i samej długości orbity, to właśnie przez to na Ziemi (choć to działa na każdym ciele niebieskim) takie zjawisko możemy zaobserwować. I ja jak przeczytałam najpierw słowami co to jest, to nie do końca byłam w stanie to sobie wyobrazić. Tzn. ten ruch tak, ale jak to ma funkcjonować w całym układzie? Jak to wygląda? Planeta, Słońce, druga planeta? Dlatego wstawiam w notatkach i w transkrypcji w tym miejscu filmik na Youtube, który zobrazuje właśnie jak to wygląda i dzięki temu lepiej zrozumiecie:

Czyli retrogradacja nie jest pojęciem z astrologii, jest normalnym naukowym pojęciem z astronomii. Jednakże ten ruch planety do tyłu nie w tym kierunku, w którym powinna się ruszyć na niebie faktycznie się nie dzieje. To jest złudzenie. Po prostu mamy takie złudzenie. Tak nam się wydaje, że ona – No bo tak to widzimy – że ona się cofa, ale faktycznie w przestrzeni kosmicznej ona nagle nie zatrzymuje się i nie zawraca, tylko po prostu ona sobie dalej swoją ścieżką jedzie, więc faktycznie tak naprawdę nic się nie dzieje! To nie jest jakieś zjawisko, że coś tam się nagle niezwykłego dzieje i ta planeta się cofa. To jest tylko i wyłącznie nasze złudzenie. Już samo to moim zdaniem powinno wpływać na to, że nie warto wierzyć w to, że retrogradacja Marsa, Merkurego czy jakiejś innej planety wpływa na nasze życie, ponieważ tam faktycznie nic nie zachodzi, nic się nie dzieje. Po prostu obserwujemy coś. Takie złudzenie. Tymczasem, co my możemy się dowiedzieć z artykułów czy postów osób, które piszą o tym, jak straszne to jest dla naszego życia, dla naszego całego świata?

Na przykład w jednym miejscu czytałam coś takiego, jeśli chodzi o retrogradację Marsa: “Mars jest bogiem wojny, więc odpowiada za wszystkie rzeczy, które związane są z rywalizacją, konfliktami, obroną siebie czy ogólnie pojętym działaniem”. Czyli tutaj nie dość, że astrologia, to zahaczamy o mitologię rzymską, nie? Czyli mamy Marsa, boga wojny, i w związku z tym retrogradacja Marsa oznacza to i to. I tutaj kolejna moja wątpliwość. Czy to oznacza, że cały świat ma czuć to samo? Albo czy cały świat się nagle w konflikcie zatopi? Albo że nagle wszyscy będą asertywni, żeby siebie obronić? Albo że wszyscy nagle się zerwą i zaczną działać w jakimś kierunku. To mi się wydaje już takie bardzo dziwne. Dlaczego to ma wpływać na cały świat i dlaczego my nagle wszyscy tak mamy postępować, ponieważ jest retrogradacja Marsa? No i co do diaska z tą mitologią rzymską? Nie można powiedzieć, że Mars jako planeta jest bogiem wojny, bo to jest tylko ciało niebieskie. Albo w takim razie wierzymy w planety, albo w mitologię rzymską, nie? Więc to jest też taka kolejna wątpliwość.

No ale dobra. Ktoś może powiedzieć – no bo ja oczywiście tutaj stawiam taką tezę, że w żaden sposób ruchy ciał niebieskich czy w ogóle istnienie na niebie ciał niebieskich nie wpływa na nasze życie – No ale jak to? Jak to planety na nas nie działają? No a co z Księżycem? No i jasne, są pływy. Czyli poprzez wzajemne oddziaływanie ziemi, Księżyca mamy przypływy i odpływy. Fajne, ciekawe zjawisko to jest. A ktoś może powiedzieć, że ja w pełnię nigdy nie śpię? No to jasne, jeśli nie masz ciemnych zasłon w sypialni i Księżyc Ci świeci po oczach, to faktycznie możesz mieć problemy ze snem. Natomiast badania nie potwierdziły tego, żeby pełnia Księżyca miała jakikolwiek wpływ na sen ludzi. To, że ktoś mówi, że tak ma, to albo daje mu księżyc po oczach, albo po prostu gdzieś przeczytał, że jest pełnia, więc już się przygotował, bo kiedyś tak było, że była pełnia i źle spał, to się przygotował, że tak będzie ponownie. Albo nawet jeśli nie przeczytał, jest pewny, że nigdzie tego nie widział. No to myślę sobie, że być może nasz mózg jakoś to sobie liczę, że ta pełnia występuje najczęściej raz w miesiącu (choć zdarza się, że czasami są dwie pełnie w miesiącu) i może gdzieś tam sobie oblicza, że to jest mniej więcej ten czas kiedy by była pełnia, albo wczoraj widział półpełny księżyc, no to za parę dni już on będzie pełen i po prostu sobie dopowiedział. No właśnie, mózg – trochę bez naszego takiego świadomego udziału. Ale my będziemy utrzymywać, że przecież my nie wiedzieliśmy, że  jest pełnia, a źle spaliśmy. No jestem pewna, że wiedziałaś, wiedziałeś albo to po prostu był przypadek, że Twoja bezsenna noc wypadła właśnie w momencie pełni Księżyca. Tak jak mówię, badania nie potwierdzają absolutnie wpływu Księżyca na sen.

Jeszcze jeśli chodzi o wpływ planet na nasze życie. To np. badania z 2018 roku pokazały, że Jowisz i Wenus wpływają na klimat na Ziemi. Zalinkuję też do tych artykułów, jednak tutaj mowa o jakichś takich zmianach klimatycznych zmieniających się w cyklach co 400 tysięcy lat. Więc to też nie tak, że gdzieś tam zaraz jutro nam się zmieni. Czyli jakiś tam wpływ na nas te planety mają, jednak właśnie taki, a nie tak jak myślimy, czyli że ponieważ jest Mars, no to jutro się pokłócę się z żoną, z mężem czy z szefem.

Ale okej, zastanówmy się nad tym Marsem, jaki jest wpływ Marsa na nasze życie? Mars jest oddalony od Ziemi o ok. 264 miliony kilometrów i w związku z tym oddziałuje na nas, w sensie na pojedynczego człowieka, z siłą pięćdziesięciu nanoniutonów. Nanoniuton, 50 nanoniutonów. Przypominam z lekcji fizyki: 1 pełen niuton to siła, z jaką trzeba działać na ciało o masie 1 kilograma, aby nadać mu przyspieszenie równe 1 metr na sekundę kwadrat. To jest jeden niuton, a jeden na nanoniuton? “Nano” to jest przedrostek jednostki miary, który oznacza mnożnik 0, 000 000 001, czyli 10 do minus dziewiątej, czyli 1 miliardowa. Czyli 50 nanoniutonów to 50 miliardowych niutona (0,000 000 050). W porównaniu: siła przyciągania Ziemi działająca na człowieka o masie 75 kg, wynosi około 736 niutonów. A tutaj mamy 50 miliardowych niutona! A więc ten wpływ Marsa na nas jakiś tam jest. Natomiast jest tak mikroskopijny, że możemy go spokojnie pominąć, a już na pewno nie przejmować się tym, że na przykład jutro się z kimś pokłócimy.

No dobra, bo to, że jest retrogradacja, to jest jedna rzecz. Ale druga rzecz, to że idą za tym jakieś porady, że trzeba uważać. I tutaj znalazłam coś, bodajże to było związane z retrogradacją Merkurego, czyli już o coś innego chodzi niż o tego boga wojny Marsa. To znalazłam takie wskazówki: “przed wyjściem na zakupy zajrzyj do swojej torebki i zobacz, czy kluczyki od mieszkania w niej są, żeby przypadkiem nie zatrzasnąć ich w domu. Zanim kupisz bilet na pociąg, sprawdź, czy klikasz właściwą godzinę i dzień. Jeśli pracujesz nad jakimś ważnym projektem, przejrzyj go kilkukrotnie, zanim ujrzy światło dzienne. Przygotuj się na to, że sprzęty elektroniczne mogą Ci się psuć, więc nie stawiaj herbaty w pobliżu komputera i uważaj na kable, które akurat teraz mogą postanowić zjeść Twoi czworonożni przyjaciele”.

No i myślę sobie tak: przecież to jest po prostu zdrowy rozsądek. To ludzie normalnie robią. Normalnie, jeśli nie są jacyś zapominalscy, roztargnieni, to zawsze sprawdzają, czy mają klucze w torebce, czy tam w kieszeni. Zawsze sprawdzają, czy kupują bilet na właściwy pociąg. Czasem się pomylą. Zdarza się, oczywiście, ale wciąż sprawdzają. Jeśli pracujesz nad projektem, to nie wiem jak Ty, ale ja zawsze sprawdzam czy jest ok, zanim ujrzy światło dzienne – bez jakiegoś nadmiernego perfekcjonizmu, ale po prostu sprawdzam, czy spełnia moje standardy. Nie stawiam herbaty za blisko komputera, a przynajmniej nie wyżej, niż mój komputer. No i absolutnie wszelkie kable pilnuję, żeby nie leżały na ziemi, bo moje świnie są po prostu wszystkożerne. Co tam tylko by leżało na ich drodze na podłodze, to by to pogryzły. Chociaż też mi się zdarzyło zaklejać kable od laptopa, na szczęście nie dotarły do faktycznych przewodów, tylko trochę tam pociumkały tą obwolutę od kabla i nic się nie stało. No ale pilnuję tego, żeby faktycznie te kable nie leżały, więc nie potrzebuje żadnej retrogradacji, żeby naprawdę takich codziennych rozsądnych porad korzystać.

Tak jeszcze żeby dodać trochę humoru, to jest w internecie taki obrazek, który wklejam też do notatek – notatki są przed transkrypcją – ale wklejam też tutaj, żeby było wiadomo gdzie go szukać:

Z taką dziewczyną, która płacze, bo energia Jowisza rujnuje mi dzień. I mamy drugi obrazek planety, która tak jakby mówi do niej: A kim ty, k****, jesteś? I druga warstwa tego żartu jest taka, że to wcale nie jest Jowisz, tylko Saturn, ale to już inna sprawa.

Astrologia to oczywiście też znaki zodiaku, czyli – o ile dobrze wiem, bo szczerze mówiąc to tutaj przy tym nie zrobiłam tak silnego researchu, jak do tej części naukowej. Ale ja rozumiem to tak, że mam taki a nie inny znak zodiaku, bo Słońce wtedy na niebie przebywało, gdy się urodziłam, w takiej a nie innej części nieba. Kiedyś, gdy te znaki zodiaku powstawały, w starożytności, to znaki zodiaku były tożsame z gwiazdozbiorami na niebie. Teraz to się już nam troszkę poprzesuwało, więc faktycznie, teraz już to nie jest tak, że Słońce musi być w tym gwiazdozbiorze, tylko po prostu w tym podzielonym na 12 części obszarze nieba. No ale faktycznie znaki zodiaku wzięły swoje nazwy od tych gwiazdozbiorów.

I co tutaj każe wątpić w ogóle w gwiazdozbiory – tfu, w zodiaki, znaki zodiaku? To, co nam się wydaje, że widzimy na niebie nie jest rzeczywistością. Co mam na myśli? Gwiazdy, które wchodzą w skład gwiazdozbiorów, nie są zazwyczaj ze sobą fizycznie związane. I to, że widzimy je jako jakiś zbiór na niebie to jest po prostu efekt rzutowania położenia tych gwiazd na sferę niebieską. Ładne słowa tu są użyte, natomiast najlepiej to zrozumieć, gdy zrobimy taki prosty eksperyment. Weź sobie dwa małe okrągłe przedmioty: piłeczki, mandarynki, jabłka, cokolwiek. Połóż je na biurku. Jedno z przodu, drugie z tyłu, ale nie jedno za drugim, tylko tak, żeby były obok siebie i w pewnej odległości od siebie. I pierwsza rzecz, to możesz po prostu teraz obniżyć swój wzrok do wysokości biurka i spojrzeć z poziomu biurka na te dwa przedmioty. No i zobaczysz, że one są tak jakby właśnie w jednej przestrzeni. No ale tutaj mózg podpowiada, bo mamy tę percepcję 3D, więc wiemy o tym, że one nie są położone obok siebie. Dlatego, żeby jeszcze zwiększyć ten efekt, to połóż je teraz najlepiej na stoliku przy ścianie i od swojej strony oświetlaj je latarką. Wtedy na tej ścianie pokażą ci się dwa ciała niebieskie, udawane, po prostu w jednej linii.

I to samo się dzieje na niebie. Dla nas, z naszej perspektywy, niebo to jest taka jedna płachta. Jednakże, tak jak wiemy na przykład, że Księżyc jest bliżej niż Jowisz, no to tak samo jest w różnych gwiazdozbiorach. Niektóre gwiazdy są od nas bliższe, niektóre są dalsze, ale po prostu patrząc na nie z naszego punktu, widzimy je jako wspólne kształty, wspólne wzory, gwiazdozbiory. Dlatego znaki zodiaku czy kosmogramy (układ gwiazd na niebie w dokładnym momencie Twojego urodzenia, z którego niektórzy właśnie wyciągają różne informacje o Tobie i o Twoim życiu) dla mnie nie mają żadnego znaczenia właśnie dlatego, że po prostu ten układ gwiazd nie jest w jednej przestrzeni, one po prostu nie mają ze sobą żadnego związku.

To jak jesteśmy przy znakach zodiaku, no to czas na horoskopy. I teraz mam dla Ciebie małe zadanie. Jako twórczyni podcastu mam dostęp do pewnych statystyk dotyczących słuchaczek i słuchaczy. I na ich podstawie przygotowałam taki krótki opis charakterologiczny. Dlatego posłuchaj to, co za chwilę powiem i sprawdź, jak bardzo zgadzasz się z tymi stwierdzeniami na swój temat:

  • W biznesie jesteś raczej zorganizowana/ny, choć zdarza Ci się zaczynać jakieś projekty spontanicznie.
  • Lubisz przebywać z ludźmi, ale potrzebujesz też czasu dla siebie.
  • Masz skłonności do samokrytyki i perfekcjonizmu.
  • Czasami wątpisz, czy podjęłaś/podjąłeś dobrą decyzję i nie ufasz swoim wyborom.
  • Miewasz nierealne marzenia i cele.

No i jak? Czy dużo wiem o Tobie? Super, tylko że to wszystko po prostu wymyśliłam. To jest tzw. efekt horoskopowy, zwany też efektem Barnuma czy Forera. Ten efekt mówi o tym, że ludzie uznają za bardzo trafne opisy swojej własnej osobowości, które w rzeczywistości są ogólnymi zestawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi. Zauważ, jakich ja sformułowań użyłam. Jesteś trochę taki, a czasami bywasz taki. Miewasz, masz skłonność, czasami, jedno, ale czasami drugie. To są właśnie sformułowania, które często można spotkać w horoskopach, ale też w psychozabawach, bo nie psychotestach, tylko psychozabawach i różnych niesprawdzonych naukowo testach psychologicznych, tzn. pseudotestach pseudopsychologicznych. I właśnie wielu ludzi mówi: no ale przecież to zupełnie o mnie! Kiedy tak naprawdę pod tym samym stwierdzeniem mogliby się niemal wszyscy ludzie na Ziemi podpisać. I ten efekt horoskopowy może wyjaśniać rozpowszechnienie wiary w pseudonaukowe teorie, takie właśnie jak m.in. astrologia.

Ten efekt horoskopowy jest jednym z błędów poznawczych. Błędy poznawcze to są sposoby naszego mózgu na to, żeby nas oszukać, żeby sobie skrócić drogę myślenia, żeby się za bardzo nie wysilać. Nasz mózg to jest taka bestia, że on nie lubi się wysilać, więc robi wszystko, żeby musiał robić jak najmniejszą robotę. Między innymi efekty poznawcze są tego efektem. Czyli zamiast się zastanowić: “hej, w sumie to jest opis bardzo wielu ludzi, ponieważ jest bardzo ogólny i zawiera takie ogólne sformułowania”, to myślimy “no nie, absolutnie, to jest o mnie!”. O błędach poznawczych jeszcze będę mówić w drugiej części, a jeszcze kończąc tutaj o tym efekcie horoskopowym. Jedna z innych nazw to efekt Forera, ponieważ psycholog Bertram R. Forer w 1948 roku, czyli już dawno temu, dał studentom do wypełnienia test osobowości, a następnie przedstawił im analizę ich osobowości, rzekomo bazującą właśnie na wynikach tego testu. I studenci mieli ocenić trafność tej analizy w skali od zera, gdzie 0 to bardzo słaba, do 5, gdzie 5 to znakomita. I średnia ocena trafności tego testu wynosiła 4,26, czyli niemalże każdy student zgadzał się bardzo, znakomicie, z wynikami tego testu. A Forer później ujawnił, że w rzeczywistości wszyscy studenci otrzymali tę samą analizę – czyli tak jak ja przed chwilą Wam właśnie zrobiłam.

Horoskopy sprawdzają się, bo widzisz to, w co wierzysz. Kolejny błąd poznawczy. To tak jak z wróżbami. Moja koleżanka opowiadała taką historię o swojej mamie, która jak była młoda to spotykała się z pewnym blondynem i mieli wobec siebie już poważne plany. Natomiast poszła kiedyś, bo jej koleżanka ją namówiła, na wizytę u wróżki. I ta wróżka jej wywróżyła, że będzie miała wspaniałego męża – bruneta. No i faktycznie, teraz tata tej mojej koleżanki to jest brunet. Blondyna mama dawno rzuciła i faktycznie jej mąż to jest brunet. No i myślę sobie tak: czy przypadkiem mama koleżanki nie byłaby do tej pory w szczęśliwym związku z blondynem, gdyby nie to, że była u tej wróżki? Czy nie zaczęła zauważać jakichś niefajnych rzeczy w tym blondynie, na które wcześniej nie zwracała uwagi, tylko po to, żeby właśnie ta wróżba się – nawet nieświadomie! – spełniła. O tym mówi efekt potwierdzenia. Kolejny błąd poznawczy, który mówi, że mamy tendencję do wyłapywania, przypominania sobie i faworyzowania informacji, które potwierdzają to, w co już wierzymy lub co wiemy, bo nie chcemy i nie lubimy się mylić.

Tak to właśnie jest. Podsumowując więc, dlaczego wierzymy w astrologię? Dlatego, że chcemy być częścią czegoś większego, a także mieć taką nadzieję, że to nasze cierpienie, i takie codzienne, i jakieś większe wydarzenia, ma jakiś większy sens. Astrologia daje nam takie fajne, proste narzędzia do uporządkowania i do zrozumienia świata. Ale to tylko pozorne uporządkowanie i pozorne zrozumienie. W swojej książce “W co wierzą Polacy” reporter Tomasz Kwaśniewski pisze, że historycznie astrologia i ezoteryka w czasach kryzysów i niepewności przeżywały największe zainteresowanie. Wynikało to z ogólnego niepokoju i zagubienia. I myślę, że doskonale to widać teraz i właśnie w ostatnim czasie, kiedy ten świat się stał jeszcze bardziej nieprzewidywalny i jeszcze bardziej niespokojny, te pseudoteorie triumfują. Cytując jeszcze Urszulę Jabłońską ze styczniowo-lutowego 2022 numeru „Vogue Polska”: „Kiedy rzeczywistość staje się nie do wytrzymania, człowiek – zamiast się z nią mierzyć – często woli szukać odpowiedzi na los swój i świata w magii, tarocie czy gwiazdach albo rusza ku nowym lądom, wyspom szczęśliwym, rajom utraconym, z nadzieją, że można je jeszcze odzyskać”.

Drugi temat, z którym chciałabym się w tym odcinku zmierzyć, to Prawo Przyciągania. Jestem pewna, że choć raz kiedyś słyszałaś lub słyszałeś o tym Prawie. Robiąc research chciałam przygotować się i dokładnie opowiedzieć o tych wszystkich teoriach, więc wpisałam po prostu “prawo przyciągania co to jest” w Google. I to jest bardzo ciekawe, bo trudno mi było po prostu namierzyć coś w stylu definicji, która w prosty sposób by tłumaczyła, co to takiego jest. Najczęściej trafiałam na tego typu zdania: “Najprościej jak mogę Ci to wytłumaczyć to jedno z uniwersalnych praw wszechświata (jest ich kilka) które działa na nas zawsze i wszędzie. Nie musisz w nie wierzyć. Po prostu jest, podobnie jak grawitacja – nie musisz o niej wiedzieć, aby jej doświadczać”. Albo: “Prawo Przyciągania działa cały czas i działa bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi i czy go przestrzegamy, czy nie.”

 A więc zanim się dokopałam do jakiejś zgrabnej definicji, którą za chwilę przytoczę, to przede wszystkim dostałam coś na zasadzie: “w sumie to się nie interesuj, bo to i tak działa, nie musisz wiedzieć co to jest, bo to działa, tak jak grawitacja działa”. Tylko że grawitację mogę w bardzo prosty sposób udowodnić. Biorę sobie teraz jakiś przedmiot do ręki. [ŁUP!] I nie wiem, czy słyszeliście ten upadek, bo ten przedmiot faktycznie upadł mi na komputer i właśnie mi tutaj przerwał nagrywanie (śmiech). Więc tak, grawitacja działa i miewa bardzo nieprzyjemne skutki. Natomiast nie mam takiego prostego sposobu na udowodnienie Prawa Przyciągania, ale muszę uwierzyć, że ono po prostu jest, bo jest jedną z sił, jednym z uniwersalnych praw wszechświata.

Przechodząc do definicji, to można powiedzieć, że jest to teoria, która mówi, że nasze myśli działają tak jak magnes, a ukierunkowanie ich w dobrą stronę może sprawić, że będziemy w stanie kreować swoją rzeczywistość w  pozytywny sposób, w taki jak tego chcemy. Dlaczego to niby ma działać? Czyli jakie jest wytłumaczenie osób, które zajmują się Prawem Przyciągania, żeby pokazać, dlaczego i w jaki sposób to ma funkcjonować?

Pierwsza zasada obowiązująca w Prawie Przyciągania to: podobne przyciąga podobne. Czyli Twoje myśli są jak taka magnetyczna energia wibrująca na pewnej częstotliwości, przyciągająca do Twojego życia wszystko to, co jest do niej podobne. Wszystko, czego doświadczasz w swoim życiu, znalazło się w nim z powodu Twoich myśli, bo Twoje myśli mają moc sprawczą. Działają jak magnes, który przyciąga do Ciebie to, czemu poświęcasz swoją uwagę i kierowanie na cokolwiek myśli jest zapraszaniem tego do Twojego życia. Czyli: jeśli myślisz pozytywnie, to pozytywne rzeczy będą przychodzić do Twojego życia. Jeśli myślisz o czymś negatywnie, to negatywne rzeczy będą przychodzić do Twojego życia. Podobne przyciąga podobne.

Matko Bosko, teraz się modlę, żeby ktoś nie wziął, nie wyciął jakiegoś kawałka z tego nagrania i puszczał w świat mówiąc, że Wojciechowska mówi o Prawie Przyciągania że jest dobre. Także proszę nie wycinać tego! Proszę tylko w całości. No. Zresztą chyba taki copyright jest. Tak to działa, te prawa wszystkie, autorskie, moje.

Druga zasada Prawa Przyciągania: myśli to energia, bo wszystko jest energią. Jednocześnie myśli generują wibracje o konkretnej częstotliwości, co przyciąga rzeczy i osoby o tej samej częstotliwości. Czyli nasze myśli wysyłają jakąś energię o pewnej częstotliwości czy wibrują w jakiejś częstotliwości i przyciągają to, co ma podobne wibracje. Jest takie powiedzenie, które już przeszło do mowy potocznej, że np. ja dzisiaj się czuję na wysokich wibracjach, nie? To faktycznie zwolennicy Prawa Przyciągania używają tego w kontekście, że naprawdę oni dzisiaj wydzielają wysokie wibracje i w związku z tym np. mają bardzo dobry dzień albo przyciągają do siebie wspaniałe rzeczy. To też się łączy z tym, że podobne przyciąga podobne. Czyli tak: ja wysyłam wysokie wibracje, więc te wysokie wibracje również do mnie wrócą.

No to teraz moja odpowiedź, czyli dlaczego to nie działa? Najchętniej to bym po prostu powiedziała, że nie działa, bo nie działa, bo to jest przejaw myślenia magicznego, że wystarczy manifestowanie, wyobrażanie sobie czegoś i to przyciągnę do swojego życia. No ale podam kilka argumentów. Po pierwsze warto się przyjrzeć czy przysłuchać czemuś, co powiedział, czy napisał William Atkinson, który jest autorem bodajże pierwszej książki o Prawie Przyciągania na świecie, po angielsku Thought Vibration: The Law of Attraction in the Thought World. I on tam mówi, że to, że my nie możemy zobaczyć, usłyszeć, zważyć czy zmierzyć tych wibracji, to nie jest dowód, że one nie istnieją. I taka zasada, że ponieważ nie możesz udowodnić, że coś nie istnieje, to znaczy, że jest prawdą, to jest taka podstawowa zasada działania tych wszystkich pseudoteorii pseudonaukowych. Bo, dawaj, udowodnij mi, że Prawa Przyciągania nie ma. No i to tak samo na zasadzie udowodnij, że Boga nie ma. Tak, taki jest dyskurs filozoficzny na przykład. Ale nauka tak nie działa. Nauka udowadnia, że coś jest, a nie, że czegoś nie ma, więc nie możemy tego obracać i mówić, że ponieważ nie jesteś w stanie udowodnić, że tego nie ma, to znaczy, że to jest. No, nie możemy robić tutaj kurtyzany z logiki, że tak ładnie powiem i takich twierdzeń sobie wymyślać, no bo wtedy odwracamy tutaj ciężar dostarczenia dowodu, który powinien leżeć na osobie, która mówi, że coś istnieje, że coś działa w taki, a nie inny sposób. Takiego dowodu nie mamy.

Druga rzecz, która już powinna dać do myślenia osobom, które o Prawie Przyciągania czytają, to właśnie tam słowo “energia” jest używane jako opisanie jakiegoś osobnego bytu, jakby jakiejś substancji, czegoś co faktycznie gdzieś tam podróżuje sobie przez świat, że jest jakąś chmurą magicznego pyłu albo jakąś taką chmurą fal czy wibracji, które faktycznie mają jakąś fizyczną postać.

No nie. Energia to jest po prostu miara wielkości. To jest wielkość fizyczna, która charakteryzuje jakiś przedmiot czy układ fizyczny i charakteryzuje zdolność do wykonania pracy. To tak z takich fizycznych definicji. Czyli to nie jest jakiś byt, to nie jest jakiś obłoczek materii, który jest gdzieś przesyłany. Energia to po prostu wielkość, tak jak długość. Czyli mam przedmiot i mogę określić jego długość, mogę określić jego wagę, mogę określić szerokość. No i też energię, np. energię potencjalną danego przedmiotu. Energia nie jest osobnym bytem, to jest po prostu cyferka, którą możemy opisać jakiś przedmiot, więc już samo to dyskredytuje w ogóle Prawo Przyciągania jako coś, co wysyła energię gdzieś do Wszechświata, a on tę energię zwraca w postaci tego, czego chcemy.

Trzecia rzecz, to jednym z takich najbardziej znanych guru w świecie Prawa Przyciągania jest dr Joe Vitale. Doktor oczywiście na początku, no bo wiadomo, to nadaje pewnej powagi i i sprawia, że możemy mu wierzyć, bo ktoś mu nadał tytuł doktora, więc ewidentnie warto mu zaufać. No ale to nie jest prawdziwy doktor – ani w znaczeniu lekarskim, ani w znaczeniu w ogóle, że ma jakiś faktyczny, “prawomocny” doktorat. Jeśli chodzi o jego wykształcenie, to chodził do Kent State University, ale nie ukończył go, a ten doktorat otrzymał – doktorat w cudzysłowie ogromnym – otrzymał w metafizyce z Uniwersytetu Metafizyki w Sedonie w Arizonie. Oczywiście, ten “uniwersytet” nie ma żadnych uprawnień do nadawania tytułu doktora, takiego faktycznego, prawdziwego. I jeszcze z tego, co wiem, to dostał doktorat honoris causa z jakiegoś uniwersytetu online. Więc to “dr”… No niby dostał jakiś papierek z tym doktorem z przodu, ale… Jeśli sprawdzimy, co to jest, to nie nadaje mu to wiarygodności.

I teraz dlaczego jeszcze to Prawo Przyciągania nie może działać? No bo zobacz, jakby to było super, gdybyś naprawdę mógł/mogła osiągnąć to, co tylko chcesz. Sukces, miłość, karierę, co tylko chcesz. Spełnić wszystkie swoje marzenia… jeśli tylko zmienisz swoje myślenie. Nieważne są jakieś przeszkody, czy to finanse, czy Twoje pochodzenie, czy Twoje wcześniejsze doświadczenia życiowe. Nieważne! Wystarczy, że zmienisz swoje myślenie, zaczniesz inaczej myśleć i zaczniesz przyciągać inne rzeczy do swojego życia. Jakie to jest cudowne, jakie to jest w ogóle wygodne i jakie wspaniałe, że wystarczy tylko zmienić myślenie, a całe Twoje życie się odmieni. Nie ukrywajmy, jest to dużo przyjemniejsze niż zaakceptowanie tego, że żyjemy w takim, a nie innym świecie, gdzie funkcjonuje kapitalizm. I tutaj naprawdę “żeby wygrać, trzeba grać”, a żeby wygrać, to trzeba nauczyć się tych reguł i nie mamy równego startu, wszyscy w tym systemie. Nie mamy równych szans, mimo że właśnie wielu guru nam to próbuje wmówić: że każdy z nas może w tym momencie odmienić swoje życie i osiągnąć wszystko, co tylko chce. To po prostu nie jest prawda. Niektórzy z nas mieli więcej szczęścia, chociażby rodząc się w takim, a nie innym państwie albo w takiej, a nie innej rodzinie. Jeśli to wszystko miałoby nie mieć znaczenia, bo ma znaczenie tylko to, co myślisz, to myślę, że w ogóle nie byłoby na tym świecie biedy, nie byłoby głodu, ubóstwa, bezdomności, no bo przecież wystarczy zmienić swoje myślenia i można w ten sposób też zmienić swoje życie. Oczywiście, są takie historie ludzi, którzy naprawdę mieli trudny start, ale dzięki swojej ciężkiej pracy i zdeterminowaniu, i prawdopodobnie też spotkaniu życzliwych osób na swojej drodze, udało im się coś fajnego w życiu osiągnąć. Natomiast to nie jest reguła. I jestem pewna, że to nie była kwestia pozytywnego myślenia, tylko właśnie ciężkiej pracy i determinacji.

I może się wydawać, że to no dobra, ale co mi szkodzi to, że ja sobie pomyślę, że ja sobie będę chciała przyciągnąć coś dobrego do swojego życia? Cokolwiek złego mi się może stać? Ale na przykład, co się może stać, to tak zwana toksyczna pozytywność, która mówi o tym, że gdy zmuszasz się do pozytywnego myślenia, to jakby “represjonujesz” swoje emocje, nie uznajesz ich takimi, jakie są. I to wpływa całościowo, negatywnie na Twoje zdrowie psychiczne. Bo oszukujesz siebie, że wcale nie czujesz smutku. No bo smutek to są niskie wibracje, złe wibracje, a Ty nie chcesz takich wibracji wysyłać do świata, więc zmuszasz się do tego, żeby jednak tej trudnej emocji nie odczuwać i zamiast tego chcesz myśleć pozytywnie.

Co jeszcze? W momencie, kiedy zaczynamy wierzyć w Prawo Przyciągania, to gdy przytrafia nam się jakaś choroba albo jakieś niepowodzenie w życiu, potkniemy się i złamiemy nogę, no to jakie jest wytłumaczenie? Ano takie. Że ewidentnie jest to twoja wina. No bo jeśli Prawo Przyciągania działa, to zdarzyło Ci się coś negatywnego dlatego, że Ty to przyciągnąłeś, czy przyciągnęłaś do swojego życia. Gdybyś tylko myślała inaczej, gdybyś przyciągała lepsze rzeczy. Gdybyś lepsze wibracje, wyższe wibracje wysyłała do świata, to przecież by Ci się to nie przydarzyło. Niezależnie od tego, czy to złamana noga, czy pobicie, czy zachorowanie na raka. Naprawdę, niestety słyszałam o takich osobach, które obwiniały inne osoby za ich choroby, ciężkie, na które nie miały wpływu absolutnie, dlatego, że “same tego chciały”. O tym jeszcze powiem w następnym odcinku, gdy będę mówić o medycynie i np. o różnych mitach związanych z depresją.

Prawo Przyciągania łączy się z afirmacjami. Afirmacje, czyli powtarzanie sobie pozytywnych zdań, które mają zmienić nasze nastawienie i mają sprawić, że będziemy wysyłać wysokie, pozytywne wibracje. Co pokazują jednak badania? Że to fantazjowanie o sukcesie może tak naprawdę zmniejszać szanse na jego osiągnięcie. Być może dlatego, że nasz mózg lubi się przygotowywać na różne trudne sytuacje. Ale w momencie, kiedy my mu pokazujemy, że to jest łatwe i to właściwie już się zdarzyło w naszej głowie, no to jakby nie trzeba się do tego przygotowywać. Robota zrobiona. No to heja! No i sukcesu nie ma, bo Twój mózg nie przygotował się do tego, żeby faktycznie się wziąć do roboty. Co więcej, badania pokazują również, że takie pozytywne fantazje czy afirmowanie sobie, że jestem pewna siebie, że jestem najlepsza, że osiągnę sukces w momencie, gdy jest to bardzo duży kontrast w stosunku do rzeczywistości, może być bardzo szkodliwe dla naszego dobrostanu psychicznego. A nawet jeśli to się dzieje przez dłuższy czas, może to prowadzić do depresji. Bo jak ja sobie powiem przed lustrem, że jestem piękna, mądra, zasługuję na sukces, jestem pewna siebie, jestem przebojowa i wszystko mi się uda i jeśli ja w to tak głęboko w sobie nie wierzę, to takie oszukiwanie siebie dzień po dniu bardzo negatywnie wpływa na Twoje myślenie o sobie. No bo myślisz o sobie jak o oszuście, jak o kimś, kto nawet o sobie opowiada jakieś bzdury.

Dlatego jeśli już chcesz sobie coś powtarzać w lustrze, to pamiętaj, żeby to było zgodne z faktami. Czyli faktem jest, że MOGĘ osiągnąć sukces (jeśli w to wierzysz, że możesz osiągnąć sukces), zamiast NA PEWNO osiągnę sukces, bo tego nie wiesz. To, że możesz osiągnąć, to to wiesz, bo prawdopodobnie, jeśli w to wierzysz i się postarasz, to ten sukces jest możliwy. Natomiast jeśli byś nawet w to wierzyła, ale byś powtarzała, że OSIĄGNĘ sukces, ale jednak go nie osiągniesz z różnych przyczyn, to znowu: nie będzie to dla Ciebie dobre. Co jeszcze się sprawdza, to połączenie poczucia sprawczości z oczekiwaniami istotnych korzyści z osiągnięcia wybranego celu. Czyli: pracuj nad swoim poczuciem sprawczości, np. poprzez małe sukcesy, zapisywanie sobie codziennie swoich małych sukcesów. Pracuj też nad samowybaczaniem, czyli nie samobiczuj się, że coś się nie udało, bądź bardziej wyrozumiała, wyrozumiały. I gdy sobie coś planujesz, gdy myślisz o Twoich przyszłych działaniach, to znajdź powody, dla których realizacja tych celów będzie dla Ciebie wartościowa i ten cel będzie dla Ciebie atrakcyjny.

No i dobra. I niektórzy mogą tutaj odpowiedzieć, że Prawo Przyciągania działa nie na tym poziomie metafizycznym, że “ja nie wierzę w te wysokie wibracje, w to wysyłanie energii, tylko po prostu nastawienie się pozytywnie do jakiegoś działania jest lepsze i sprawia, że faktycznie będziemy działać w tym kierunku”. I generalnie się z tym zgadzam. Ale wtedy już nie mówimy o Prawie Przyciągania. Tylko po prostu: masz cel, tworzysz plan, myślisz o potencjalnych przeszkodach, przygotowujesz się i działasz. I nie potrzebujesz tu jakichś specjalnych afirmacji.

To tyle w części pierwszej. W kolejnej części – która nie będzie za dwa tygodnie, bo muszę sobie zdecydowanie zrobić przerwę od tej tematyki — porozmawiamy sobie o fizyce kwantowej jako wytłumaczeniu każdej pseudonaukowej teorii, o poziomach świadomości i o spiskach Big Pharmy. Podsumuję też oba odcinki, odbijając niektóre argumenty zwolenników tych teorii i podpowiem jak weryfikować informacje i źródła, by nie dać się wciągnąć w mambo-dżambo.

Do usłyszenia w kolejnym odcinku, już za dwa tygodnie – to będzie odcinek z gościem, a za jakiś czas zaproszę Cię również na część drugą tego cyklu. Dzięki serdeczne.

Linki do źródeł, z których korzystałam, przygotowując się do tego odcinka

Po polsku:

Po angielsku:

 

Spodobało się? Pomogłam Ci?
Postaw mi kawę, bym mogła tworzyć więcej treści! :)
Wypiję za Twoje zdrowie :)