Zenbox to serwis hostingowy, w którym od początku trzymam swoje strony internetowe. Chwalą się na swojej stronie, że na wszystkie zapytania helpdesk odpowiada do 8 minut. I… to PRAWDA! Kiedyś wywaliłam w kosmos stronę w pewne niedzielne południe. Po paru minutach już śmigała z powrotem 🙂 Imponujące, prawda? Ale Ty tak nie musisz. Na końcu wpisu pobierzesz bezpłatnie checklistę 15 przykładowych granic do wprowadzenia we własnym biznesie!
W tym wpisie:
Presja na bycie dostępną w biznesie online
Ten wpis nie jest reklamą Zenboksa (choć jeśli szukasz hostingu, to polecam – link afiliacyjny ;)). W tym wpisie chcę Ci powiedzieć, że… nie musisz być jak Zenbox.
Oni wpisali to sobie w swój model biznesowy i mają 32 osoby, które pracują tylko i wyłącznie nad tym, by pomagać klientom w problemach technicznych.
Ty jesteś jedna (z takimi biznesami najczęściej pracuję, więc tak zakładam). I jeśli Twoim wyróżnikiem marki nie jest ekspresowa obsługa klienta, to…
- nie musisz odpowiadać na maile w 8 minut.
- nie musisz sprawdzać skrzynki w weekend.
- nie musisz pracować nad projektami wieczorami.
Choć możliwe, że myślisz, że musisz. Że tak trzeba. Że przecież życie przedsiębiorcy takie jest, że nie ma ani chwili odpoczynku.
A kto tak powiedział?
Pracowałam kiedyś z pewną wirtualną asystentką, nazwijmy ją Aneta. Aneta miała w głowie wieczną presję na szybkie oddawanie zadań. Ważne – ta presja była TYLKO w głowie. Bo klienci tego wcale od niej nie oczekiwali! Opowiadała mi, że niejednokrotnie pracowała nad czymś całą noc, wysyłała projekt z samego rana, po czym klient odpisywał “Dzięki”… po 3 dniach. Nawet mimo wskazanego przez klienta deadline’u np. na za tydzień, Aneta “musiała” wykonać zadanie po najdalej 2 dniach.
Tak, wiem, że zdarzają się tacy klienci, którzy po 5 godzinach od zlecenia zadania już się o nie z niecierpliwością dopytują. Ale dobre wieści: po pierwsze, nie musisz się poddawać tej presji. Po drugie, możesz wyznaczyć konkretne zasady współpracy, które sprawią, że takie wiadomości się nie pojawią lub będziesz je ze spokojem ignorować. Po trzecie: nie musisz pracować z takimi klientami. Ale wiem, że wszystkie te wieści mogą być dla Ciebie trudne. Dlaczego tak jest?
Dlaczego tak trudno nam stawiać granice w biznesie online?
Tak naprawdę u każdej z nas będzie to trochę coś innego, ale pracując z przedsiębiorczyniami, zaobserwowałam dużo wspólnych punktów. Na przykład, od dziecka były wychowywane w ten sposób, że mają być miłe, uśmiechnięte, dostępne, gotowe do pomocy. I najlepiej, żeby nikt się nie zdenerwował – żeby nie sprawiać problemów.
Wyświechtane już powiedzenie “Klient nasz pan” stało się mimowolnym wewnętrznym przekonaniem, które sprawia, że się uginamy.
Wiele z nas żyje z wewnętrznym lękiem, że jak postawię granicę, gdy np. powiem, że jestem niedostępna w weekend, to stracę klientkę, pójdzie gdzie indziej. Albo że jak nie zgodzę się na “projekcik na już”, to klient uzna mnie za trudną i rozejdzie się fama o mnie po całym internecie.
Rozumiem to. Sama byłam tam przez długi czas.
Dochodzi tu jeszcze coś: własna tożsamość zawodowa. Wielu z nas (szczególnie kobietom) biznes kojarzy się z pomocą. Z misją. Z byciem „dla ludzi”. A przecież jak stawiasz granice, to może jesteś za mało oddana, za bardzo skupiona na sobie? Tu zaczynają się dylematy, które nie mają nic wspólnego z jakością naszej pracy – ale z tym, jak same siebie postrzegamy.
Do tego dochodzi lęk przed konfliktem. W biznesie online często działasz sama, nie masz zespołu, który „przyjmie na klatę” trudniejszego klienta. Wszystko jest bardzo osobiste. Więc jeśli ktoś napisze „jestem rozczarowana” albo da ci znać, że nie podoba mu się twoja zasada – możesz to poczuć jako atak na siebie, a nie jako zwykłą informację zwrotną. I wtedy… łatwiej odpuścić niż wytrwać przy swoich warunkach.
3 przykłady granic w biznesie online, które możesz wprowadzić już dziś
Nie musisz od razu pisać na Instagramie: „Od dzisiaj nie ma wyjątków. Koniec z klientami, którzy nie szanują mojego czasu!”. Naprawdę nie trzeba iść w rewolucję. Zamiast tego zacznij od drobnych zmian, które przetestujesz na spokojnie.
Oto kilka prostych przykładów, które pomogą Ci odzyskać przestrzeń i poczucie wpływu. Możesz je dopasować do swojego stylu pracy i komunikacji:

- Na maile odpisuję w ciągu 48h roboczych.
- Nie przyjmuję zleceń na ostatnią chwilę (chyba że z sowitą dopłatą i tylko wtedy, gdy mam na to przestrzeń).
- Nie zaczynam współpracy bez umowy i przedpłaty.
Czy wszyscy to zaakceptują? Nie. I to jest OK. Osoby, które się buntują przeciwko Twoim granicom, to często osoby, które najbardziej ich… potrzebują. A niektóre po prostu nie są Twoimi klientami. I bardzo dobrze – im wcześniej to się okaże, tym lepiej dla Ciebie.
Jak testować granice, nie robiąc rewolucji?
Nie musisz od razu pisać newslettera z tytułem „Koniec z tym cyrkiem!” (choć przyznaję, że kliknęłabym ;)).
Wystarczy, że:
- Wybierzesz jedną lub dwie granice, które są dla Ciebie szczególnie ważne.
- Zastanowisz się, jak je zakomunikować jasno, ale spokojnie.
(„Na wiadomości odpisuję w ciągu dwóch dni roboczych. Dzięki za cierpliwość!”) - Sprawdzisz, jak to zadziałało.
Może nikt się nawet nie zorientuje, że coś się zmieniło. A może… odetchniesz z ulgą. - Przygotuj się na chwilowy dyskomfort.
Może pojawi się niepokój: „A co, jeśli ktoś się obrazi?” Ale za tym dyskomfortem przyjdzie coś znacznie lepszego – poczucie spokoju, wpływu, przestrzeni.
Granice w biznesie online jako narzędzie wolności i zadowolenia
To nie Ty jesteś trudna. To po prostu nie miałaś do tej pory warunków, by pracować w spokoju i zgodzie ze sobą.
Biznes online nie musi przypominać wiecznej służby ratunkowej. Możesz działać mądrze, z troską o innych – ale też o siebie. Możesz budować markę, która wspiera… nie wypala.
Pobierz checklistę granic przedsiębiorczyni!
A jeśli nie wiesz, od czego zacząć – przygotowałam dla Ciebie “Checklistę granic przedsiębiorczyni” – 15 przykładów granic z różnych obszarów biznesu (np. komunikacja, czas, pieniądze, emocje). Możesz ją wydrukować, ocenić, które granice już masz, które chcesz przetestować – i zrobić sobie spokojny plan działania.
Zacznij od jednej rzeczy. Daj sobie prawo. I nie musisz być jak Zenbox 🙂


