KOSZYK

Dlaczego warto się uczyć coachingu (i jak może to zmienić Twoją pracę jako edukatorki)?

,
2025-07-22

Minęło już 8 lat, odkąd odebrałam swój dyplom studiów coachingowych (zdjęcie w treści :)). Z zewnątrz może się wydawać, że nauka coachingu to głównie poznawanie modeli, narzędzi i struktur rozmowy. I owszem, to ważna część. Ale z mojego doświadczenia (i doświadczenia edukatorek, które uczą się ze mną), coaching przynosi znacznie więcej niż tylko kompetencje. Co więc dostajesz, ucząc się coachingu, nawet jeśli nie chcesz zostać profesjonalną coachką?

Przyznam szczerze, że kiedy zaczynałam uczyć się coachingu, myślałam głównie o tym, żeby zyskać konkretne umiejętności, żeby po prostu zostać zawodowym coachem. Nie spodziewałam się, czego jeszcze nauczę się po drodze – i będę uczyć się niemal codziennie, zarówno na kolejnych szkoleniach, jak i w pracy z klientkami. Poniżej dzielę się tym, co się we mnie zmieniło dzięki nauce coachingu i dodaję wskazówki, jak możesz to wykorzystać Ty w swojej pracy edukatorki 🙂

A więc: dlaczego warto się uczyć coachingu, nawet gdy nie chcesz zostać coachem?

1. Większa otwartość na innych

Wyrosłam w domu, w którym ludzi często oceniało się według stereotypów. Nic dziwnego, że i ja tak patrzyłam na świat – w sposób bardzo ograniczony, oceniający. Miałam w głowie różne “normy”, a wszystko poza nimi było, cóż, nienormalne. Dziwne. Lepiej się trzymać z daleka. A do tego wychowywałam się w małym mieście, gdzie “innych” osób nie było – albo może po prostu doskonale się ukrywali, wiedząc, co ich czeka ze strony małej społeczności. 

Pamiętam, jaki zachwyt poczułam, gdy na szkolnej wycieczce do Warszawy w gimnazjum pierwszy raz w życiu zobaczyłam w kawiarni dwie dyskutujące osoby głuche. W ich rozmowie w języku migowym było tyle pasji i emocji, jakich dawno nie słyszałam w „zwykłej” rozmowie sprawnych osób. Była to dla mnie totalna nowość.

Gdy byłam na studiach, mam wrażenie, że trzymałam się w pewnej bańce i dopiero szkoła coachingu pozwoliła mi z tej bańki wyjść i otworzyć się na innych ludzi – z ich różnymi historiami, pasjami, trudnościami, poglądami… Dopiero wtedy w pełni poczułam, że stereotypy wcale nie muszą być prawdziwe (a tak po “coachowemu”, to nazywamy je przekonaniami ;)).

Kiedy uczysz tematu, na którym się doskonale znasz, łatwo wpaść w różne pułapki, np.: „To przecież proste, wystarczy zrobić XYZ, dlaczego ona tego nie wie?”. Coaching pomógł mi wyjść z tego schematu. Zamiast oceniać, że ktoś się nie przykłada czy nie ma talentu, zacznij być ciekawa: Co stoi za tym zachowaniem? Czego ta osoba naprawdę potrzebuje?

Dzięki temu zyskasz więcej cierpliwości do swoich klientek. Dostrzeżesz więcej ich zasobów, a nie tylko „braków”. To zupełnie zmienia jakość pracy.

2. Zrozumienie, że każdy z czymś walczy

Jako nastolatka zaczytywałam się w motywacyjnych książkach bogatych amerykańskich białych mężczyzn, guru biznesu i rozwoju osobistego. Dały mi one klarowny obraz świata: wystarczy, że czegoś bardzo mocno chcesz, a na pewno to osiągniesz. Musisz się zaprzeć, zacisnąć zęby, zmotywować i po prostu działać. Możesz mieć wszystko, niezależnie od punktu, z którego startujesz!

Klarowny, ale jakże nieprawdziwy! Boleśnie się o tym przekonałam, gdy wielokrotnie okazało się, że chęci nie wystarczą – zarówno moje, jak i czyjeś. Dzięki nauce coachingu odkryłam, że nic nie musi być takie, jakim się wydaje. Poznałam różne historie. I co się okazało? Nie każda trudność jest widoczna. Nie każdy opór wynika z lenistwa. I że naprawdę trudno się “zmotywować”, gdy dotyka Cię choroba, strata bliskiej osoby czy jakakolwiek inna trudna sytuacja, której nie są w stanie zrozumieć bogaci amerykańscy biali mężczyźni.

Kiedy uczysz się słuchać i zadawać pytania, zaczynasz dostrzegać, że za zachowaniami uczniów, klientów czy kursantek często stoją emocje, lęki, przekonania. I że naprawdę nie wszystko da się rozwiązać jeszcze jednym PDF-em z wiedzą.

Każdy Twój klient, każda kursantka nosi w sobie coś, o czym nie masz pojęcia. Presję, stres, niskie poczucie własnej wartości. Kiedy to rozumiesz, przestajesz się złościć, że ktoś znowu nie zrobił zadania albo ciągle wraca z tym samym problemem. Zamiast tego zaczynasz tworzyć przestrzeń, w której można się otworzyć. A to jest droga do realnej zmiany i rozwoju 🙂

co daje nauka coachingu

Pełna dumy po odbiorze dyplomu studiów podyplomowych Coaching w Biznesie, 1.07.2017.

3. Akceptacja tego, co jest

Akceptacja to słowo, które wiele osób niewłaściwie rozumie. A to przecież nic innego, jak po prostu uznanie tego, co faktycznie się dzieje. Akceptacja nie oznacza, że nic nie zmieniam, nic z daną sytuacją nie robię, tylko przyjmuję, że na teraz tak właśnie jest. A jeśli nie mogę tego zmienić, to nie walczę z tym na siłę. Bo szkoda nerwów 😉

W coachingu przyjmuję klienta takiego, jakim jest i nie wymyślam dla niego szufladki, w jaką muszę go wcisnąć. Akceptuję też to, co mówi, jako prawdę.

Coaching uczy pokory. I jednocześnie daje siłę, by działać mądrze – nie z poziomu frustracji, tylko z poziomu kontaktu ze sobą i z drugą osobą. Tę postawę możesz też wykorzystać w swojej pracy edukatorki. Zamiast skupiać się na brakach (czego jeszcze nie umiesz), zauważ, doceń i wykorzystaj to, co Twoja klientka już umie! Jednocześnie nie pchaj jej na siłę w jakimś kierunku. Taki klimat zaufania i akceptacji pomaga ludziom rozkwitać.

4. Świadomość, że jesteśmy różni

…i że to jest ok. Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia (patrz punkt 1)! Dziwne było dla mnie to, że ktoś może chociażby nie lubić tych potraw co ja albo – co gorsza – mieć odmienne poglądy polityczne! 

Szkoła coachingu dała mi możliwość bliskiego poznania bardzo różnych osób. Okazało się, że można mieć różne wartości, poglądy, upodobania, potrzeby, zainteresowania, cele, a wciąż się nie tylko szanować, ale i lubić.

Coaching pokazał mi, że nie ma jednego “powinno się”, “trzeba”, “musisz”, a w pracy edukatorki – że różnorodność stylów myślenia, uczenia się, działania to coś, co warto uznać i z czym warto umieć pracować. Bo nie każda osoba uczy się tak samo. Nie każdy pracuje w tym samym tempie. Nie każdy potrzebuje tej samej metody.

Zamiast myśleć: “To nie działa, muszę zmienić program”, zastanów się “Dla kogo to działa? Jak mogę wspierać różnorodność?”. Coaching uczy elastyczności i indywidualnego podejścia. A to jedno z najważniejszych narzędzi edukatorki!

5. Rezygnacja z oceniania

Miałam z tym kiedyś ogromny problem – to w sumie mocno się łączy z punktami 1 i 4 🙂 Za stereotypem czy za jakimś elementem wyglądu od razu szła w mojej głowie ocena danej osoby – mimo że nic o niej nie wiedziałam! 

Postanowiłam nad tym popracować podczas sesji jako klientka w ramach praktyki w szkole coachingu. I wymyśliłam takie ćwiczenie: za każdym razem, gdy usłyszę w głowie oceniającą myśl, szukam 5 powodów, dla których ktoś w dany sposób wygląda lub się zachowuje, w tym jeden totalnie odjechany.

Zobaczyłam potem na mieście chłopaka z bujną brodą. Broda była ciemnobrązowa, poza jedną kępką, która była biała. W pierwszej chwili pojawiła się oceniająca myśl – no wariat, ale sobie pofarbował! Dopiero po chwili przyszła racjonalna myśl: bielactwo. Potem wymyśliłam jeszcze trzy kolejne powody i jeden totalnie odjechany: chłopak był członkiem tajnego bractwa, które rozpoznaje się właśnie po białej kępce w brodzie 😉 Polecam tę metodę! Pozwala nabrać dystansu do oceniających myśli i w końcu przeprogramowuje mózg tak, że najpierw szuka bardziej racjonalnych powodów danej sytuacji.

Brak oceny to jedna z największych zmian, jakie widzą u siebie uczestniczki mojego programu Podstawy Coachingu dla Edukatorek . Kiedy uczysz się zadawać pytania zamiast wydawać osądy, coś się w Tobie zmienia. Pojawia się więcej ciekawości, a mniej irytacji. Więcej otwartości, a mniej presji. Więcej relacji, a mniej prób “naprawiania” innych.

Zamiast oceniania, bądź ciekawy drugiego człowieka – to jedno z najważniejszych zdań, które noszę w sercu odkąd uczę się coachingu.

Gdy w Twojej grupie jest osoba “trudna”, wycofana, chaotyczna, zamiast etykiety, spróbuj spojrzeć z poziomu zrozumienia. Nie wiesz, co się dzieje po drugiej stronie ekranu. Ale możesz być dla tej osoby kimś, kto ją usłyszy. To zmienia relacje. To zmienia proces uczenia.

Bonus: lepsze relacje

Wszystkie z tych punktów też bardzo pozytywnie wpływają na komunikację międzyludzką,  nie tylko w sytuacjach zawodowych. Zresztą, wiele moich koleżanek i kolegów ze szkoły coachów właśnie to najbardziej doceniło: że polepszyły się ich relacje z innymi. Bo jeśli nie oceniam, to jestem otwarta na rozmowę. Jeśli zadaję pytania, to poznaję lepiej drugą osobę. Jeśli nie robię założeń, to nie wkurzam się na drugą osobę za coś, czego wcale nie miała na myśli 🙂

Nauka coachingu to nie tylko umiejętność zadania „dobrego pytania”. To sposób bycia, który przenosi się na wszystko: jak uczysz, jak słuchasz, jak wspierasz innych i siebie.

Nie musisz chcieć prowadzić sesji coachingowych, żeby skorzystać z podejścia coachingowego. Możesz być edukatorką, która po prostu chce wspierać ludzi lepiej. Uczyć skuteczniej. Prowadzić rozmowy z większą lekkością i sensem.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak coaching może wzbogacić Twój biznes edukacyjny, dołącz do newslettera „Notatki Świadomej Edukatorki”. Znajdziesz tam inspiracje, wskazówki i zaproszenia do dalszej nauki, jeśli poczujesz, że to coś dla Ciebie.

Dołącz do newslettera dla edukatorek!

Zostaw swój adres i do zobaczenia w skrzynce ?

Ostatnie wpisy