Hobby ma to do siebie, że na nim nie zarabiamy – wprost przeciwnie, raczej pochłania nam coraz więcej środków. Co więc robić, by biznes, a szczególnie biznes coachingowy, nie był kosztownym hobby, ale prosperował i przy nosił satysfakcję?

Małgorzata Żukowska – coach biznesowy, mentorka i autorka. Pomaga coachom budować stabilne i prosperujące biznesy.
Praktykę coachingową rozpoczęła w 2003 w USA. Ukończyła studia psychologiczne na Loyola University of Chicago, a później szkołę coachingu International Coach Academy. W USA stworzyła prosperującą praktykę coachingową opartą na coachingu indywidualnym. W 2009, po 25 latach re-emigrowała z rodziną do Polski. Na nowym gruncie rozwinęła firmę life coachingową oferującą coaching indywidualny i grupowy.
W 2011 stworzyła kompleksowy program PROSPERUJ JAKO COACH, pomagający coachom zbudować doskonale prosperujące i trwałe biznesy, dzięki którym mogą pomóc wielu ludziom i organizacjom, ulepszyć świat i spełnić swoje powołanie.
Autorka podręcznika biznesowego dla coachów COACHING TO NIE HOBBY, pokazującego, że coaching to nie tylko wzniosła pasja, ale również dochodowy biznes, dzięki któremu coachowie mogą zarabiać, utrzymywać siebie i swoje rodziny i spełniać marzenia.


Notatki do odcinka


Transkrypcja – podcast do czytania

Cześć, z tej strony Emilia Wojciechowska. Jestem coachem i trenerką mentalną i prowadzę dla Ciebie podcast „Niezarobiona jestem”, w którym uczę, jak osiągać więcej, stresując się mniej.

Odcinek 16: Biznes po swojemu: Coaching to nie hobby. Rozmowa z Małgorzatą Żukowską.

Hobby ma to do siebie, że na nim nie zarabiamy – wprost przeciwnie, raczej pochłania nam coraz więcej środków. Co więc robić, by biznes, a szczególnie biznes coachingowy, nie był kosztownym hobby, ale prosperował i przy nosił satysfakcję? Zapraszam Cię serdecznie do wysłuchania rozmowy z Małgorzatą Żukowską, która jest coachem biznesowym, mentorką i autorką.

Małgosia pomaga coachom budować stabilne i prosperujące biznesy. Sama praktykę coachingową rozpoczęła w 2003 roku, gdy w USA stworzyła praktykę opartą na coachingu indywidualnym. W 2009 roku wróciła do Polski i na nowym gruncie rozwinęła firmę life coachingową oferującą program indywidualny i grupowy. W 2011 stworzyła kompleksowy program PROSPERUJ JAKO COACH, który pomaga coachom zbudować doskonale prosperujące i trwałe biznesy, dzięki którym mogą pomóc wielu ludziom i organizacjom, ulepszyć świat oraz spełnić swoje powołanie. Gosia jest też autorką podręcznika biznesowego dla coachów Coaching to nie hobby, pokazującego, że coaching, to nie tylko wzniosła pasja, ale również dochodowy biznes, dzięki któremu coachowie mogą zarabiać, utrzymywać siebie oraz swoje rodziny, oraz spełniać marzenia. Zapraszam do naszej rozmowy.

Emilia Wojciechowska: Cześć, Gosiu, witam Cię serdecznie. Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do mojego podcastu.

Małgorzata Żukowska: Cześć, Emilia. To ja Cię witam też serdecznie i bardzo dziękuję za zaproszenie. Jak przejrzałam Twój podcast, to poczułam, że no, chciałabym tam wystąpić.

EW: Super, ja Cię też w tym podcaście już od dawna widziałam, więc cieszę się, że w końcu mogłam zrealizować ten plan. Gosia, mam taką tradycję, że każdy podcast zaczynam od tego, żeby i siebie, i słuchaczy wprowadzić w taki nastrój skupienia, zrelaksowania i uspokojenia, żeby się lepiej, uważniej słuchało, dlatego też Ciebie chciałam zaprosić do wzięcia takiego wspólnego głębokiego oddechu i podczas tego oddechu postaraj się poczuć, jak całe Twoje ciało w tej sekundzie się relaksuje.

MŻ: Super, z przyjemnością.

EW: To zapraszam. Jeden głęboki oddech uważny.

Długi wdech i długi wydech.

EW: Dzięki, dzięki za to Tobie i dzięki słuchaczom. Teraz możemy przejść do rozmowy, bo jestem podekscytowana, więc trochę mi tutaj zeszło i mam nadzieję, że będę się mogła lepiej skupić na rozmowie z Tobą. Gosiu, zaprosiłam tutaj Ciebie do cyklu „Biznes po swojemu” i zaraz zdradzę słuchaczom, dlaczego właśnie Ciebie widzę jako osobę, która prowadzi swój biznes po swojemu. Natomiast na początek chciałabym spytać, co to dla Ciebie znaczy: prowadzić biznes po swojemu?

MŻ: Myślę, wiesz co, że idea w ogóle własnego biznesu, to jest idea biznesu po swojemu. Dlatego że jak mamy ochotę na swój własny biznes, to zazwyczaj dlatego, że lubimy niezależność, lubimy wolność, mamy jakieś swoje pomysły, które chcemy realizować, i zaczyna się w ogóle od siebie, no bo swój biznes. I później jak w ten biznes wejdziemy, to dla mnie ta idea biznesu po swojemu, to jest układanie sobie po swojemu wszystkich klocków biznesowych. Nie tylko dlatego, że ja mam swój biznes i to już jest po swojemu, tylko że wszystko, co tam się dzieje – w miarę możliwości oczywiście, dlatego że pewne rzeczy i tak musimy robić, czy chcemy, czy nie chcemy – ale wiele rzeczy w tym biznesie możemy ustawić sobie tak, żeby czuć się w nim dobrze. Czy to będzie marketing, czy to będzie dobór klientów, czy to będzie dobór godzin pracy, czy to będą metody pracy, czy to będzie z kim pracujemy, z jakiej pomocy korzystamy, to to jest dla mnie właśnie po swojemu. Bardzo dużo uwagi poświęcam temu, czy to jest po mojemu i czy to jest tak, jak ja chcę. Bo ja sobie nie chcę stworzyć takich warunków pracy, jak te, z których kiedyś uciekłam po prostu.

EW: Tak, to jest właśnie tak jak powiedziałaś, że dla Ciebie każdy, kto się decyduje na własny biznes, to już ma biznes po swojemu… Ja w ogóle do wszystkich osób, które zakładają własny biznes, czuję taki ogromny respekt, bo w sumie dopiero kiedy się samemu spróbuje, to się widzi, ile to jest pracy i takiego mentalnego ciężaru… Że mimo że ja się staram i też tego zawsze uczę klientów, że „dobra, ustal sobie godzinę, o której kończysz, i zrób sobie taką godzinę wyjścia z pracy”, to jednak cały czas jesteś w tej pracy, bo Ty jesteś tą firmą, szczególnie jeśli masz jednoosobowy biznes, prawda?

MŻ: Tak, to jest też, wiesz, tak naprawdę do wytrenowania swojego umysłu, żeby umysł kończył pracę w godzinach pracy, i to oczywiście nie zawsze się udaje i nie zawsze nawet masz ochotę, żeby to się udało. Czasem jest okej, wiosłować sobie na kajaku i pomyśleć o jakimś produkcie, ale jeśli ten biznes zajmuje Ci głowę przez cały czas, to oczywiście jest niezdrowo, bo trzeba od niego odpoczywać.

I my się musimy nauczyć takich dwóch rzeczy: z jednej strony tej takiej – przynajmniej u mnie to było problemem na początku pracy – takiej dyscypliny pracy, że jak mam te godziny, to ja pracuję, a nie sprzątam, piorę i inne rzeczy w tym czasie robię, dziecko odbieram z przedszkola, tylko jak mam pracować, to pracuję, ale też jak kończę pracę, to już nie pracuję. Bo nam się to wszystko miesza i trzeba sobie po prostu tym zarządzić, tego się zwyczajnie trzeba nauczyć.

EW: Tak, ale to fajnie, że też powiedziałaś, że to jest okej – na kajaku, czy pod parasolem, jak przyjdzie pomysł, to fajnie. I to fajnie, że nam mogą przychodzić różne pomysły i najczęściej wtedy przychodzą, kiedy jesteśmy zrelaksowani.

MŻ: Dokładnie, ale z kolei jak czujesz, że nie możesz się oderwać i przez cały czas w tym biznesie jesteś i to nie z takiej potrzeby kreacji, nie z funu, ale jesteś, bo boisz się, że nie będziesz miała wielu klientów, bo boisz się, że musisz, wiesz, pedałować w tym biznesie, to wtedy się robi niezdrowo. Bo wtedy jest obciążenie i za jakiś czas zwyczajnie można się wypalić tak samo jak w pracy korporacyjnej.

EW: No właśnie. Ale jednocześnie pomimo tego, że zachęcamy tutaj, żeby nie być cały czas w pracy w tym swoim biznesie, to też właśnie tutaj zdradzam, dlaczego Cię zaprosiłam: bo „biznes to nie hobby”. Ty masz takie hasło, jesteś pierwszą osobą, na którą ja natrafiłam, gdy skończyłam studia coachingowe, która mówiła o tym, jak zarabiać na coachingu, że na coachingu da się zarabiać w ogóle w Polsce, w polskich warunkach, że to jest możliwe i że masz do tego prawo, Ty, coachu, czy Ty, osobo wykonująca inny zawód pomocowy. I jasne, tutaj będziemy głównie pewnie mówić o tym coachingu i może innych zawodach pomocowych, ale tak sobie myślę, że to wszystko, co Ty mówisz do coachów, to też w punkt jest w ogóle do osób prowadzących biznes. Że biznes, to nie jest hobby i biznes jest po to, żeby na nim zarabiać. Powiedz mi właśnie, skąd się wzięło to hasło, że coaching to nie jest hobby?

MŻ: Wiesz co, to jest hasło, które ja gdzieś usłyszałam lata temu jeszcze, kiedy mieszkałam w Stanach: „Coaching is not a hobby”. I to właśnie było powiedziane przez coacha biznesowego do coachów, którzy próbowali zarabiać, i mnie się to hasło bardzo spodobało, dlatego że bardzo wiele osób, które wchodzi w coaching czy właśnie inne zawody pomocowe, wchodzi z takim oporem troszeczkę do zarabiania, do brania pieniędzy dziwnym, z taką niepewnością, czy ja już mogę, czy ja się nadaję, czy w ogóle, czy mi wolno i zaczyna tę swoją działalność tak traktować wręcz przepraszająco i hobbystycznie.

Po pierwsze: To moim zdaniem nie prowadzi do żadnego wielkiego rozwoju, bo jeżeli na tym nie zarabiasz, to wtedy oczywiście musisz mieć drugą pracę, pracować gdzieś tam jeszcze i zajmować się czymś innym.

Po drugie: Jeżeli pracujemy klientami za darmo czy za półdarmo, to też wcale nie służy tym klientom. Klienci najlepiej korzystają z czegoś wtedy, jeżeli za to płacą, jeżeli się podpisują pieniędzmi pod tymi swoimi zmianami, pod tymi działaniami.

I to wszystko zaczyna wtedy jakoś tak rozłazić między palcami. Spotkałam w Polsce bardzo wielu coachów, którzy skończyli szkoły coachingowe, nazywali się coachami, ale na tym nie zarabiali albo zarabiali sporadycznie, albo robili to za półdarmo, albo w ogóle za darmo. No i właśnie stąd zrodził się pomysł, że coaching to nie hobby, tylko jeżeli chcesz z tej swojej pasji zrobić coś, czym zajmujesz się tak naprawdę, na stałe, to musisz na tym zarabiać. I że to jest fun zarabiania tych pieniędzmi i fun brania tych pieniędzy, i fun mówienia klientom, ile to ma kosztować. I po prostu robienie z tego biznesu, który może Cię utrzymać zwyczajnie i Twoją rodzinę.

Zresztą ja byłam na początku w takiej sytuacji. Wychowuję sama dwójkę dzieci, więc jak stawiałam swój biznes, to ja nie miałam takiej opcji, że mogę sobie postawić hobbystyczny biznes, który tam gdzieś po godzinach będę robić, bo ja już nie miałam tych „pogodzin”, tylko musiałam od razu zarabiać, i dlatego ja jestem za tym bardzo, żeby od razu, jeżeli chcesz w to wchodzić i chcesz zarabiać, to po prostu traktuj to jak biznes, a nie jak hobby.

EW: Bo tak swoją drogą, coaching to jest bardzo drogie hobby, najpierw szkoła coachingowa, później różne kursy doszkalające, bo przecież wiadomo, że na jednym się nie kończy, jakieś tam zainteresowania wraz z praktyką się trochę zmieniają albo rozszerzają, więc chcemy się dowiadywać więcej i więcej, i w końcu warto by było na tym sobie zarobić, zarobić na to wszystko, co wydaliśmy na te szkolenia, nie?

MŻ: Oczywiście że tak. Nie mówiąc już o tych wszystkich doświadczeniach życiowych, które żeśmy przeszli też. Dlatego że coachami są osoby dojrzałe, to nie są osoby, które mają zazwyczaj dwadzieścia lat, tylko więcej. To są osoby, które przedtem miały inne stanowiska, inną karierę, wychodzą z tych karier. Więc to nie jest tylko ryzyko finansowe, które podejmujemy płacąc za szkołę, kursy itd., ale również takie ryzyko życiowe – zrezygnowania albo próby zrezygnowania ze swojej ścieżki kariery, przemodelowania się na coś innego. Więc tak, koszty tego są duże.

EW: A powiedz, Małgosiu, w jaki sposób doszłaś do tego, że Ty właśnie chcesz pomagać innym coachom rozwijać biznes?

MŻ: Wiesz co, Emilia? To było przez przypadek troszeczkę, choć oczywiście nie wierzę w przypadki i ten „przypadek” pewnie po prostu miał mi się wydarzyć. Ja sama jak rozwijałam swój własny biznes coachingowy, to wcale mi tak łatwo nie szło. Przez pierwsze dwa lata naprawdę borykałam się z brakiem klientów, brakiem pieniędzy, myśleniem o tym, czy mi starczy na chleb i owsiankę dla dzieci i inne rzeczy. I wcale mi łatwo nie było. I ja korzystałam sama z wielu różnych kursów rozwojowych, biznesowych, jeszcze mieszkając w Stanach. Bardzo wiele z nich było mało pomocnych szczerze powiedziawszy, bo po prostu obiecywało takie troszeczkę gruszki na wierzbie, że jak już zrobisz tę jedną rzecz, to oczywiście wtedy wszystko kliknie w jedno miejsce i będzie dobrze, a tak nie było. I w końcu trafiłam na program, który w taki holistyczny kompleksowy sposób od początku do końca pomógł mi postawić biznes, dlatego że zajął się wszystkimi obszarami tego biznesu i nie obiecywał, że jeden jakiś tam złoty środek mi pomoże, tylko nauczył mnie kompleksowego marketingu i takiego trudniejszego marketingu, który polegał na tym, że trzeba naprawdę wyeksponować się i wyjść do ludzi, a nie czekać, że tam mnie gdzieś ktoś wylansuje i odkryje zza ekranu komputera. Ja ten program skończyłam, postawiłam swój biznes na nogi, bardzo dobrze mi się działo i – ponieważ wtedy wróciłam do Polski w 2010 – po dwóch latach chciałam zaprosić do Polski mojego byłego coacha, który ten program reprezentował, żeby zrobił tutaj też wystąpienie dla ICF i żeby ruszyć coś z tym. Bo widziałam, że bardzo wielu polskich coachów też boryka się z dokładnie tym samym problemem, co ja kiedyś. No i mój coach miał przyjechać, ale w ostatniej chwili coś się wydarzyło w jego życiu i po prostu musiał zrezygnować z tego wyjazdu. I mówił: „Słuchaj, to Ty to zrób. Przecież Ty masz swój biznes postawiony bardzo dobrze, bardzo dobrze Ci idzie, postawiłaś biznes w Stanach, postawiłaś biznes w Polsce, wiesz dobrze, z czym to się je”. W tamtym czasie w ogóle nie brałam pod uwagę żadnej pomocy coachom, ale mówię: „Dobra, no wiem, jak to się robi, bo zrobiłam”. I zrobiłam pierwsze wystąpienie na żywo, warsztat dla ICF w Warszawie, i po prostu połknęłam bakcyla, wiesz? Przyszło mnóstwo ludzi, szczerze zainteresowanych, takich naprawdę fajnych ludzi, z którymi chciałoby się pracować, którzy mieli pokończone szkoły, którzy mieli mnóstwo pomysłów, nie wiedzieli, jak to wszystko ruszyć. I zrobiłam program. Zrobiłam jedną edycję programu PROSPERUJ JAKO COACH, potem drugą i trzecią, i jakoś poszło. W tym czasie jeszcze pracowałam jako life coach, czyli jeszcze miałam sporo klientów takich life coachingowych, a potem ten biznes pomagania coachom, uczenia coachów, jak zarabiać pieniądze, zajął mój cały czas i w sumie bardzo się cieszę z tego, bo mam naprawdę, wiesz, taką fajną klientelę: ludzi kreatywnych, fajnych, na poziomie, ciekawych życia, odważnych do tego, żeby zmieniać i świat, i siebie, i swoje życie do góry nogami przestawić. Także ja jestem bardzo zadowolona z tego, ale stało się tak przez tak zwany niby przypadek.

EW: No tak, ale nie ma przypadków. Okej, wspomniałaś o tym takim problemie, który zauważasz, że ludzie w jakiś sposób, nie wiem, wstydzą się zarabiać na tej pasji, na tym pomaganiu, że no jak to, mam brać za to pieniądze? Przecież nie dość, że ja to kocham, to lubię, sprawia mi to przyjemność, to jeszcze pomagam innym i mam brać za to pieniądze? Jak sobie z takimi myślami radzić?

MŻ: Wiesz co? Myślę, że przede wszystkim to w ogóle spojrzeć sobie na treść tych myśli. Dlatego że mnie to zadziwia troszeczkę, ja tych myśli „że jak to? ja mam brać pieniądze za pomaganie ludziom” nigdy nie miałam. Skoro ja nie będę brała pieniędzy, to znowu na tę owsiankę nie będzie, prawda? Więc dla mnie to było od razu jasne i jak stykam się z takimi myślami u kogoś, kto mówi: „No tak, ale wiesz, na pomaganiu się nie zarabia itd.”, to wtedy mówię: „No naprawdę? Na pomaganiu się nie zarabia? Czy Twój lekarz nie bierze pieniędzy? Prawda? Czy pan, który piecze chleb, też pomaga, nie bierze pieniędzy? Czy krawiec? No wszyscy biorą pieniądze, dlatego że to jest nasz sposób po prostu wymiany w tym wszystkim”.

Dlaczego akurat coach miałby nie brać pieniędzy, skoro psychoterapeuta czy psychiatra bierze pieniądze? To tutaj są głębsze rzeczy i okazuje się, że bardzo często to wcale nie chodzi o to pomaganie. Że „pomaganie” to nie jest kluczowe słowo w tym zdaniu, że na pomaganiu się nie zarabia, tylko że my jako coachowie nie do końca dajemy sobie prawo do tego, żeby wykonywać tak przyjemny zawód jak coaching, zawód, który jeszcze niekoniecznie jest jakoś szeroko rozpoznawany w Polsce i nie ma takiego uznania. Że to my się wstydzimy wyjść ze sobą, ze swoim pomysłem na życie, ze swoją interpretacją czegoś, prawda? I kryjemy się wtedy za tym – a, bo wiesz, na pomaganiu się nie zarabia.

Myślę, że po pierwsze zarabia, bo wszyscy zarabiamy na pomaganiu, w każdym zawodzie jakoś tam się pomaga i zarabia. I że trzeba sobie zejść głębiej i zobaczyć, dlaczego akurat jako coach ja mam nie zarabiać. I tutaj jak rozmawiam z wieloma klientami, to dochodzimy do bardzo ciekawych wniosków, co tam się dzieje z tym i wychodzi, że jest taka niepewność jeszcze, czy ja jestem tym dobrym coachem, czy ja wiem, co robię itd. Dochodzą do nas te wszystkie negatywne głosy na temat coachingu, no tak, ale ludzie mówią, że coachowie są szarłatanami czy czymś tam jeszcze, więc może ja nie będę zarabiać na początku, żeby się nie wystawiać za mocno. I wtedy trzeba mocniej pogrzebać, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, w tych naszych przekonaniach.

EW: Tutaj myślę, że fajną pętlę zrobiłyśmy, że wracamy do tego tak naprawdę, że coaching i biznes to nie jest hobby. Na hobby generalnie się nie zarabia, wprost przeciwnie zazwyczaj się traci pieniądze, ale tutaj to jest praca, a za pracę należy się wynagrodzenie.

MŻ: Tak, nawet jeżeli ta praca przychodzi nam łatwo. Nawet jeżeli ta praca jest przyjemnością. Może tu jest pies pogrzebany dla wielu osób, że to jest taka praca, która jest przyjemnością: siedzisz, zadajesz pytania, pomagasz klientom przejść przez meandry swoich myśli, przekonań itd. Dla nas jest to takie realizowanie swojej pasji, tego zmieniania świata, pomagania ludziom i za to mamy brać pieniądze? Tak, za to mamy brać pieniądze.

EW: Czyli tutaj takie przekonanie, że praca to ma być ciężka, trudna, znojna, a nie że ja sobie siedzę i kawkę piję z klientem.

MŻ: Dokładnie. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że aby zacząć tę kawkę z tym klientem pić i żeby ta kawka miała sens, to trzeba bardzo dużo pracy wykonać nad sobą najpierw. Naprawdę nad sobą, a potem nauczyć się być tym coachem, opanować te wszystkie narzędzia i stanąć z tym klientem dopiero wtedy, kiedy nasze ego nie jest takie aktywne, kiedy my mamy dużo spokoju w sobie, to wszystko, co mamy wypracowane w sobie, to za to właśnie bierzemy pieniądze też.

EW: Czyli jak się okazuje, to nie jest aż taka leciutka przyjemna praca, nie? Jednak stoi za tym dość spory wysiłek plus jeszcze pokonanie tych wątpliwości, czy ja już mogę, czy to już jest ten moment, kiedy mogę się nazwać coachem. To też jest ciężka praca, która za tym stoi.

MŻ: Tak, tam jest kilka warstw tej pracy, bo to jest najpierw w ogóle praca nad sobą, która najczęściej prowadzi nas do szkoły coachingowej, potem jest ta szkoła coachingowa, różne kursy itd. Ale jest jeszcze ta praca stawiania biznesu, praca pozyskiwania klientów. Coś, przy czym szewc czy lekarz, czy nawet psychoterapeuta nie musi się przy tym tak natrudzić tak naprawdę. Dlatego że te zawody są bardzo rozpoznawalne w Polsce i wystarczy powiedzieć komuś, że robimy to i to, i tamto i już ludzie się do nas zgłaszają. Z coachingiem tak nie jest. Coaching nie jest rozpoznawalnym zawodem, poza tym nawet jakby był rozpoznawalnym, to każdy coach prowadzi to trochę inaczej, ten dobór coacha jest bardzo indywidualny do naszej osobowości, naszych potrzeb itd. i musi to nastąpić przez marketing. Marketing ze strony coacha, prawda? Czyli coach musi zrobić dużo marketingu, musi wyjść po klientów, żeby ich pozyskać, żeby w ogóle powiedzieć o tym, że on pomaga w takich i takich sytuacjach czy obszarach, żeby pokazać swoją wartość, dać już jakieś początkowe kroki tej pomocy, zachęcić te osoby do tego, żeby skorzystały z jakichś jego ofert darmowych czy za mniejsze pieniądze i to wszystko, żeby tego klienta doprowadzić do siebie, żeby to był pełnoprawny klient, to jest kupa roboty. I dlatego coaching potem musi odpowiednie pieniądze kosztować.

EW: A no właśnie, a propos tego marketingu to jak rozmawiam z początkującymi coachami, Ty pewnie też często słyszysz takie zdanie, że „No ja to bym chciała swobodnie coachować, a te całe marketingi, sprzedaż, to ja bym w ogóle tego nie robiła. Najchętniej chciałabym siąść i coachować”. Ale też słyszę to od innych osób: od graficzek – „Ja to bym chciała sobie po prostu siedzieć i rysować”, od fotografek – „Ja bym chciała robić zdjęcia, a czemu muszę jeszcze to wszystko dookoła tego biznesu robić?”.

MŻ: No właśnie, wiesz co, to jest przekonanie takie – ja chcę być po prostu coachem albo ja chcę być po prostu grafikiem – z którym musimy się zmierzyć. Dlatego że tak nie będzie. I bardzo dobrze by było, żeby osoby, które idą do szkoły albo na kurs grafiki czy na kurs coachingu, czy na inne tego typu prace, żeby zdawały sobie do razu sprawę z tego, że to nie będzie tak, że będę grafikiem i do mnie stanie kolejka klientów, albo że będę coachem i proszę bardzo. tylko wywieszę sobie szyld i już stoi do mnie kolejka. Tylko trzeba będzie wyjść do ludzi i zrobić ten marketing, że jeżeli masz swój biznes, to jesteś przede wszystkim właścicielem biznesu, a dopiero coachem będziesz w tym biznesie, jak pozyskasz klientów. Kiedyś mój coach, ten, który do Polski nie dojechał na to wystąpienie, uczył mnie w ten sposób i motywował: „Słuchaj, zrobisz marketing, to sobie wtedy pocoachujesz w nagrodę”. Tak samo można powiedzieć do grafików i do wszystkich innych: „Słuchaj, zrobisz marketing, to sobie wtedy porysujesz w nagrodę”. No tak. Tak to właśnie działa.

EW: To jest świetne podejście. Kurde, często jak pracuje z klientami albo częściej klientkami, to one mają problem, żeby powiedzieć: „Tak, ja jestem właścicielką biznesu, jestem szefową przede wszystkim”. I w takim momencie, kiedy zatrudniają pierwsze osoby w swoim zespole, to już jest taki moment, kiedy naprawdę trzeba być właścicielką biznesu, a szczególnie szefową. A one cały czas są właśnie mentalnie na tym poziomie, że ja jestem tylko graficzką/ ja jestem tylko wirtualną asystentką/ ja jestem tylko coachem. To jest taka praca do wykonania, żeby zmienić swoją tożsamość i powiedzieć, że już nie wykonuję tylko tego zawodu: „Hej! jestem właścicielką biznesu, szefową, mam swój zespół”. To jest bardzo ważny krok i wiele osób ma problem, żeby zmienić swoje myślenie o sobie.

MŻ: I to jest też dla mnie ciekawe, z czego to wynika. Że my tak lubimy troszkę umniejszać swoją rolę, ja jestem graficzką/ jestem coachem, bo to jest mój zawód wyuczony itd. Czyli boję się publicznie wziąć odpowiedzialność za to, że ja jestem również właścicielem, managerem, często księgowym, administratorem i asystentem, i sprzątaczką tego biznesu tak naprawdę i marketerem, i sprzedawcą w tym biznesie. Bo po pierwsze boimy się, że nie wiadomo, jak nam pójdzie, więc nie chcemy brać za to odpowiedzialności. A po drugie wydaje mi się, że też często te inne role biznesowe nam się tak ładnie nie kojarzą. Bo tak wiesz, jestem graficzką czy jestem coachem, no tak, ja wiesz, realizuję swoje pasje itd., pomagam ludziom, ale robię marketing, robię sprzedaż, liczę pieniądze, robię finanse, księgowość, to już nie są takie chlubne zajęcia dla wielu ludzi, prawda? A ja uważam, że one są bardzo chlubne, bo one nam pozwalają ten biznes spiąć razem, prowadzić go dalej i jak mamy te wszystkie obszary zaopiekowane, zajmiemy się nimi, to właśnie na końcu możemy sobie pocoachować w nagrodę i do tego wszystkiego właśnie tym coachingiem zmienić świat.

EW: To jest też taki fajny motyw, który lubię, jak ludzie odkrywają, że to wszystko, co trzeba zrobić w tym swoim biznesie, to wszystko jest po to, żeby swoją misję zrealizować, pomóc tym ludziom. I to jest zmieniające, okej, to ja zrobię ten marketing, zrobię tę sprzedaż, będę tym naganiaczem, czy jakie tam niefajne są skojarzenia ze sprzedażą, no ale to jest po coś, po to właśnie, żeby temu światu coś dać od siebie.

MŻ: Tak, ale wiesz co, myślę, że trzeba działać z tym z dwóch stron. Z jednej – wytłumaczyć sobie, tak jest mi to potrzebne, bo to podstawa biznesu, bez tego nie będę mieć biznesu. A z drugiej – zmienić swoje przekonania na temat marketingu i sprzedaży. I właśnie broń Boże, nie używać takich słów, „będę tym naganiaczem”, „o Jezu, muszę pójść się eksponować” albo „muszę jakoś tak zmanipulować tych klientów, żeby przyszli do mnie i mi zapłacili”. Absolutnie nie. Jestem za tym, żeby wszystko w tym swoim biznesie robić fajnie, uczciwie, w wartościowy sposób, taki sensowny sposób, żeby to wszystko, co my robimy w biznesie nie tylko ten coaching, czy nie tylko ta grafika, żeby to wszystko błyszczało od takiej uczciwości, fajności, wartości, żeby mieć fun robienia tego i żeby ludzie mieli fun korzystania z tego.

I tutaj ta nasza kreatywność też się może bardzo mocno odezwać, żeby nie robić sztampowego marketingu, jakiegoś takiego nachalnego, sprzedażowego mocno. Tylko robić taki marketing, żeby dać ludziom spróbować czegoś, żeby pokazać im wartość czegoś, żeby pokazać im dlaczego. Jak nawet jesteś tą graficzką, pokaż mi, dlaczego ja powinnam mieć to faktycznie profesjonalnie przez Ciebie opracowane, jaka jest różnica, zanim ja skorzystam z Twoich usług. Tak samo jak jesteś coachem pokaż mi, co możesz zrobić, jakie są Twoje wartości, jakimi zasadami się w życiu kierujesz itd. To wtedy ja nabieram do Ciebie zaufania i mogę ewentualnie z Tobą jako z coachem pracować, prawda? Także trzeba troszkę inaczej podejść do marketingu też.

EW: To jest mi w ogóle bardzo bliskie, co mówisz, i to jest dla mnie taka esencja tego właśnie prowadzenia biznesu po swojemu, że ja nie muszę tak jak właśnie, jeśli nie podoba mi się ta nachalność, wyskakiwanie wszędzie, to mogę to zrobić po swojemu, żeby mi było komfortowo, ale jednocześnie wciąż docierać do tych ludzi, nie tylko siedzieć w kąciku.

MŻ: No właśnie, to tutaj też jest fajna rzecz do zaadresowania, że jak robimy ten marketing po swojemu, to wcale nie znaczy, że robimy go tak, że my się schowamy gdzieś tam za ekranem komputera w kąciku i będziemy miały nadzieję, że kilka postów na Facebooku albo strona internetowa nam załatwią sprawę, czyli po swojemu to znaczy uczciwie, w wartościowy sposób, z takim naprawdę wyjściem do klienta z czymś fajnym, ale również w ten efektywny sposób, czyli trzeba wybierać sobie strategie marketingowe, które jednak wystawiają nas przed tego klienta, które dają dużo wartości temu klientowi i same posty na Facebooku tego nie załatwią.

EW: Tak. I tu mam do Ciebie takie bardzo fajnie pytanie, które jest jednocześnie tytułem jednego z rozdziałów w Twojej książce – o książce jeszcze porozmawiamy, bo ona jest świetna, i tutaj chciałabym nagrać od razu taką laurkę, ale książka jest tak zbudowana, że są po prostu pytania, takie najczęściej zadawane pytania na temat biznesu coachingowego i właśnie masz takie pytanie, które też ja chciałabym Ci zadać, żebyś tutaj odpowiedziała na nie – Czy mam się bezwstydnie eksponować?

MŻ: No właśnie, to wiesz, co ja będę tutaj troszeczkę coachem i odwrócę to pytanie, to znaczy zadam je Tobie. Emilia, czy masz się bezwstydnie eksponować i z czym Ci się to w ogóle kojarzy?

EW: Tak, bo właśnie chcę zarabiać, więc świat się musi o mnie dowiedzieć, jeśli ja chcę temu światu pomagać, więc bez wstydu totalnie, bo to jest mój sposób na zarabianie pieniędzy i nie mam żadnego powodu, żeby się wstydzić eksponować, bo bez tego mnie nikt nie znajdzie i tylko mogę sobie klikać w komputer i nie będzie tego coachowania.

MŻ: Ale zobacz, jak to mówimy często, to staramy się troszeczkę same siebie do tego przekonać. Że tak, mam się bezwstydnie eksponować, bo to jest mój biznes, tak się musimy troszeczkę jakby usprawiedliwić, że dlaczego bezwstydnie. Dla mnie to słowo „wstyd” jest bardzo ciekawym słowem, bo słowo „wstyd” szczególnie moim zdaniem w polskim społeczeństwie jest nadużywane. Wychowują nas tak, żebyśmy wstydu nie przynieśli albo rodzicom, albo szkole. A miej człowieku wstyd, wstydź się, bo w tym momencie, bo wstyd to jest taka też dobra rzecz, prawda? Jak się wstydzisz, to jesteś skromny, pokorny i trzeba się wstydzić, bo jesteś taką osobą grzeczną w tym wszystkim. A ja myślę, że marketing i w ogóle wiele działań życiowych powinny być po prostu bezwstydne: jeżeli masz coś do powiedzenia, to powiedz to. Dlaczego masz się wstydzić? Jeżeli masz coś do zrobienia, zrób to. Dlaczego masz się wstydzić tego? Po prostu nie rób rzeczy, które są nieuczciwe, niefajne, manipulujące, wykorzystujące ludzi. Rób dobre rzeczy i nie wstydź się ich.

Czyli dlatego ten marketing bezwstydny, bo po prostu zrób dobry marketing i nie wstydź się go. Jak będziesz się wstydzić, to będziesz się chować. Czego masz się wstydzić tak naprawdę? Co boisz się, że odkryją, jak zrobisz ten marketing, jak wyjdziesz jako coach? Czego się boisz, że odkryją, że zauważą? I z tym się po prostu zetknij, zetknij się ze swoim wstydem, popracuj nad nim i wyjdź bezwstydnie. Co to w ogóle za marketing jakiś taki wstydliwy? Powiem Ci coś, ale potem, bo się wstydzę (śmiech).

EW: Ale to, czego się boję, co inni odkryją o mnie, kiedy się pokażę, kiedy się odsłonię, to jest mocne też pytanie. Bo ja bardzo często pracuję też z syndromem oszusta i właśnie to jest taki mocny bloker działań marketingowych, bo nie daj Boże, nagle dużo osób się o mnie dowie, a może nagle się okaże, że ja wcale nie jestem taka dobra, może wcale się na tym nie znam, może nie mam wystarczająco doświadczenia czy papierków… Mega, mega mocna blokada.

MŻ: Tak, albo mam papierki, a okaże się, że one nie są za dużo warte, nie? Dokładnie. Wiesz, ten strach przed marketingiem i ten wstyd przed marketingiem wynika z bardzo wielu różnych źródeł. Pierwsze to jest to, że w ogóle nas uczono, że marketing to jest be, brudne słowo, brzydkie, marketing to biznes, a biznes to jest też brzydkie słowo, a biznes robią ludzie, którzy chcą pieniądze zarabiać, czyli są pazerni. My gdzieś to z tyłu głowy nadal mamy, że ci uczciwi to biznesów nie prowadzą, prawda? Więc w ogóle stąd. A po drugie to my się boimy robienia tego marketingu, bo już podczas robienia tego marketingu my się wyeksponujemy, a ludzie mogą nas wyśmiać, wyszydzić, powiedzieć a z czym do ludzi, a z czym ona się tutaj pokazuje się, a proszę państwa, o co tutaj chodzi. A trzecia warstwa, to jeszcze, nie daj Boże, nam ten marketing wyjdzie i ci klienci przyjdą albo ci uczestnicy webinaru przyjdą w dużej ilości i okaże się, że my nie mamy zbyt wiele do powiedzenia. No i tutaj właśnie podczas nauki robienia marketingu wychodzi z nas bardzo wiele rzeczy do posprzątania. Ja w ogóle twierdzę, że nie ma lepszej drogi do poznania siebie, do wyczyszczenia różnych przekonań i wszystkich śmieci z siebie, jak zrobienie własnego biznesu.

EW: Hah, no, zdecydowanie coś z tym jest.

MŻ: Zetkniesz się ze wszystkim wtedy.

EW: Tak. Też chyba nawet od klientki coś takiego usłyszałam, że odkąd otworzyła biznes, to jest największy rozwój osobisty dla niej.

MŻ: Tak, tak.

EW: Dobra, to jak ten biznes rozwijać w 6 prostych krokach?

MŻ: (śmiech)

EW: W swojej książce opisałaś taki fajny koncept sześciopaka biznesu coachingowego, ale myślę, że tutaj spokojnie można przełożyć na biznes w ogóle. Co to za 6 prostych kroków.

MŻ: Starałam się, bo bardzo często ludzie mnie pytają, o to, czy jaki jest jakiś taki tajemniczy złoty środek. Co trzeba zrobić? Co działa? Powiedz mi, co działa, ja to zrobię itd. Więc ja zawsze tłumaczę, że biznes jest bardzo kompleksowy i wielowarstwowy. I nie ma jednej prostej rzeczy, którą zrobisz, i ten biznes pójdzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale jeśli miałabym go uprościć do jakichś 6 prostych kroków, to bym powiedziała, że to jest 6 obszarów, sześć paków tzw. sześć obszarów, którymi trzeba się zająć.

Jeśli chodzi o coaching, ale myślę, że chodzi o bardzo wiele innych biznesów, to przede wszystkim trzeba mieć specjalizację. Samo to, że jesteś coachem to właściwie nie mówi nic, nie mówiąc już, że za mało. Dlatego że słowo coach nie jest zrozumiałe, a poza tym każdy coach jest od czegoś innego i w inny sposób pracuje, więc trzeba mieć tę specjalizację, wybraną grupę docelową, do kogo my to kierujemy, w jakich sprawach pomagamy, w jakich obszarach się specjalizujemy.

Wbrew pozorom, chociaż o tym rzadko się mówi w szkołach coachingowych, bo te szkoły uczą, jak się prowadzi coaching i dają narzędzia itd., ale tak naprawdę jak już wychodzisz na rynek, to tym drugim pakiem jest to, że musisz mieć swoją metodę pracy, po prostu. I po mimo tego, że np. Ty i ja możemy być z tej samej szkoły coachingowej, to Ty i ja prowadzimy ten coaching inaczej, bo po pierwsze mamy inne specjalizacje, inne grupy docelowe, a po drugie – nawet jakby one były takie same, to Ty masz inne doświadczenia życiowe, masz trochę inne podejście, inną konstytucję siebie, że tak powiem, inaczej jesteś skonstruowana i na inne rzeczy zwracasz uwagę, przez to przyciągasz też innych klientów. Ale zanim Ci klienci w ogóle do Ciebie przyjdą, żeby oni rozumieli, po co mają do Ciebie przychodzić i co tam się będzie działo, to oni muszą rozumieć, w jaki sposób Twoja metoda działa. Czyli musisz mieć opracowaną tę metodę swoją, która jest w łatwy sposób przekazywalna. To jest ten drugi pak.

Trzeci pak to jest oferta. Musisz mieć dobrze opracowaną ofertę, dobrze wycenioną, dobrze spakietowaną w jakiś sposób, która jest logiczna, logistycznie dobrze dobrana i do Twojej grupy docelowej, ale również do tego modelu biznesu, który Ty chcesz prowadzić, prawda? Bo biznes coachingowy można prowadzić na bardzo wiele różnych sposobów. Można mieć indywidualny, grupowy, mastermindy, kursy online, książki pisać, łączyć to, pracować dla biznesu – bardzo wiele różnych rzeczy. I trzeba mieć tę ofertę przemyślaną, dostosowaną do siebie i do rynku i ładnie podaną.

Największym pakiem jest chyba ten czwarty. Czyli pak marketingu. Bo tutaj jest zazwyczaj dla coachów i dla wielu innych zawodów najwięcej do nauczenia, bo trzeba rozpracować sobie system marketingowy, który nam ten system będzie normalnie, cyklicznie zapełniał i on się składa z różnych kategorii, strategii marketingowych, to nie jest jedna strategia, tylko przynajmniej kilka. Te strategie muszą być połączone ze sobą w odpowiedni sposób, jedna do drugiej ma logicznie prowadzić klientów przez tzw. lejki sprzedażowe i inne ciekawe rzeczy. I tutaj jest najwięcej nauki. Moim zdaniem najwięcej funu tez, dlatego że marketing, jeżeli dobrze robiony, to jest takim przedłużeniem coachingu, taka część, którą dajemy za darmo bardzo wielu ludziom: np. piszemy bloga, newslettery, robimy webinary, nagrywamy podcast. Czyli dajemy za darmo bardzo wielu ludziom dobre informacje, inspiracje i to jest też superfajny fun, a potem jest możliwość pobierania za to pieniędzy, jeśli coś fajnego od nas kupią. Więc marketing.

Następnym obszarem piątym jest sprzedaż, której też się trzeba nauczyć, bo w biznesie coachingowym tak jak w każdym innym biznesie marketing prowadzi klienta do tego momentu, czy on chce kupić, czy nie. I on się musi zmierzyć z tym bardzo mocno, najczęściej w biznesie coachingowym tą sprzedażą jest tzw. wstępna konsultacja, jeżeli prowadzimy biznes oparty o coaching indywidualny, ale to są też strony lądowania, landing page’y, stories, też sprzedaż z podium itd. Więc to musimy mieć opakowane, bardzo dobrze wyćwiczone i opracowane.

I ostatnim, 6 pakiem są nasze podstawy mentalne tak naprawdę, czyli to, jak osadzeni się czujemy w swojej roli, jaką mamy pewność siebie, jak pewnie wychodzimy ze swoją ofertą, ze sobą z tą swoją własną ekspozycją, z własnym marketingiem, a to wszystko zależy od tego, jakie mamy przekonania na swój temat jako coach, jako właściciel biznesu, jako ta osoba, która ma zarządzać tym wszystkim. I tutaj musimy często wbrew pozorom włożyć dużo własnej pracy, żeby poczuć się dobrze, poczuć się pewnie, wiedzieć, w jakim kierunku idziemy, za jaką wizją podążamy i mieć rzeczywiście siłę, żeby to wszystko wykonać i wykonać jeszcze w taki fajny, systematyczny sposób. I jak coś się nie będzie układało nam dobrze, to podejść jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz. To będzie mój przepis na biznes coachingowy (śmiech).

EW: 6 prosty kroków! Ale zdecydowanie, to jest dla każdego biznesu takie uniwersalne. W każdym biznesie warto mieć specjalizację, dopasowany do siebie marketing, później sprzedaż i odpowiednie nastawienie też. I jak najbardziej to wszystko do każdego biznesu można przyłożyć. A jak wiadomo te wszystkie kroczki mają swoje podkroczki, więc…

MŻ: Tak, i to mnóstwo!

EW: Mnóstwo! Tak myślę sobie, że przez całe życie przedsiębiorcy uczymy się przez te kroczki przechodzić.

MŻ: Tak, uczymy się je przechodzić, doskonalimy je, one się zmieniają też, dlatego że jak nasz biznes się rozwija, to zmienia się też marketing tego biznesu, zmienia się sposób sprzedaży, my dojrzewamy, uczymy się wielu rzeczy, na klientach się uczymy, na sobie się uczymy, więc nasz content marketingowy i content naszych programów się zmienia. To jest wieczna nauka. Ale jeżeli dobierzemy sobie i zawód – coacha np. – i specjalizację do tego, w czym kochamy się rozwijać, to będzie po prostu fajna jazda.

EW: I tu bym bardzo fajnie zamknęła tę rozmowę. Chociaż jeszcze nie kończymy, to idealnie mi to zdanie podsumowuje część główną. A tak jak obiecałam, chciałam też porozmawiać o książce. Bo Coaching to nie hobby, to jest też tytuł Twojej książki, która jest rewelacyjną pozycją, dla wszystkich coachów obowiązkowo, nawet nie początkujących. Ale ja w swoim imieniu i w imieniu wszystkich coachów dziękuję Ci za tę książkę.

MŻ: Dziękuję, bardzo dziękuję.

EW:… bo tam jest naprawdę wszystko, co coach musi wiedzieć od tej stronny marketingowo-sprzedażowo-promocyjnej. Myślę, że też łamie te takie tabu związane z zarabianiem na pomaganiu, z takim bardzo fajnym wsparciem w budowaniu tej swojej promocji. Jest bardzo fajnie napisana właśnie, po prostu odpowiada na konkretne pytania, bardzo fajnie można do tego później wracać, więc polecam wszystkim. Myślę, że nawet niecoachowie by znaleźli wiele inspiracji, jeśli chodzi właśnie o budowanie swojego biznesu, np. jeśli chodzi właśnie o wybór specjalizacji. Myślę też, że to są treści uniwersalne, ale też w dużej mierze bazujące na rynku coachingu w Polsce. Chyba to jest pierwsza książka, która mówi o coachingu od strony biznesowej w Polsce, i jedyna.

MŻ: Chyba tak, pierwsza i jedyna. Wiesz, chciałam tę książkę napisać trochę inaczej niż pozostałe książki, kóre są nawet na anglojęzycznym rynku dostępne, które są takie bardziej może techniczne, bardziej, wiesz, strategiczne. U mnie też jest dużo strategii, bo konkretnie wyjaśniam co i jak, co trzeba zrobić, ale bardzo zależało mi na tej inspiracyjnej stronie książki.

Bardzo chciałam mieć taką książkę, która podnosi na duchu po prostu, która jak ten coach początkowy ją weźmie, który jest na początku wystraszony tego wszystkiego, bo tutaj wychodzi z coachingiem, którego nikt nie zna, nikt nie rozumie, co on do tych ludzi mówi, jeszcze niektórzy się śmieją, wyszydzają go i krytykują itd. I ten coach biedny, który ma świetne zamiary i fajne cele, naprawdę może być mocno przestraszony tym wszystkim. Chciałam napisać książkę, która pokaże drogę: tędy, tędy, tędy, te rzeczy musisz przemyśleć, to musisz połączyć, to trzeba tak i tak zrobić. Ale też książkę, która powie: „Słuchaj, stary, dasz radę w tym momencie”. Nie święci garnki lepią. Zrób to, zobacz, ten zrobił, tamten zrobił, tamten już robi. Nie porównuj się do tych, którzy są daleko przed Tobą, tylko rób swoje, masz fun, dał Ci wszechświat wenę do tego, dał Ci wibracje do tego, żeby zrobić to, to uwierz w siebie. Weź to i zrób to po prostu. Myślę, że w ogóle w tej chwili jest w świecie bardzo dobry czas dla coachingu, dlatego że świat potrzebuje się rozwinąć, świat potrzebuje dojrzeć do różnych rzeczy. Coaching jest absolutnie doskonałą metodą pracy dla ludzi, którzy chcą wyjść ze swoich skorupek, z jakichś starych rzeczy, to jest niesamowite narzędzie. Dlatego ja bardzo chcę wesprzeć coachów, żeby nie odpadli w tym procesie, który nie jest łatwy, tylko żeby wytrwali, zrobili i niech zmieniają ten świat.

EW: Super, zdecydowanie udało Ci się tę nutkę inspiracji tam zawrzeć. Naprawdę książkę ogromnie polecam, gdzie ją znajdziemy? I książkę, i Ciebie.

MŻ: Znajdziemy i książkę, i mnie na mojej stronie internetowej: www.prosperujjakocoach.pl Zapraszam w ogóle na stronę, bo oprócz książki jest blog do poczytania, który daje dużo ciekawych informacji na temat budowania biznesu coachingowego, są tam darmowe oferty różnego rodzaju, np. w tej chwili jest taki test 7 żyć coacha, gdzie można sobie zdiagnozować, na którym etapie biznesu coachingowego jesteś, i dostać zalecenia, co na tym etapie robić, a czego nie robić. Także staram się ludziom, którzy przychodzą do mnie na stronę, dać dużo informacji i konkretnej wiedzy, żeby coś tam zaczęli samemu robić i zaczęli ogarniać się w tym. A potem, jeśli potrzebują mojej pomocy, to wracają.

EW: Super, zapraszamy serdecznie na stronę Małgosi. A ja, Małgosiu, bardzo chciałabym Ci podziękować za naszą dzisiejszą rozmowę, myślę, że ogrom inspiracji szczególnie dla coachów, ale nie tylko tutaj będzie można znaleźć. No i co? Życzymy wszystkim coachom i wszystkim biznesmenom i wszystkim biznewomenom, żeby prosperowali.

MŻ: Dokładnie. Dzięki jeszcze raz Emilia. I ja Ci jeszcze raz gratuluję takiego pomysłu na ten podcast, takiego odnalezienia siebie i swojej weny, i swojej wibracji w tym wszystkim, fajne rzeczy robisz. Dzięki.

EW: Dziękuję bardzo, do usłyszenia. 

To jak? 6 prostych kroków i masz biznes – nie hobby, które tylko generuje koszty. Zapamiętaj po tej rozmowie, żeby się bezwstydnie eksponować, tak by móc docierać do nowych klientów i zmieniać świat.

Notatki i wszystkie linki do strony i książki Małgosi znajdziesz na mojej stronie internetowej emiliawojciechowska.com/16. Do usłyszenia w kolejnym odcinku już za 2 tygodnie!