Flow – Stan przepływu to stan pełnego zaangażowania i skupienia w pracy, który daje poczucie euforii i zadowolenia. Posłuchaj, jak w swoim życiu odkryła go Michalina i jak buduje na tym swoją firmę.

Michalina Patucha jest psychologiem, trenerem biznesu, zewnętrznym opiekunem wizerunkowym. Jest właścicielką firmy MP FLOW oraz kanału na YT „W związku z marką”.
W codziennej pracy pracuje z managerami nad kompetencjami lidera – przywódcy, a także z przedsiębiorcami średnich i dużych firm nad rozwojem własnej marki, budowaniem realnych, długofalowych strategii rozwoju biznesu i wdrażaniem efektywnej komunikacji w działania marketingowe.


Notatki do odcinka


Transkrypcja – podcast do czytania

Cześć, tutaj Emilia Wojciechowska, coach i trenerka mentalna. Prowadzę dla Ciebie podcast Niezarobiona jestem, w którym uczę, jak osiągać więcej, stresując się mniej.

Odcinek czternasty: Biznes po swojemu – liczy się flow. Rozmowa z Michaliną Patuchą.

Flow – stan przepływu – to stan pełnego zaangażowania i skupienia w pracy, który daje poczucie euforii i zadowolenia. Posłuchaj, jak w swoim życiu odkryła go Michalina i jak buduje na tym swoją firmę.

Michalina Patucha jest psychologiem, trenerem biznesu, zewnętrznym opiekunem wizerunkowym. Jest właścicielką firmy MP FLOW oraz kanału na YouTube W związku z marką. Na co dzień pracuje z managerami nad kompetencjami lidera-przywódcy, a także z przedsiębiorcami średnich i dużych firm nad rozwojem własnej marki, budowaniem realnych, długofalowych strategii rozwoju biznesu i wdrażaniem efektywnej komunikacji w działania marketingowe.

Emilia Wojciechowska: Cześć, Michalina, witam Cię serdecznie w moim podcaście, bardzo się cieszę, że przyjęłaś zaproszenie ode mnie.

Michalina Patucha: Cześć, Emilia, ja się też bardzo cieszę, że zdecydowałaś się mnie zaprosić do podcastu.

EW: Super. Michalina, jako że mam taką tradycję, że na początku podcastu zapraszam moich słuchaczy do wzięcia jednego głębokiego oddechu, tak też teraz zróbmy wspólnie. Ciebie też zapraszam po to, żeby się lepiej skupić, żebyśmy były skupione na rozmowie i my, i nasi słuchacze. I żeby dać sobie taką chwilę relaksu w zabieganym dniu. Tylko jak ktoś prowadzi, jak ktoś biegnie, to nie polecam np. zamykać oczu, ale jeden głęboki oddech przyda się każdemu. Także zapraszam. Głęboki wdech i długi wydech. Super. Od razu lepiej.

Dobra, Michalina, zaprosiłam Cię do mojego podcastu w ramach cyklu Biznes po swojemu, gdzie zapraszam osoby, które w jakiś sposób wyróżniają się sposobem prowadzenia swojej firmy i inspirują mnie w jakiś sposób. Na początku chciałam Cię właśnie zapytać, co dla Ciebie oznacza biznes po swojemu.

MP: Okej, myślę, że biznes po swojemu to po pierwsze spełnienie moich marzeń, bo od zawsze miałam tak, że bardzo osadzona byłam w sobie, w tym, jak chciałabym działać, co chciałabym robić. Czasem było to odbierane pewnie, że idę pod prąd, czasem, że jestem odważna, czasem, że robię wiele rzeczy na raz, czyli że chwytam wiele srok za ogon, bo z takimi informacjami zwrotnymi też się spotykałam. Natomiast dla mnie faktycznie biznes po swojemu to właśnie spełnienie marzeń, a z drugiej strony to też wolność do tego, żeby działać w zgodzie z wartościami i realizować swoje cele.

EW: Pięknie, bardzo, bardzo to razem ze mną tutaj rezonuje. A jakie to marzenia, jakie cele Cię do tego popchnęły?

MP: Myślę, że tutaj znowu odwołam się do tego, co powiedziałam, czyli ta wolność, potrzeba wolności – mam duszę artystyczną, bo z pierwszego wykształcenia jestem wokalistką i to zawsze powodowało, że przełamywałam pewne schematy, wyłamywałam się z pewnych standardów, co oczywiście może brzmieć pięknie i jest piękne, natomiast w świecie zawodowym dawało pewne trudności spowodowane ograniczeniami i ramami. Więc to, co popchnęło mnie najbardziej w stronę swojej firmy, swojej działalności, działania samodzielnie, to chęć decydowania o swoim losie zawodowym i też chęć realizowania swoich pasji, bo mam ich wiele. Jedną z tych pasji jest właśnie tworzenie, taka twórczość, która w tej kreacji marketingowej ma swoje miejsce, ma swoje ważne miejsce. Drugą taką moją pasją jest bycie z ludźmi, bycie blisko ludzi i takie życie z nimi nie tylko właśnie jako społeczność, ale też w biznesie, gdzie możemy coś tworzyć razem, być partnerami i to też jest częścią mojego firmowego życia. No i rozwój, bo rozwój też jest dla mnie istotny i chyba bym skłamała, gdybym nie powiedziała, że codziennie się czegoś uczę, prowadząc firmę, i to jest dla mnie fajna rzecz.

EW: To jest chyba konieczne, żeby codziennie się czegoś uczyć, prowadząc własną firmę, jak myślisz?

MP: Tak… Mam tak właśnie od tych czasów, kiedy śpiewałam bardzo dużo. Usłyszałam takie zdanie – jeśli kiedyś stwierdzisz, że już wszystko umiesz, wtedy zacznij się zastanawiać, że coś jest nie tak. I tak mam też w biznesie. Ciągle mam takie wrażenie, że jeszcze czegoś się muszę nauczyć, że jeszcze czegoś nie wiem, ciągle coś mnie zaskakuje i czasem mam oczywiście takie momenty, że jestem taka osadzona, mówię: „Super, wow, świetnie mi idzie”. Po czym przychodzi taki dzień, kiedy sobie myślę: „Boże, gdzie ja jestem?”. (śmiech). Biznes dla mnie to jest taka przestrzeń, w której spotykają się różne skrajności, więc mało jest raczej takiej względnej stabilizacji, można ją wypracować, ale też nie można oczekiwać, że będzie trwała zbyt długo, bo jest to taka przestrzeń zmian.

EW: Myślę, że wiele osób mogłoby się pod tym podpisać, że raz mogą góry przenosić. A raz spadają z tych gór w te dołki i myślą o zamykaniu własnego biznesu, ale myślę, że to, że o tym mówimy, tylko pokazuje, że to jest normalne. I niezależnie od rodzaju i skali biznesu pojawia się wszędzie. Jakie Ty masz doświadczenia? Bo Ty pracujesz też z przedsiębiorcami, z firmami czy u nich też widzisz te takie górki i dołki?

MP: Tak, myślę, że widzę. W ostatnim czasie już nawiązując do pandemii, wiele biznesów dotknęło bardzo trudnych dni, trudnych miesięcy, można mówić nawet, że trudnego roku, to trochę nawiązując do tego, a trochę idąc jeszcze wcześniej – to co się działo i to, co się dzieje teraz, to górki i dołki to jest coś, czego ja tak naprawdę uczę się cały czas, żeby to akceptować, żeby też się nie zniechęcać. Jak pracuję z przedsiębiorcami, to uczymy się znajdować szanse w takich miejscach, które wydają się pozornie beznadziejne. Życie biznesowe i w ogóle życie uczy mnie tego, że w każdej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście. Trzeba przede wszystkim chcieć je szukać. Myślę, że to jest najważniejsze. Więc dla mnie czy góra, czy dołek to tak naprawdę staram się nie przywiązywać za bardzo do tego, co jest teraz, cieszyć się z tego, ewentualnie szukać rozwiązań, natomiast nie oczekiwać, że będzie tak zawsze. I tego też uczę przedsiębiorców, z którymi pracuję.

EW: Myślę, że to bardzo przydatna postawa.

MP: Ale wcale nie taka prosta. Co innego mówić o tym i wiedzieć, że to jest potrzebne, a co innego ja po ludzku naprawdę przeżywam i frustracje, i zniechęcenie, i zmęczenie, i też euforie, bo jestem emocjonalną osobą, lubię się cieszyć, lubię celebrować sukcesy, lubię się nakręcić czasem, bo poczucie takiego flow, że to ma sens, ma większe znaczenie – to jest dla mnie super. Natomiast jednocześnie z tym uczuciem, że lubię coś czuć albo też że nie lubię czegoś czuć uczę się, że to minie. Że i ta dobra perspektywa może się za chwilę skończyć, przy czym nie nakręcam się jakoś specjalnie, ale z drugiej strony to daje nadzieję, że nawet jak jest gorzej, to też będzie jakaś zmiana. Ale emocjonalnie jest to praca do wykonania cały czas.

EW: Tak, zdecydowanie. Michalina, nazwa Twojej firmy to jest MP FLOW, gdzie MP to są Twoje inicjały, a ta druga część „FLOW” mnie interesuje. Cóż to takiego jest dla Ciebie, że aż znalazło się w nazwie Twojej firmy?

MP: Flow to generalnie koncepcja psychologii pozytywnej. Jestem psychologiem i od samego początku, gdy zaczęłam pracować z ludźmi, otworzyłam swoją firmę, to wiedziałam, że chcę się skupiać na tej drodze budowania zasobów, rozwijania zasobów, budowania też takiego poczucia sensu, które we flow jest ważne, po to, żeby robić coś, co jest dla nas ważne; też tej radości, zabawy i tego zatracenia się czasem, bo ja tak jak powiedziałam jestem artystką z pierwszego wykształcenia i uważam, że to też jest jedną z moich mocnych stron. I tak naprawdę dla mnie flow – jeszcze zanim wiedziałam, co to jest flow w koncepcji psychologii – to dla mnie flow było bazą mojej pracy: na scenie, śpiewając, grając z zespołem, czując muzykę całym ciałem, żeby to w jakiś sposób zaprezentować, oddać ludziom, to tak naprawdę to flow czasem koncerty trzygodzinne mijały w sekundę i to było niesamowicie radosne, niesamowicie budujące, ja to wspominam z ogromnym takim sentymentem ten czas, w którym liczyło się to, co robimy tu i teraz. I to było takie uwalniające, to pozwalało nam grać pięknie, porozumiewać się bez słów w zespole i to jest coś, co tak naprawdę trochę nieświadomie, bo zanim to zrozumiałam, to było coś nienazwanego, co mnie prowadziło przez te pierwsze kroki w biznesie. Natomiast to było coś, co potem jak się okazało, jest moim DNA biznesowym, czyli jeśli ja pracuję, to chcę czuć, że ta praca coś daje ludziom, że ta praca daje mi radość, że przedsiębiorca, kiedy chce ze mną pracować, to też czuje jakiś wyższy sens w tej swojej pracy, a z drugiej strony czuje radość tworzenia, czy gotuje, czy tworzy szkolenia, czy kursy, czy chce rozwijać firmę lokalną np. usługi kosmetyczne, to żeby to nie było takie sztuka dla sztuki, bo robimy, bo wszyscy robią, bo tak trzeba, bo teraz są takie trendy. Tylko żeby w tym było takie poczucie – kurczę, robię to, bo lubię, a nawet jeśli już nie lubię, bo się obrażam na to, to po coś kiedyś wybrałam czy wybrałem ten zawód i jest w tym coś dla mnie więcej. Jest jakiś powód, dla którego to wybrałam. Stąd też to „FLOW”. Czyli najpierw nieświadomie, potem zaczęłam sobie gdzieś tam składać te wszystkie puzzle, no i nie wyobrażałam sobie chyba inaczej nazwać firmy niż coś, co będzie oddawać całą tę misję jakby nie było w którym kierunku chcę podążać.

EW: Czy w firmach swoich klientów też starasz się im tę filozofię flow, przepływu, wprowadzać, jakoś zachęcać do tego, żeby z tej perspektywy spojrzeli na swoje działania?

MP: To jest dobre pytanie, bo po iluś tam latach pracy z klientami myślę, że gdybym w taki sposób – mówię o tym, co czuję, co myślę, po co to robię – natomiast myślę, że jak klienci nie są psychologami i nie w każdym zaszczepiam takie poczucie flow z tego powodu, że każdy startuje z innego miejsca i każdy ma też inne oczekiwania, inne potrzeby, inne problemy. I to, z czym ja się często spotykam w biznesie, to jest pewnego rodzaju zmęczenie, pogubienie, to jest brak zasobów czasowych, na to, żeby coś zrobić. I nie wszyscy – nie chciałabym tak uogólniać – nie wszyscy potrzebują np. osadzenia flow.

Pracuję z dwoma grupami jakbym tak miała określić przedsiębiorców. Pierwsza to jest bardzo silny wizjoner, który tego flow ma bardzo dużo, tylko przez to, że tego flow ma bardzo dużo, to nie ma tam miejsce na planowanie, na strategię, na konsekwentne działania, na robienie wszystkiego krok po kroku, na wytrzymywanie pewnego napięcia. I to jest taka pierwsza grupa, której nie zaszczepiam chyba za bardzo flow, tylko pozwalam je zrozumieć i uporządkować. To jest też ta taka druga strona flow, że ona może nas popchnąć i my możemy się pogubić, bo mamy za dużo pomysłów. Natomiast druga grupa, z którą pracuję, to są osoby, które mają flow albo nie wiedzą, że mają, bo bardzo intuicyjnie podejmują pewne decyzje i zmęczenie powoduje, że to flow tracą. I tam faktycznie myślę, że zdarza mi się pracować nad tym, żeby tego flow z powrotem poszukać. Bo jakby w tym założeniu mojej pracy z przedsiębiorcami zawsze zakładam, że był jakiś powód, dla którego wybrali tę, a nie inną branżę. Odpowiadając – tak, ale w dwóch kontekstach: że czasem rozumiemy flow i trochę je skracamy, przykracamy, a czasem robimy tak, że szukamy go, odkrywamy na nowo i sprawdzamy, czy ono nas jeszcze może popchnąć do pracy.

EW: A jak to flow jest obecne w Twojej firmie, w sensie w Twoim zespole, bo nie jesteś jednoosobową działalnością, tylko budujesz swój zespół. Jak to się przejawia w waszych codziennych wspólnych działaniach?

MP: Częściowo na to pytanie mógłby odpowiedzieć mój zespół, jak u nich to się przejawia. Natomiast z mojej perspektywy, z perspektywy osoby, która deleguje zadania, zarządza tym naszym wspólnym polem zadań, tym zagospodarowaniem czasu, to mam zawsze z tyłu głowy taką intencję, żeby każdy w tej naszej pracy zespołowej znalazł coś, w czym czuje się dobrze, w czym może się rozwijać, w czym czuje też swój sens taki, żeby miał po prostu ochotę to robić. Raczej nie jestem osobą, która kogoś do czegoś zmusza, więc nawet szukając zadań, czy nawet naszych, w naszej przestrzeni rozwoju naszej firmy, nie zawsze realizuję tylko i wyłącznie swoją wizję, ale też chcę, żeby osoby, które mają swoją wizję, mogły się też realizować w sposób zgodny ze sobą i wtedy uważam, że to flow jest takie najbardziej bliskie nam i wtedy jest też najbardziej wartościowe. Oczywiście różnie bywa, bo różne rzeczy też czasem musimy zrobić, nie zawsze jest to nasze ulubione zadanie, natomiast staram się, by każdy miał swoją przestrzeń, w której czuje się dobrze i która pozwala mu się też rozwijać w firmie.

EW: Jak umawiałyśmy się na podcast, to rozmawiałyśmy trochę o tym, jak funkcjonuje Twoja firma i powiedziałaś, że masz taką zasadę – First Who, Then What – czyli najpierw kto, a potem co. Opowiesz więcej o tym jak to działa?

MP: To jest w ogóle zasada, która mnie uderzyła pod koniec zeszłego roku, bo czytałam książkę Jacka Santorskiego o przywództwie – “I. Refleksje o przywództwie jutra” – o tej integracji wartości, z nowymi trendami, technologią i tym wszystkim, co się dzieje. I tam wśród różnych case study, różnych refleksji, którymi autorzy się dzielą, pojawiło się takie zdanie – First Who, Then What – i to po prostu bardzo mocno we mnie zarezonowało. Że ja tak właśnie dobieram osoby, z którymi pracuję. Bo tych osób, ja nawet u naszych klientów, mam czasem wrażenie, że budujemy coś więcej, niż tylko zadania, które wykonujemy. I są tacy klienci, z którymi mamy wyjątkowe współprace, i tak samo też z moim zespołem, też traktuję ich jako partnerów, którzy tworzą razem z nami pewne rzeczy i faktycznie mam tak, że bardzo ważne jest dla mnie to, kto jest ze mną w parze, kto ze mną tworzy tę jakość, co jest dla niego ważne, co chce realizować. I to jest dla mnie bazą. Do tego dochodzą tak samo ważne kompetencje, czyli jakaś specjalizacja, coś, czym dana osoba się zajmuje, ale faktycznie te wartości – partnerstwo, uczciwość, etyka pracy. Nie wyobrażam sobie po prostu pracować z kimś, kto tego nie realizuje, nie reprezentuje swoim zachowaniem. I to jest ta zasada – First Who Then What – dla mnie. Czyli najpierw to, na czym bazujemy, jakie wartości, a potem dopiero to, co razem będziemy robić.

EW: Mam takie marzenie, żeby każda firma zatrudniająca pracowników miała takie podejście. Tak mi tego brakowało, jak jeszcze pracowałam na etacie, brałam udział w procesach rekrutacji, gdzie może brakowało, żebym miała może rok więcej doświadczenia albo jakieś tam umiejętności, których mogłabym szybciej się nauczyć, no i widać było na rozmowie, że niby było fajnie, a później feedback, że jednak się nie udało, bo czegoś brakowało, a ja poczułam połączenie z firmą i myślę, że rekruter ze mną i kurczę, dlaczego nie dali szansy, żeby zobaczyć, jak to się może zmiksować fajnie razem?

MP: Tak teraz jak to powiedziałaś, to w ogóle pomyślałam sobie, że – moja głowa produkuje tutaj mnóstwo różnych kontrargumentów do samej siebie – bo myślę, że to brzmi super i ja też bym chciała, żeby było wiele takich firm. I z wieloma firmami pracuję, nad wdrożeniem pewnych wartości albo nad utrzymaniem pewnych wartości, albo nad pewną zmianą przekonań na temat zarządzania. Bo też pracuję z menedżerami, z kierownikami, z kadrą zarządzającą. I myślę, że to jest taka sytuacja idealna, którą chcielibyśmy mieć i ja ją wyznaję. Natomiast ja też wiem, jakie to trudności niesie za sobą.

To jest coś, czym ja się kieruję, natomiast ja naprawdę popełniłam mnóstwo błędów i cały czas popełniam. Myślę, że to może być uwalniające, że my możemy popełniać te błędy jako osoby zarządzające. I chyba chciałabym, że by to wybrzmiało. Bo odczułam taki ciężar po prostu jak to powiedziałaś, jak chciałabyś, żeby to było w wielkich firmach, że tak wręcz powinno być i powinniśmy do tego dążyć, a jak tak nie mamy jak Michalina, to jesteśmy złą firmą, nie? (śmiech) A u mnie tak naprawdę codziennie ja mam takie trudności, też czasem muszę zrobić krok w tył, ugryźć się w język, to są normalne rzeczy, które są po prostu ludzkie, codzienne. Mam zły poniedziałek albo zły piątek i nie podchodź do mnie, bo już jestem zmęczona. Więc ja oczywiście też bym chciała bardzo, żeby wszyscy się rozwijali, wszyscy szli w takim kierunku, ale przede wszystkim też jesteśmy ludźmi i pozwólmy sobie to wszystko przeżywać, co się dzieje, i uczyć się siebie i wtedy będzie zdecydowanie łatwiej. To tak chciałam to tylko powiedzieć.

EW: Okej, nie, absolutnie nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jak oskarżenie.

MP: Wiem. Nie, nie, nie tutaj bardziej chodzi mi o to, że mamy potem skłonność do uproszczeń i uogólnień, że jakby sobie potem tak obudujemy, dobra, to Michalina ma tak w firmie, to chyba z moją jest coś nie tak.

EW: Tak, tak. No właśnie, a propos biznes po swojemu to trzeba wiedzieć, co jest dla mnie ważne, jak ja chcę prowadzić firmę. Biorę sobie jakieś inspiracje z różnych źródeł, a to trzeba też przefiltrować przez siebie, przez swój biznes, przez swój model biznesowy. No nie wszystko da się wprowadzić 1:1 u siebie.

MP: Ja się z tym w pełni zgadzam i wręcz przypomniało mi się takie zdanie, które kiedyś usłyszałam na studiach, że jeśli chcesz pracować z ludźmi, musisz być kimś. Żeby być kimś, musisz wiedzieć, kim jesteś. I to jest myślę bardzo trafne nie tylko w pracy z ludźmi, a zarządzanie to przede wszystkim praca z ludźmi, ale to jest też bardzo trudne pytanie – kim jesteś. I myślę, że Ty w swojej pracy też wielokrotnie tego poszukujesz z klientami i odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Mamy tyle wdrukowane przez całe życie powinności, tego jakie nasze role powinny być, jaką zbroję powinnyśmy nakładać w pracy, zarządzając albo występując, albo mówiąc coś mądrego, że mam wrażenie, że łatwo się pogubić po prostu. Mówię to jako poszukująca cały czas kim jestem.

EW: Wszyscy poszukujemy przez całe życie. Filozoficznie tu się zrobiło…

MP: Ale tak trochę jest, jak czujemy, że nas coś uwiera, ja przynajmniej tak mam. Ale też pracuję z osobami, widzę, że cały czas nas coś uwiera, coś byśmy chcieli zmienić i to poszukiwanie tego pytania – okej, to w którym momencie przestanie mnie uwierać i czy ja jestem gotowa zrobić to, co sprawi, że przestanie mnie to uwierać. Nie. Czy to jest też na pewno ergonomiczne, czy to nie sprawi, że moja firma się rozsypie, bo długo pracowałam, żeby coś tam było, i zgadzałam się na to uwieranie. O taka widzisz filozoficzna część rozmowy.

EW: Jak już zaczęłyśmy o tym, kim jesteś, w tym trudnym pytaniu, to ja właśnie zauważyłam ostatnio u kilku klientek jak ciężko wprowadzić niektóre zmiany, jeśli chodzi o rozwiązanie swojego biznesu, jeśli chodzi o zatrudnianie pierwszych pracowników albo o zarządzanie zespołem, żeby jakoś sprawnie funkcjonował, jak trudno się oddzielić od takiego, takiej właśnie tożsamości, którą mamy wdrukowaną. Np. gdy zaczynamy pracę jako freelancer, freelancerka, to mamy taką tożsamość – prowadzę jednoosobowy biznes – potem zaczyna się taki moment w biznesie, kiedy fajnie byłoby kogoś zatrudnić, zatrudniamy, ale ciężko nam się przestawić z tego, że ja jestem jednoosobową działalnością, bo to jest już gdzieś tam wdrukowane w to, kim jestem. Jestem ciekawa, czy masz porady dla osób, które faktycznie zaczynają zatrudniać swoich pierwszych pracowników. Nie tylko podwykonawców, ale kogoś, kto będzie razem ze mną moją firmę rozwijał. Takie porady na pierwsze kroki w zarządzaniu.

MP: To jest w ogóle pytanie, które myślę, że sprawdza sen z powiek chyba większości przedsiębiorców, którzy potrzebują kogoś, kto razem z nimi coś zacznie tworzyć. I tutaj chyba nie mam jasnej podpowiedzi. Mogę powiedzieć, co mnie pomogło. Ja też tworząc moją firmę, pracowałam na samym początku sama na swój rachunek. Odpowiadałam za wszystko. Wszystko robiłam własnymi mocami przerobowymi według własnej wizji, na własnym doświadczeniu, które też się wzbogacało dzięki temu, że to robiłam i w momencie, w którym przyszła konieczność albo przyszła szansa na to, żeby kogoś zaprosić do tego wspólnego miejsca, to oczywiście pojawiło się mnóstwo obaw. Czy ten ktoś będzie potrafił zrobić coś tak jak ja? Myślałam, że tak. Nie, nikt nie jest mną. Nikt nie ma tych doświadczeń, nikt nie ma tej wizji. Więc tutaj tak naprawdę cała praca polegała na tym, żeby w głowie też przepracować wewnątrz siebie to takie przekonanie, że ktoś skoro chce pracować ze mną i dla mnie, to powinien robić wszystko tak jak ja. Nie. Jeśli jesteś przedsiębiorcą, jeśli Ty tworzysz coś, to Ty to dalej tworzysz. Możesz oddelegować to, co jest wystandaryzowane, jasne, powtarzalne – na samym początku. Chyba że zatrudniasz specjalistę, który uzupełnia Twoją wiedzę i doświadczenie, i ma się zająć czymś, co tak naprawdę będzie realizowane według jego wizji, nie Twojej. Więc niestety, ale tutaj nie ma za bardzo takich dróg oczywistych. Trzeba sobie przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie kogo potrzebuję, jak ma mnie wesprzeć, czy ma coś zrobić za mnie, czy ma rozwinąć jakiś nowy kanał sprzedaży, działalności, czy czegokolwiek innego. I to znowu jest pytanie do siebie, czego ja potrzebuję i jak to zrobię, żeby to oddać. Bo w ogóle oddawanie odpowiedzialności jest bardzo trudne. Zwłaszcza kiedy jest ten etap, kiedy jesteś przedsiębiorcą, wszystko robisz sam, sama. I nagle musisz część oddać, i nagle pojawia się taki syndrom opuszczonego gniazda – coś takiego, że nagle coś tracisz, nie masz tego i dla osób z wysokim poczuciem kontroli i dla perfekcjonistów (np. ja jestem też perfekcjonistką, bo lubię wszystko mieć na tip-top i dobrze), to jest po prostu trudne. A tak jak pracuję z przedsiębiorcami, to sporo znam osób, które wykazują perfekcjonizm i on też doprowadził do tego, że robią to, co robią i robią to dobrze, więc tam jest mnóstwo pułapek, w które możemy wpadać i to, co ja mogę doradzić na podstawie tylko i wyłącznie swoich doświadczeń, na podstawie tego, jak ja to rozwiązałam, to po prostu robić wszystko w zgodzie ze sobą, tak? Czyli jeśli czuję, że chcę coś oddać, to to oddaję, jeśli czuję, że nie chcę dodać, to nie oddaję, ale też uczyć się delegowania, jeśli to oddałam, to oddałam i teraz ta osoba ma to zrobić, i ona ma się też albo na tym nauczyć, albo popełnić jakiś błąd i go potem naprawić. Żeby też nie matkować, bo ja też z tym często się spotykam, że przedsiębiorcy coś oddają, a potem robią to drugi raz za tę osobę. Więc tak naprawdę tracą ten czas, emocjonalne koszty są wysokie, no finansowe też, jakby nie było, bo trzeba za tę pracę zapłacić, i to jest bardzo zgubne. Więc albo mówimy A, i idziemy w A, i rozumiemy, czym jest A albo nie mówimy i zostajemy w tym punkcie, w którym jesteśmy. To taka moja refleksja.

EW: Robią albo kontrolują wykonanie tego zadania tak bardzo dokładnie, sprawdzając, patrząc na ręce, co też jest robotą. Oddali robotę, po to, żeby wziąć dwa razy większą, bo najpierw zlecić, wytłumaczyć, potem sprawdzić dokładnie po tej osobie – to jest podwójna robota. Mieli mieć łatwiej, mieli mieć lżej.

MP: Tak, ja tutaj jeszcze rozróżniam taki etap przejściowy takiego wdrożenia, bo jednak we wdrożeniu ta kontrola jest istotna. Czy wszystko, na co się umówiliśmy, jest wykonywane tak, jak się umówiliśmy. Ale ona nie jest po to, żeby coś za kogoś wykonać, tylko po to, żeby się jeszcze dotrzeć, dopracować. A potem ta kontrola w myśl zasady ufaj i kontroluj, to jest właśnie nic innego jak sprawdzanie już nie takie dokładne, ale jednak sprawdzanie, czy wszystko idzie zgodnie z planem, czy wszystko idzie tak, jak się umówiliśmy, po to też, żeby utrzymać jakość. To jest też ten aspekt, który jest ważny dla przedsiębiorców, nie?

EW: Tak.

MP: Ale nie robić za kogoś, bo to jest właśnie podwójna praca.

EW: Mówiłaś o tym perfekcjonizmie, który nie pozwala oddać – ja zrobię najlepiej, ja wszystko wiem, ja mam swoją wizję – i to jest coś, z czym ja bardzo często się spotykam, że nawet jak ktoś kogoś zatrudnia, to boi się mu oddawać zadania. Ma kogoś gotowego przyjąć te zadania, ale tego nie dam, tego nie dam i kończy się tak, że nowa osoba nie ma nic do roboty. Jak pokonać ten perfekcjonizm, jak puścić tę kontrolę, żeby sobie ulżyć?

MP: To dwie rzeczy od razu przyszły mi do głowy. Pierwsza taka, że nie delegujemy wizji, czyli wszystkiego, co jest nasze, miękkie, co nakreśla kierunek. No chyba że jesteśmy firmą, ale tego u tych małych przedsiębiorców nie spotykam, która brałaby kogoś do nakreślenia nowych kierunków rozwoju i realizacji ich. Bo nakreślenie kierunków to jedno, ale jeszcze realizacja tych kierunków… Więc raczej wizji nie delegujemy, delegujemy wszystko, co jest w jakiś sposób wystandaryzowane, i wtedy ten strach jest mniejszy. W strachu też nie ma nic złego, bo wiadomo, że boimy się tego, co się wydarzy, kiedy ja to zrobię. I to jest okej. Natomiast to, co jest najgorsze, i czego raczej żebyśmy nie robili, to takie projektowanie sobie wszystkich możliwych scenariuszy. Co kto spieprzy, jak spieprzy, jakie będą konsekwencje. Jeszcze nic się nie wydarzyło, ale ja już widzę, że to się zaraz wydarzy i tak naprawdę nie pomogę mu, nie skontroluję, niech się pomyli, a potem się na niego obrażę, że się pomylił i nasza współpraca się skończy. Ja takich sytuacji też widzę sporo i myślę, że to też kwestia pracy nad sobą w tym momencie, żeby nie projektować, a ćwiczyć komunikację. To jest coś, co myślę, że jest w ogóle bazą do wszystkiego, jeśli chcemy z ludźmi pracować, czy zarządzać, czy rozwijać firmę, czy coś sprzedawać, wszędzie jest ta komunikacja istotna, żeby właśnie komunikować precyzyjnie, z szacunkiem i żeby też rozumieć swoje emocje i też emocje drugiej osoby.

EW: Okej. Powiedzmy, że już mamy na pokładzie pracownika czy pracowników i tutaj pojawia się takie bardzo częste pytanie – jak motywować – w sensie ja to tak rozumiem, że chodzi o to, jak zarazić pracowników swoją misją, wizją, żeby chcieli właśnie dla nas pracować nie tylko dlatego, że zarabiają pieniądze, chociaż wiem, że dla niektórych może to być wystarczające, ale żeby faktycznie współtworzyli z nami firmę. Jak zarażać, żeby inspirować?

MP: Myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia i ja jestem tutaj trochę w opozycji do takich ogólnie przyjętych zasad, że powinno się chwalić albo powinno się robić jakieś tam systemy motywacyjne, bo ja też pracuję z różnymi branżami i wiem tak naprawdę, że różne branże przyciągają różne typy osób i pewne zawody też charakteryzują się różnymi potrzebami, jeśli chodzi o motywację. Handlowiec będzie chciał mieć wynik, będzie lubił rywalizację. Tak bardzo uogólniam, bo też oczywiście są różni handlowcy. Osoby, które pracują blisko ludzi, są takie pomocowe, będą chciały mieć satysfakcję z pracy. Myślę, że przede wszystkim to, co może zrobić przedsiębiorca, to dobrze rozpoznać, kogo ma w swoim zespole, co to za osoba, być z nią, porozmawiać, poznać. Jeśli powiedzmy tych szczebli jest więcej, to też nauczyć menedżera w taki sposób pracować, żeby znał swój zespół, żeby potrafił działać wspólnie.

Niektórzy lubią działać zespołowo, niektórzy lubią mieć wolność, niektórzy lubią mieć święty spokój, inni lubią widzieć swoje wyniki, jeszcze inni lubią się tym chwalić, w jakiś sposób celebrować. Zresztą wiesz o tym, bo też pracujesz, jedni na tej skali introwertyzmu/ekstrawertyzmu będą tak, że będą trąbić naokoło, czym się zajmują, będą się tym cieszyć i dla nich społeczne uznanie będzie bardzo ważne. Inni będą lubili widzieć swoją pracę, widzieć samodzielnie ten swój wynik i będą np. się świetnie czuli, jeśli zostaną zwyczajnie docenieni przez szefa. Tego jest bardzo dużo i myślę, że jedyną radą, jaką można tutaj dać, to żeby znowu nie ulegać żadnym trendom, ani nie szukać gdzieś z zewnątrz, bo to nie działa, tylko zastanowić się, co ja mogę zrobić, żeby poznać tych ludzi, którzy ze mną pracują. Czasem wystarczy po prostu ich zapytać. Czego potrzebujecie? Co mogę zrobić, żeby wam się lepiej pracowało? I w większości przypadków – zaskoczę was – oni powiedzą, czego potrzebują.

EW: Proste!

MP: Proste, ale też trudne, bo boimy się tej informacji zwrotnej, boimy się, że nam coś powiedzą, że nie działa, nie będziemy wiedzieli, jak odpowiedzieć. I to też jest ludzkie i znowu sprowadza się do tego, żeby menedżer czy właściciel firmy, przedsiębiorca wiedział, o sobie, jak reaguje w takich sytuacjach i wiedział, jak się na taką sytuację przygotować.

EW: Czyli przedsiębiorco, szefie, poznaj siebie sam. A potem poznaj pracowników!

MP: Tak, zresztą wiele takich koncepcji dotyczących przywództwa mówi o tym, że ta samoświadomość lidera, pogłębianie tej samoświadomości, praca nad sobą, rozwijanie inteligencji emocjonalnej to są wszystko kompetencje współczesnych liderów, które powodują, że pracownicy chcą z nimi zostać. Zresztą to żadna nowość ten słynny cytat, że ludzie odchodzą nie od firmy, tylko od szefa. Więc to działa też w drugą stronę, jeśli chcemy ich przyciągnąć, chcemy, żeby zostali, to my pracujmy nad sobą po to, żeby oni chcieli z nami zostać. I wtedy wszystko będzie okej. Tylko będzie wymagało pracy.

EW: No tak, jak wszystko.

MP: Nasza rozmowa jest rozczarowująca, bo trzeba pracować.

EW: Myślę, że moi słuchacze to są takie osoby, które wiedzą, że praca jest potrzebna, że samo nic nie przyjdzie. Tak myślę.

MP: Ja też tego cały czas uczę, że to wymaga pracy. Po prostu. Nie ma złotych tabletek.

EW: Też jak chociażby pracuję z klientami indywidualnie w treningu mentalnym, to kiedy kończymy proces, mówię: „Teraz Twoja kolej, musisz pracować indywidualnie. Samo nie przyjdzie. To, że mieliśmy, miałyśmy proces to jest jedna rzecz. To jest początek dopiero, teraz zaczyna się Twoja praca”. Więc zdecydowanie, cały czas prowadząc własny biznes, musimy wykonać tę pracę. Nad sobą, nad swoim biznesem, nad swoimi przekonaniami. To trwa cały czas i nigdy się nie kończy.

MP: Tym bardziej, że jako ludzie mamy tendencję do upraszczania sobie, do wchodzenia w pewne przekonania, schematy i czasem możemy się w tym pogubić. A jeszcze dzisiejszy świat, który nas ciągle bodźcuje, że coś powinniśmy, że coś mamy zmienić, to już nam wcale nie ułatwia.

EW: Zdecydowanie. Michalina, cały odcinek rozmawiamy o Twojej firmie, a poza tym, że na początek przedstawiłam, czym się zajmujesz, tak dokładnie nie powiedziałyśmy, czym się w MP FLOW zajmujecie, a to jest bardzo ciekawe, bo łączycie firmę szkoleniową, coachingową z agencją kreatywną, a przynajmniej łączyliście, ale to za chwilę do tego dojdziemy. Powiedz mi, jak takie dwa różne światy połączyć w jedną markę i jak to komunikować, jak to reklamować?

MP: Właśnie dobrze, że wywołałaś ten temat, to od początku. MP FLOW to jest firma, która powstała z potrzeby pomagania ludziom w rozwoju. I taki był ten pierwszy zamysł. I ten rozwój definiowaliśmy właśnie jako ludzi, których trzeba rozwijać, czyli kadra zarządzająca, pracownicy, wszystkie kompetencje miękkie, pewna też sfera organizacji pracy, podnoszenia efektywności – to było taką naszą pierwszą nogą. A drugą nogą było usprawnienie komunikacji zewnętrznej, czyli wszystkiego, co wychodzi do klienta, po to, żeby to precyzyjnie komunikować, podnosić efekty. I to jest ta część marketingowo-kreatywna. I dla mnie od początku to było bardzo jasne, bardzo spójne, bo ja w ogóle z tej sfery kreatywnej, z tej sfery komunikacyjnej z ludźmi, reklamowej się wywodzę. Bo zanim założyłam firmę, prowadziłam bloga i prowadziłam też marketing innej firmy, więc to było cały czas obecne w moim życiu plus ta psychologia, która uzupełniała tak naprawdę ten klimat. W międzyczasie też zostałam trenerem i to tak naprawdę bardzo się ze sobą łączyło, bo jeśli wchodziliśmy do firmy, to ogarnialiśmy komunikację zewnętrzną plus też pracowaliśmy z ludźmi po to, żeby oni ze sobą w środku się jeszcze lepiej komunikowali. I tak naprawdę cała firma się wzmacniała i mogła się rozwijać. To było nasze założenie.

Natomiast z zewnątrz to już nie jest takie czytelne, ponieważ my wokół komunikacji, wokół psychologa, wokół marketingu, wokół kreacji mamy wiele różnych skojarzeń i to jest coś, co tak naprawdę zajęło mi trochę czasu – paradoksalnie właśnie mnie, osobie odpowiedzialnej za komunikację – żeby poukładać naszą komunikację, tak żeby klienci, którzy w jakiś sposób nas widzą i kojarzą, i nie do końca nas znają, bo jeśli ktoś mnie zna, to wiedział, o co może mnie zapytać. Natomiast my szerzej zaczęliśmy wychodzić z komunikacją marketingową też przez pandemię, przez to, że pojawiły się u nas wolne moce i pomyśleliśmy, że wykorzystamy na nasz własny marketing. I nagle bum! Okazało się, że nie jest to do końca takie czytelne. I to jest tak naprawdę to, że teraz rozdzielamy, będziemy rozdzielać, więc możecie śledzić, jak będziemy to robić – zobowiązałam się już publicznie (śmiech), więc na pewno będziemy to robić. To będziemy rozdzielać tę część marketingową dla przedsiębiorcy, żeby mógł faktycznie zająć się swoim marketingiem i go dobrze poprowadzić, ewentualnie jak to zlecić komuś i dobrze to oddelegować do tej części szkoleniowej, która się opiera właśnie o pracę z ludźmi, pracę taką właśnie krótkofalową, ale bardziej na kompetencjach tych osób, żeby one już były przygotowane. No i będziemy – tak naprawdę już zaczęliśmy to robić, bo już powstała grupa na Facebooku i osobna strona dotycząca właśnie marketingu. Dalej będziemy te kroki rozdzielania prowadzić, oczywiście nie zrobimy tego chirurgicznym cięciem, bo nie da się tego zrobić, ale tak naprawdę proces został rozpoczęty. I myślę, że ten rok to jest czas, kiedy chcemy to w klockach naszej komunikacji zewnętrznej poukładać. I tak to właśnie wyszło.

EW: Czy powstaną jakieś dwa osobne twory ostatecznie?

MP: Myślę, że tylko w komunikacji. Bo de facto nasze działania się nie zmienią, ponieważ my cały czas robimy to samo. Czyli albo prowadzimy komunikację zewnętrzną poprzez media społecznościowe, poprzez kreację marketingową, bo to są filmy, jakieś materiały video, tworzenie treści, czasem wsparcie w tworzeniu jakichś produktów, kursów, to jest wszystko to, co my tak naprawdę logistycznie ogarniamy, bo mamy specjalistów, którzy są odpowiedzialni za video, za grafikę, za strony internetowe. I to jest rzecz, która bardzo dobrze nam funkcjonowała przez lata i teraz też dobrze funkcjonuje, więc trzeba to opakować trochę inaczej, po to żeby było to bardziej czytelne. I druga rzecz, która powstanie, to taka sfera szkoleniowo-rozwojowa dla przedsiębiorcy, który ma albo bardzo małą firmę i nie ma zespołu, albo ma niewielką firmę, niewielki zespół tak, żebyśmy mogli po prostu wejść do tej firmy i w jakiś sposób ją wesprzeć. I to na pewno komunikacyjnie też zostanie rozdzielone. Jak i gdzie jeszcze do końca nie mam takiej jasnej wizji tego, natomiast małymi krokami oddzielamy to, co jest już takim produktem i wypychamy w świat. Będziemy skupiać się na tym, żeby dzielić tort na mniejsze kawałki.

EW: Gdy ktoś jest jeden, ma jednoosobową działalność i nie chce rozbudowywać zespołu i ma różne zainteresowania, np. jest coachem, nauczycielem angielskiego i jeszcze popołudniami zajmuje jogą śmiechu, czy on jest w stanie to wszystko połączyć i jedną komunikacją mówić, co robi, kim jest, czy to raczej rozdzielić? Mam często tak, że ktoś mnie pyta: Słuchaj, robię to i to. Robić jeden fanpage czy dwa fanpage?

MP: W ogóle pierwsze co pomyślałam sobie – o, to ja. Tylko nie joga śmiechu, Kiedyś śpiewałam, robiłam marketing i jeszcze był czas, że prowadziłam zajęcia fitness, więc było tego sporo. Tylko wtedy jeszcze nie było takiego Instagrama prężnie działającego. Myślę, że to zależy, jak na to spojrzymy. Bo jeśli robimy personal branding, czyli tworzymy wizerunek osoby, która jest jakaś, ma swoje pasje i chce się tym dzielić – myślę, że okej. Natomiast jeśli chcemy stworzyć produkt, taki który chcemy potem rozwijać, to myślę, że tutaj warto byłoby się zastanowić nad tym, żeby to wszystko rozdzielić. Ale to też zależy od tego, jaki mamy potem plan. Bo jeśli chcemy to rozwijać i iść szerzej i potem zrobić właśnie jakąś stronę, kurs, szkołę tej jogi śmiechu, to okej. Ale jeśli to jest naszą pasją i chcemy tylko od czasu do czasu coś zrobić, to myślę, że nakład czasu, pracy, finansów byłby bardzo duży. I to trzeba też sobie jasno odpowiedzieć na takie pytanie: ile mam zasobów, żeby to zrealizować.

EW: No właśnie, zawsze brakuje czasu.

MP: Tak albo też brakuje pieniędzy. Bo można coś oddelegować, natomiast pytanie, czy jest to warte. Jeśli chcemy faktycznie, żeby to było naszym produktem, czy rozwijało naszą część działalności, to traktujemy to jako inwestycję. Ale jeśli robimy to po to, bo wszyscy to robią i my też chcemy, i nie mamy na to większego planu, to uważam, że jest to stratą energii. Bo czy my to zrobimy sami, własnymi rękami – to jest nasz czas, nasze życie – czy oddelegujemy to komuś – to jest po prostu jakaś inwestycja lub strata.

EW: Okej. Michalina, tak powoli zbliżamy się do końca i jakbym miała podsumować naszą rozmowę, to takie dwie rzeczy wychodzą mi mocno na przód – ciężka praca i samoświadomość. Dodałabyś coś do tego?

MP: Nie, ale powiem Ci, że idąc do Ciebie, do nagrania tego podcastu, pomyślałam, że to jest podcast Niezarobiona jestem, a ja… W sumie to tak na zakładkę mam wszystkie spotkania akurat w tym tygodniu i tak wiesz, ja trochę nie że w opozycji, ale jestem zwolenniczką mądrego odpoczywania i takiego odpoczywania pełną parą po to, żeby odpocząć. Natomiast jak już pracuję, to też pracuję na maksa. Czyli nie ma czegoś takiego, że siedzę, scrolluję, a tu sobie pogram, a coś tam, tylko generalnie jak się skupiam na czymś, to chcę, żeby to było dobrze zrobione i faktycznie zgadzam się z tym, że ciężka praca, ale ciężka nie jako ciężar, który nas zniewala i powoduje, że tracimy radość życia, tylko jako taka praca, w którą wkładamy energię, wkładamy siebie, jesteśmy gotowi czasem do poświęceń, no bo życie w biznesie, w ogóle życie to nie są same kwiatki, tylko czasem to są porażki, to są potknięcia i musimy być gotowi, żeby przez to przejść, więc uważam, że ciężka praca to jest dobre stwierdzenie. I co było drugie? Ciężka praca i…

EW: …samoświadomość.

MP: No tak, to druga ważna rzecz. Gdzie myślę, że praca też jest ciężka i też trzeba się do tego przyłożyć, nie traktować tego po macoszemu, nie liczyć, że kanały inspiracyjne załatwią za nas robotę i czytanie dużej ilości książek też zmieni nasze życie, trzeba po prostu zakasać rękawy i pracować uważnie nad tym, jacy jesteśmy i co możemy z tym zrobić.

EW: Super, bardzo fajne podsumowanie. Dzięki, Michalina. Gdybyśmy chcieli Cię lepiej poznać, a na pewno chcemy, to gdzie Cię znajdziemy?

MP: Myślę, że pierwszy kanał, na który mogę zaprosić do Instagram: MP FLOW Michalina Patucha (@mpflow_michalina_patucha), tam co tydzień o 9 widzimy się na instakawkach. Jeśli słuchają nas przedsiębiorcy, którzy chcieliby rozwinąć swój marketing samodzielnie i chcą się dowiedzieć, jak to robić świadomie, to powstała grupa (marketingmalejfirmy.mpflow.pl), tam można zerknąć i zapisać się do grupy, w której dostępne są nasze webinary, takie marketingowe, ale też budujemy świadomość, że pewne rzeczy warto robić, a pewnych nie warto robić. No i też taki świeżutki kanał YouTube – W związku z marką – opowiadam tam o relacjach z klientami, o tym jak to zrobić, żeby chcieli z nami zostać, jak już nas poznają. Także myślę, że te trzy miejsca.

EW: Super. Wszystko to zalinkujemy w notatkach do podcastu. Dzięki Ci wielkie, Michalina, za tę rozmowę, bardzo dużo fajnych inspiracji, jeśli chodzi o zarządzanie firmą, zespołem, na pewno nasi słuchacze wynotowali sobie dużo wskazówek. To co? Trzymamy kciuki za komunikacyjny rozdział MP FLOW, żeby wszystko zostało tak fajnie jak jest, dzięki Ci wielkie za rozmowę, no i do usłyszenia.

MP: Ja też Emilia bardzo Ci dziękuję i trzymam kciuki za Ciebie, za Twój rozwój, bo też Cię podglądam i super się rozwijasz jako firma. I też za wszystkich przedsiębiorców, którzy nas słuchają, o to, żeby działali w zgodzie ze sobą i osiągali swoje cele.

EW: Super, dzięki wielkie.

MP: Dzięki.

A no właśnie – to jak jest z tą Niezarobioną? Michalina bardzo dobrze ujęła moje podejście do ciężkiej, a raczej – mądrej pracy. Bo samo się nie zrobi – ale da się robić tak, by się nie zaharowywać dla samej harówki. Notatki do podcastu i jego transkrypcję znajdziesz pod adresem emiliawojciechowska.com/14. Do usłyszenia w kolejnym odcinku!